Piotr i Hana

Piotr i Hana

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 18 "Może teraz się uda"


W końcu jestem :D przepraszam za tak długą przerwę, ale wakacje i te sprawy... Dziękuje za wejścia i komentarze ( pomijając spam Moniki i Szymka ;) ) zapraszam do czytania...
Zziajana otworzyła oczy. Leżała w swoim łóżku. Podniosła się i ubrała szlafrok wiszący na krześle koło łóżka. Udała się do salonu. Następnie do kuchni. Nigdzie nie było Piotra. Spojrzała na zegarek. Było parę minut po 20. To wszystko było jej wyobraźnią! Wcale nie dzwoniła do Gawryły, a on nie przyjechał. Nie kochali się. To był tylko sen. Kobieta wstawiła wody na herbatę i usiadła przy stole. Położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu. Uśmiechnęła się pod nosem.  Wzięła do ręki telefon i wybrała numer do Przemka. Odebrał po kilku sygnałach.
-…

-Cześć Przemuś… To ja…

-…

-Nie nic się nie stało.

-…

-Nie, spokojnie.

-…

-Przemek! Stop. Nic mi nie jest. Po prostu chciałam cię zaprosić na herbatę i ploty.

-…

-Dobrze. To czekam.

-…

-Ja cię też. Pa.

Odsunęła swojego smart fona do ucha i wstała, żeby zakręcić gaz pod czajnikiem. Stwierdziła, że zagotuje wodę dopiero jak przyjedzie jej brat. W tym czasie postanowiła się trochę ogarnąć. Poszła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Następnie poprawiła fryzurę i makijaż. Potem wróciła do kuchni. Była strasznie głodna. Otworzyła lodówkę i oparła się o drzwiczki. Jak zwykle mimo iż lodówka była pełna nie było w niej nic co by zaciekawiło kobietę. W końcu zrobiła sobie dwie kanapki z dżemem. Zjadła je nie chętnie, a potem umyła talerzyk. Parę minut potem zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć. Tak jak się spodziewała, przyjechał jej brat.

-No hej, mała. Coś się stało, że mnie wezwałaś?

-Nie wezwałam, tylko zaprosiłam, i nie stało się nic. Wchodź. Rozgość się, a ja zrobię nam coś do picia.- wpuściła go do środka i zamknęła za nim drzwi. Usiadł na kanapie w salonie, a ona skierowała się do kuchni. Wstawiła wodę i naszykowała dwa kubki. Spojrzała na brata, który wpatrywał się intensywnie w ekran telewizora. Zastanawiała się co ma zrobić. Ma mu powiedzieć, że zostanie wujkiem czy jeszcze z tym poczekać? A może w ogóle  powinna wyjechać i zerwać ze wszystkimi kontakt? Po chwili usłyszała intensywny gwizd czajnika. Wrzuciła do kubków torebki z herbatą i zalała je wodą. Wyjęła z szafki tacę i postawiła na niej ich napoję, cukierniczkę i spodek z pokrojonymi plastrami cytryny. Poszła ze wszystkim do salony.

-Smacznego.- uśmiechnęła się do brata.

-Dziękuję. A teraz mów, jak na spowiedzi.

Kobieta usiadła obok Zapały. Wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy.

-Jestem w ciąży.- powiedziała niepewnie.

-Jak to…Jak to w ciąży?- jąknął Przemek.

-Normalnie. Spodziewam się dziecka…- powiedziała ze spuszczoną głową. Już wiedziała, że jej brat nie jest z tego powodu zadowolony.

- To dziecko tego Gawryły- bardziej stwierdził niż zapytał Zapała.

-TEN Gawryło ma na imię Piotr i owszem to jego dziecko- odparła lekko zbulwersowana.

-Powiedziałaś mu już?

-Jeszcze nie. Nie miałam okazji.

-Dzwoń do niego…

-Nie. Powiem mu to prosto w twarz. Nie przez telefon.

-Jasne…- w pomieszczeniu zapadła cisza. Nie była ona zręczna ani dla Przemka, ani tym bardziej dla Hany. Uratował ich telefon Zapały, który zaczął dzwonić.- To Wiki. Muszę odebrać.

-Spoko…- Przemek wstał i wyszedł na balkon. Po chwili wrócił.

-Słuchaj siostra… wzywają mnie do szpitala. Muszę jechać. Trzymajcie się. Pa- pocałował ją w policzek i wyszedł. Znowu została sama. Na zegarku dochodziła 22. Postanowiła włączyć TV. Po przeskoczeniu około 1000 kanałów stwierdziła, że pójdzie spać. Podniosła się z kanapy i poszła umyć zęby. Następnie weszła do sypialni. Wyjęła z szafy piżamę i szybko się przebrała. Położyła się do łóżka i okryła kołdrą. Delikatnie pogładziła swój brzuch ręką.

-Śpij dobrze, maluszku.- szepnęła. Niedługo potem usnęła. Obudziła się koło 10. Leniwie zwlokła się z łóżka. Do pracy miała dopiero na 13. Poszła do łazienki, gdzie wzięła długą i gorącą kąpiel. Następnie ubrała się w szlafrok i poszła coś zjeść.  Zanim się obejrzała, do jej dyżuru została jej tylko godzina. szybko poleciała do sypialni, żeby wybrać jakieś ubranie. Wygrzebała z szafy luźną koszulkę, którą kupiła jeszcze w Izraelu. Miała nadrukowanego dużego, czarnobiałego pluszaka. Była jedną z jej ulubionych. Do tego założyła czarne, skórzane spodnie. Potem delikatnie się pomalowała. Rozczesała włosy. Zabrała torebkę i wyszła z mieszkania zamykając je. W szpitalu była o 12.30. Skierowała się prosto do lekarskiego. Nie było tam nikogo więc weszła od razu do przebieralni. Położyła torebkę na półkę i sięgnęła po swój kitel. Założyła go i odwróciła się na pięcie. W drzwiach przebieralni stał Piotr. Trochę się przestraszyła gdy go zobaczyła.

-Cze… Cześć- jąknęła.

-Hej… co u ciebie?- zapytał spokojnie.

-W porządku…  a u ciebie?- spojrzała na niego niepewnie.

-Też dobrze.- rzucił patrząc jej w oczy.

-Piotr?

-Tak?

-Poszlibyśmy dziś na jakąś herbate?

-No dobrze… a o której?

-Kończę o 19…

-Ok… to spotkamy się pod szpitalem… a teraz chciałbym zostać sam… muszę się przebrać…

-Jasne… to do zobaczenia…- rzuciła i wyszła. Postanowiła przed dyżurem wstąpić do Darka na USG. Skierowała się na ginekologię. Doszła pod gabinet kolegi i zapukała.

-Proszę.- usłyszała zza drzwi. Weszła. W gabinecie był Wójcik i ten cały Radwan.

-Myślałam, że jesteś sam… ale przyjdę później- rzuciła.

-Hana zaczekaj… już kończymy…- zatrzymał ją Darek.

-Przecież pani doktor może powiedzieć nam obu o co chodzi- wtrącił Radwan.

-Wolałabym jednak załatwić to bez osób trzecich…- spojrzała na ordynatora spod byka.

-Spokojnie- wtrącił Wójcik.- Jakby miał pan jeszcze jakieś obiekcje to zapraszam. A teraz chciałbym zostać sam z doktor Goldberg.

-Jasne.- powiedział naburmuszony i wyszedł.

-No więc słucham, Hana…- zaczął Wójcik, gdy już byli sami.

-Bo chodzi o to, że… robiłam testy i chciałabym się upewnić…

-No to na co czekasz. Za parawan… przygotuj się, a ja zaraz do ciebie przyjdę.- kobieta z uśmiechem kiwnęła głową. Parę minut później siedziała na fotelu a Darek jeździł po jej brzuchu głowicą.

-I co?- zapytała po raz kolejny.

-Hana, błagam. Siedź spokojnie, bo nie mogę znaleźć…

-No to przekręć to tak, żebym i ja widziała, to będę spokojna.

-Siedź, bo zaraz mnie zdenerwujesz…

-No proszę…

-Mam…

-I?- zapytała podekscytowana.

-Zdrowy maluszek… Na moje oko to 9 a nawet 10 tydzień. Zobacz…- odwrócił w jej stronę monitor. Po jej twarzy spłynęła łza. Była cholernie szczęśliwa. Myślała, że nigdy nie będzie mieć dzieci. Że nie może ich mieć. A ty nagle taka niespodzianka. – zaraz dam ci wydruk. No i przepiszę witaminy. Musisz teraz szczególnie o siebie dbać. Niedługo wypiszę ci zwolnienie. Masz wytrzyj się- podał jej ręcznik papierowy.- Gratuluję Hana…

-Dziękuję- uśmiechnęła się promiennie.- a mogę po to przyjść potem? Musze iść, bo ordynator mnie zabije…

-Dobra, leć… tylko nie przesadzaj z pracą. Pamiętaj, że nie jesteś teraz sama.- powiedział a ona wyszła z gabinetu. 


Czytajcie, komentujcie udostępniajcie :D
Jak myślicie... co dalej?

Pozdawiam 
Aleks

wtorek, 17 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 17 „DRUGA SZANSA?”

Cześć wszystkim!
Przepraszamy za tak długie milczenie. Mówiłam już wcześniej, że może długo nie być nexta, ale trochę przesadziłam. I najgorsze jest to, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :( Ale już niedługo wakacje i myślę, że uda nam się to wszystko nadrobić. Myślę, że w tym tygodniu dodam jeszcze jedną część, ale nie obiecuję.Dziękuję za prawie 14000 wejść. Jesteście cudowni :D Nie wiem czy długość tego rozdzialiku was zaspokoi, ale mam nadzieję, że tak :)

Zapraszam was do czytania   !





-Hana! Zaczekaj!- krzyczał biegnąc za nią. Spojrzała na niego i odpaliła samochód. Dobiegł do niej jednak w tym momencie ruszyła. Nie zdążył… wsiadł do swojego auta i pojechał za nią. Kobieta stwierdziła, że najpierw pojedzie do siebie by przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Nie wiedziała jak bardzo przeciągnie jej się spotkanie z Tretterem, jednak wolała czuć się na nim komfortowo. Dojechała. Wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę swojej klatki. Kiedy wchodziła po schodach ktoś złapał ją za bark. Odwróciła się. Zobaczyła Piotra
-Puść! To boli!- zaczęła się szarpać.
-Hana, kochanie! Porozmawiajmy proszę…- rzucił skruszony Gawryło. Widząc  jej lodowate spojrzenie, już wiedział, że z rozmowy nici. -Błagam, porozmawiajmy...
-Nie mamy o czym!- rzuciła oschle
-Po co przyjechałaś do Magdy?
-Nie przyjechałam do niej!
-Tego to sam się domyśliłem... Kochanie...-złapał ją za dłonie
-Nie dotykaj mnie!- wyrwała mu się.
-Chciałas mi coś powiedzieć, prawda?- powiedział patrząc na nią wyczekująco. Zamyśliła się przez chwilę. Czy powinna powiedzieć Piotrowi, że będzie ojcem? Czy ma go zostawić w spokoju razem z Magdą?
-Nie. Nic nie chciałam ci powiedzieć.- skłamała
-To po co przyszłaś?- zapytał nie przekonany jej słowami.
-Nie wiem sama- wzruszyła ramionami.
-Nie kłam mnie...-spojrzał na nią spod byka.
-Będę robić to na co mam ochotę- przekręciła głowę.
-Proszę... Kochanie, proszę…- zbliżył się do niej jakby chciał ją przytulić
-Nie mów tak do mnie- warknęła na niego.
-Ale jesteś dla mnie ważna
-Nie pomyliło co się coś?- rzuciła ironicznie
-Dlaczego?- spytał zdziwiony
-Bo ja nie jestem Magda…
-Jestem z nią tylko dla Tosi!- zaczął się bronić
-A kochasz się z nią dla zasady, tak?- Gawryło spuścił głowę.
 -Dla Tosi... Ona bardzo chce mieć rodzeństwo
-Oh, biedactwo… zmuszają go do seksu.
-Daj mi szanse... Proszę
-Obudziłeś się w porę- rzuciła jednak natychmiast tego pożałowała. Gawryło nie odpowiedział, tylko odwrócił się i odszedł do swojego samochodu. Nie chciała go zrani. Kochała go przecież…. Ale strasznie się zdenerwowała, kiedy otworzył  jej drzwi prawie nagi.
-Piotr... Czekaj...- rzuciła, a w jej głosie słychać było żal i gorycz. Odwrócił się niechętnie spodziewając się z jej strony kolejnego policzka.
-Zostań ze mną...- szepnęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Wziął głęboki oddech.
-Obudziłaś się w porę... -powiedział i wsiadł do samochodu. Odjechał. Usiadła na schodach i położyła dłoń na brzuchu.
 -To był twój tatuś, maluszku- powiedziała przez łzy masując się po brzuchu.Po chwili po czuła na swoim barku dłoń. Spojrzała ponad siebie. Nad nią stał Tretter.
-Stefan? Przecież to ja miałam przyjechać
-Długo cię nie było, więc zacząłem się martwić
-Przepraszam...
-Choć na górę bo jeszcze się przeziębisz...-powiedział i pomógł jej wstać. Następnie poszli na górę. Weszli do jej mieszkania. Kobieta od razu przeniosła się na kanapę i zaczęła myśleć.
-Hana? Chcesz kawę?- z zamyślenia wyrwał ją głos jej szefa dochodzący z kuchni.
-Nie...- odkrzyknęła mu.
-A herbaty?
-Poproszę...- Po kilku minutach mężczyzn usiadł na kanapie koło Hany, podając jej kubek z gorącym trunkiem. Wzięła łyk i odstawiła naczynie na ławę.
 -Hana... Widzę, że coś jest nie tak... Nawet mi nie mów, że nie...-objął ją ramieniem
-Nie chce o tym gadać…- Stefan na chwilę zamknął oczy jednak po chwili je otworzył i zaczął mówić.
-Hana... Ja już od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale… ale nie wiedziałem jak… bo widzisz… ja… ja się w tobie zakochałem...-powiedział niepewnie
-Co?
-Hana, kocham cię...- ujął jej twarz w obie ręce.
-Stefan... To nie ma sensu…
-Dlaczego?
-Bo kocham innego. Poza tym jestem w ciąży.
-To cudownie, zawsze marzyłem o tym aby zostać ojcem.- rzucił uradowany.
-Nic do ciebie nie czuje, Stefan.
-Proszę, daj mi szanse... Nie potraktuje cię tak jak Gawryło
-Co ty mówisz?!- wstała oburzona tym co przed chwilą usłyszała.
-Nie zostawię cię dla innej, zaopiekuje się tobą i dzieckiem... A nie tak jak ten cały Gawryło- zaczął z niego drwić.
-To nie prawda! Nie wolno ci tak mówić!!!- krzyknęła.
-To gdzie jest szczęśliwy tatuś? Na pewno znów się całuje z jakąś laską pod szpitalem- powiedział ironicznie.
-Przestań do cholery!!
-Hana... To przez niego płakałaś, prawda?- przybliżył się do niej
-Nie twoja sprawa- rzuciła oschle odwracając się do niego plecami.
-Kochanie, spokojnie, jesteś w ciąży-położył dłoń na jej płaskim brzuchu
-Wyjdź stad!- mężczyzna wykonał jej polecenie. Wyjrzała przez okno. Nic jednak nie rzuciło jej się w oczy. Podeszła do kanapy i ułożyła się na niej wygodnie. Zamknęła oczy…
Gawryło wszedł cicho do mieszkania. Wszędzie buło ciemno. Zdjął buty i poszedł prosto do sypialni. Magda wciąż spała. Położył się obok niej i zamknął oczy, jednak nie mógł zasnąć. Leżał tak i rozmyślał kolejną godzinę, nagle poczuł dłoń na swoim torsie. Uśmiechnął się jednak nie otworzył oczu. Dłoń jeździła po jego umięśnionym torsie. Dalej udawał, że śpi
-Wiem, że nie śpisz...-powiedział Magda, kładąc nogę na jego biodrach
-Oj Hana.,. Jeszcze 15 minutek...- zaczął ją drażnić
-Przestań o niej cały czas mówić! Teraz jestem ja i Tosia!- odsunęła się od niego
-Oj no kochanie...
-Oj Andrzej... Jeszcze 15 minutek-powiedziała ironicznie. Pocałował ją namiętnie. Odepchnęła go
-Madzia... Co jest?
-Nic
-To czemu nie mogę cię pocałować?
-Całuj tą swoją Hane...
-chce ciebie
-Chcieć to se możesz
-Chodź tu kochanie
-Nie chcę-Nagle rozdzwonił się jego telefon
-Jeśli odbierzesz to od razu pakuj swoje rzeczy! Nie będę żyć w trójkącie!
-Kochanie to może być ważne
-Jeśli to Hana to masz nie odbierać!
-Nie wiem kto. Zastrzeżony
-Rób co chcesz!- obróciła się do niego plecami
-Magda... Muszę odebrać
-Rób co chcesz!- powtórzyła
Pocałował ją delikatnie i odebrał telefon. Zamienił kilka słów i się rozłączył
-kto to?
-Chodziło o mojego pacjenta
-Aha- Położył się obok niej i zaczął całować jej szyję
-Zostaw mnie!
-Jasne, myślałem, że chcesz...
-A co? Hana ci nie dała, jak u niej byłeś?- rzuciła ironicznie
-Wiesz co?! Dajcie mi wszystkie święty spokój!- powiedział i wyszedł z sypialni. Opuścił mieszkanie kiedy ponownie zadzwonił telefon
-Halo?!-odebrał
-Piotr? Możesz przyjechać?- zapytała zapłakana Hana
-Mmmm, skarbie... Rozmawiam przez telefon. Zaczekaj chwilę.... Hana możesz powtórzyć?- skłamał Gawryło
-Możesz do mnie przyjechać?- powiedziała łamiącym się głosem. Udawała, ze nie słyszała dźwięków wydawanych przez ukochanego.
-Magda, nie teraz rozmawiam przez telefon. Weź rękę z mojego krocza! ... Jasne przyjadę, będę za pół godziny-nadal kłamał
-nie możesz wcześniej?
-Dobrze, będę za 10 minut
-Dziękuję- Gawryło rozłączył się. Wsiadł do samochodu i pojechał do Hany. Wszedł bez pukania
-Hana? Gdzie jesteś?- rozglądał się po mieszkaniu
-Tu... Usłyszał jej zapłakany głos z sypialni. Pobiegł tam.. Siedziała na łóżku i płakała. Usiadł koło niej. Nic nie powiedział, tylko mocno ją przytulił do swojej piersi. Zaczęła się powoli uspokajać. Przytulił ją jeszcze mocniej
-Kocham cię Piotr...- szepnęła. Gawryło namiętnie pocałował kobietę. Oderwała się od niego
-Co się stało?- zapytał ocierając jej mokrą twarz -Jeśli nie chcesz to nie mów-dodał
-Nie chce
Mocno ją przytulił, kładąc brodę na czubku jej głowy
-Kochaj się ze mną, Piotr...
-Nie mogę... Jestem z Magdą
-Piotrusiu błagam...
-Nie chcę
-Proszę cię....
-Nie mam ochoty
-Bez żadnych zobowiązań. Proszę.
-Już mi dzisiaj starczy...-powiedział choć w głębi duszy bardzo pragnął jej bliskości
-Piotr...- rzuciła a po jej twarzy znowu zaczęły lecieć łzy
-Magda mnie już dzisiaj wykończyła-uśmiechnął się delikatnie, aby ją zniechęcić. Kobieta wstała z łóżka jednak po chwili znowu usiadła
-Hana? Co jest?-Spytał zatroskany
-Nic.
-To po co miałem przyjechać?
-Pragnę cię Piotr
-Ale ja nie mam ochoty, a poza tym jestem z Magdą
-Kochaj się ze mną. Wiem, że chcesz...
-Wiesz, że nie zdradzam
-Mnie zdradziłeś
-Byłem wtedy pijany...
-Proszę Piotr...
-dlaczego zadzwoniłaś po mnie? A nie Trettera?
-Bo to ciebie kocham. Poza tym... Zresztą nie ważne
-Po co w ogóle dzwoniłaś?
-Potrzebuje cię
-Mnie czy seksu?
-Ciebie
-Ja mam Magdę to ją kocham- skłamał
-Piotrusiu... Tylko ten jeden raz
-Nie chcę zdradzić Magdy...
-Nie dowie się
-To ma być seks bez zobowiązań, rozumiesz?- powiedział i zaczął rozpinać koszulę



Czytajcie, komentujcie udostępniajcie :D
Jak dalej potoczą się losy Hany i Piotra?


Pozdrawiam 
Aleks

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 16 „Dobra i zła wiadomość”

Cześć, wszystkim! Wiemy, że bardzo długo nic nie dodawałyśmy, ale mamy istne urwanie głowy... To taka krótka część (miała być o wiele dłuższa, ale podzieliłam ją na dwie, bo inaczej nie dam rady...), nie wiem czy wam się spodoba. Mam nadzieję, że tak. Następna część też nie pojawi się zbyt szybko, bo muszę się uczyć do egzaminów i nie wyrobię się. Chciała bym wam wszystkim życzyś zdrowych i wesołych świąt. Mokrego śmigusa dyngusa. Kolorowych jajek. No i czego sobie tam jeszcze życzycie... a wszystkim trzeciogimnazjalistom powodzenia na egzaminie. Mało stresu i jak najwięcej punktów, żeby wszyscy dostali się tam gdzie sobie wymarzyli. Zapraszam do czytania...





Spojrzała na testu. Najpierw na jeden, potem na drugi. Na obu był taki sam wynik. Dwie, grube, czerwone krechy bardzo rzucały się w oczy. Nie wiedziała czy ma płakać ze szczęścia czy z przerażenia. Przecież dziecko to najlepsze co może człowieka spotkać, ale przecież Piotr ma już swoją rodzinę, której ona nie może zniszczyć. Postanowiła, że nie może z powodu własnych uprzedzeń pozbawić swojego maleństwa ojca. Wyszła z łazienki i zadzwoniła do Piotra, ale ten nie odbierał. Postanowiła spróbować jeszcze raz.

Gawryło spojrzał na wyświetlacz swojego iphone’a.  Dzwoniła Hana. Przez chwilę się zastanawiał jednak po chwili przeciągnął czerwoną słuchawkę. Dojechał do szpitala i udał się prosto na odział Szymka. Chłopiec płakał w niebogłosy. Gawryło podszedł do jego łóżka
-Cześć, szkrabie… co się dzieje?- zapytał przejęty
-Oni chcą mnie gdzieś oddać , tato!!!- powiedział malec przez łzy. Piotr spojrzał na niego zdziwiony. Chłopiec nigdy nie powiedział do niego "tato"... W ogóle skąd on to wziął? -Zostawcie nas samych-powiedział Piotr do wszystkich ludzi na Sali. Usiadł na brzegu łóżka
-Zostawcie nas samych-powiedział Piotr do wszystkich ludzi na Sali. Usiadł na brzegu łóżka chłopca
-Proszę, tatusiu... Ty mnie zabierze ze sobą... Mogę nawet mieszka  z panią Haną. Ale chcey  z tobą...
- Szymek, ja cię bardzo lubię ale...- przystał na chwilę
-Nie chcesz mnie?- spytał smuto chłopczyk
-To nie jest tak że cię nie chcę, ja nie mogę cię zabrać  ze sobą…
-Dlaczego??? Boisz się, że będę niemiły dla pani Hany…?
-Ja nie mogę cię adoptować -powiedział prosto z mostu Piotr
-Czemu?
-Bo przez prawie cały czas jestem w szpitalu
-No i co?
-Dlatego nie pozwolą mi cię zabrać  do domu
-To chcesz mnie zostawi ?
-Obiecuję, że będę cię odwiedzał w domu dziecka
-Nie prawda! Nie chcesz mnie wziąć  do domu i tam też nie będziesz przyjeżdżał
Jak będziesz się tak zachowywał to tak zrobię- powiedział poważnym głosem
-To bardzo proszę!
-Szymuś co się z tobą dzieje ?-spytał, siadając bliżej niego
-Zostaw mnie!- powiedział chłopiec wybuchając głośnym płaczem
-O co chodzi ? Dlaczego jesteś taki niemiły dla mnie ?
-O nic! Idź już. Nie jesteś już moim tatusiem
-Przecież nigdy nim nie byłem...
-To nie! Już nie kocham ciebie!- Gawryło nie odpowiedział, wstał i wyszedł z sali...
-Możecie go zabrać -powiedział do opiekunów z domu dziecka
-Jesteś taki sam jak moi rodzice!- krzyknął za Piotrem. Te słowa bardzo zabolały Gawryłę. Wyszedł przed szpital, chłodny wiatr studził jego myśli. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. Nagle znowu zadzwonił jego telefon. Nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Tym bardziej z Haną która właśnie się do niego dobijała. Wypalił papierosa do końca i wsiadł do samochodu w celu udania się do domu. Wszedł do mieszkania, rozebrał się i skierował do kuchni aby napić się zimnego piwa. Cieszył się że Magda i Tosia śpią, przynajmniej teraz mógł siedzieć w spokoju. Usiadł wygodnie na kanapie i włączył telewizor. Znalazł jakiś durny amerykański film. Ale mimo tego zaczął go ogląda . Gdy film dotarł do końca wyłączył telewizor i poszedł spać . Śniła mu się Hana…
Nastał ranek, Gawryło obudził się i poczuł ciężar na klatce piersiowej. Uchylił delikatnie jedno oko. Leżała na nim Toska.
-Tatuś, śpisz jeszcze?- spytał z uśmiechem na ustach
-Nie. Już nie...
-Dlaczego jesteś smutny- spytał stroskana
-Powiedz, jestem dla ciebie dobrym tatą?- Dziewczynka zaniemówiła...
-Powiedz szczerze… nie będę zły
-No nie wiem…- Tosia widziała łzy w oczach Gawryły
-Czasami jak nam mnie krzyczysz… ale tatusiu ja i tak bardzo cię kocham- powiedziała przytulając się do niego. Gawrylo objął ją ramieniem
-Tatuś nie płacz już... Proszę -powiedziała stroskana
-Spokojnie. Nie płacze...- rzucił ocierając łzę i spojrzał na powoli budzącą się Magdę.
-Tato... -Zaczęła, siadając między rodziców
-Tak?
-Przytulałeś się już z mamą?- spytała zawstydzona
-Kiedyś
-Ale mi chodzi o teraz...-dodała przewracając oczami
-Teraz nie...- odparł skrępowany
-To ja mam pomysł- zaczęła zadowolona dziewczynka
-No mów...- szepnęła zaspana Soszyńska
-Ja pójdę oglądać bajki... A wy będziecie mogli się przytula -powiedziała nie pewnie
-Toska nie teraz- powiedziała ostro Magda
-To pójdę do koleżanki...
-Tak bardzo chcę mieć braciszka....-dodała i zrobiła maślane oczka
-Tosiu, zobacz która godzina. Idź jeszcze spać
-Oczywiście już idę, a wy będziecie się przytulać -powiedziała zadowolona
-Tego jeszcze nie było żeby dziecko kazał nam się kocha -szepnął Magdzie do ucha
-Co chcesz? Dobrze mówi...
-Nie no.. Wy się chyba wszystkie zagrałyście przeciwko mnie- powiedział, ale tym razem na głos. Następnie znowu zadzwonił jego telefon. Ale i tym razem zignorował go
-To ja idę spać - powiedziała głośno Tosia puszczając oczko do rodziców
-Leć!
-No przecież idę…- Po chwili dziewczynka zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Piotr przekręcił się na bok i zamknął oczy... Magda wtuliła się w jego plecy i zaczęła delikatnie całować jego szyję
-Daj mi jeszcze pospać
-Raz byś mógł posłuchać córki, bo w tym przypadku ma rację…- szeptała mu do ucha
-Magda, błagam... nie wyspałem się...
-Zaraz cię rozbudzę… namiętnie go pocałowała, a jej ręka powędrowała pod kołdrę…
-Magda… piętnaście minut
-Ojj Piotr, nie daj się prosić- znowu całowała jego kark, a jej ręka zmierzała w kierunku jego krocza. Odwrócił się twarzą do niej i delikatnie pocałował jej usta.
-Wiedziałam, że mi ulegniesz…- szepnęła patrząc mu w oczy
-Daj mi chwilkę, księżniczko… Potem zawieziemy Tosię do twojej siostry i będę tylko i wyłącznie dla ciebie. Zgoda?
-Nie wiem,  nie jestem przekonana…- droczyła się z nim.
-Wiesz bardzo dobrze…- powiedział całując jej szyję. Odwzajemniła mu się tym samym.

Hana znowu usłyszą dźwięk odrzucanego telefonu. Położyła się na łóżku. Może powinna jechać do Piotra… z tą myślą wstała i zaczęła się ubierać. Musiała powiedzieć Gawryle, że zostaną rodzicami
Kiedy zakładała bluzkę rozdzwonił się jej telefon. Podbiegła do niego z nadzieją, że dzwoni Piotr. Niestety nie był to Gawryło, tylko Stefan. Niechętnie nacisnęłą zieloną słuchawkę.
-Cześć, Hana... Dałabyś się zaprosić na poranną kawę?
-Przepraszam cię, Stefan. Ale mam już plany na ten ranek.
-Obiecałaś, że dasz mi szansę...- ciągnął dalej
-Tak, wiem, ale muszę coś dziś rano załatwić.- powiedziała zdziwiona jego zachowaniem. Po skończonej rozmowie dokończyła się ubierać i ruszyła prosto do mieszkania Piotra.
Weszłą do bloku i zadzwoniła dzwonkiem. Czekała chwilę, zanim drzwi się otworzyły, jednak gdy już to się stało zaczęła żałować, że wogóle czekała. Stał w nich dyszący Gawryło w bokserkach i koszuli która była na szybko zapinana. Hana zjechała go wzrokiem. Na jego podbrzuszu widać było wyraźne wzgórzenie. Zaraz za nim stała roznegliżowana Magda. Piotr na widok Hany mocno się speszył
-Widzę, że chyba wam w czymś przeszkodziłam
-Dlaczego tak sądzisz?- próbował zachowywać się normalnie, ale myślał cały czas o czymś innym
-Może jednak sobie pójdę...- rzuciła speszona i jednocześnie zniesmaczona kobieta.
-Nie... Może wejdziesz...- zaproponował
-Nie chcę przeszkadzać...
-Ale Hana... nie przeszkadzasz...
-No właśnie jakoś tego nie widzę!
-Nie rozumiem o co ci chodzi...
-Jesteś bezczelny, wiesz?!
-Niby czemu?!!- uniósł głos
-Nie krzycz na mnie!- powiedziała i odwróciła się na pięcie. Wyszła z bloku, a po jej policzkach spływały łzy. Wsiadła do samochodu i rozpłakała się na dobre... Tym czasem Piotr z Magdą wrócili do sypialni, nie przejmując się wizytą Hany.
Goldberg myślała, że za chwilę ukochany wybiegnie za nią... ale tak się nie stało. Domyśliła się, że właśnie dokańczają to co im przerwała. Ta myśl dobijała ją jeszcze bardziej. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Trettera.
-Stefan? Ta kawa wciąż jest aktualna?
-Dla tak cudownej kobiety, o każdej porze dnia i nocy... przyjadę do ciebie za niedługo
-Może ja przyjadę do ciebie...- zaproponowała.
-Dobrze. Czekam...- powiedział a ona się rozłączyła. Kiedy miała już odjeżdżać z bloku wyszedł Gawryło


Jak myślicie? Co dalej? Pogodzą się czy jeszcze bardziej pokłócą? Co będzie z dzieckiem?

Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...
Pozdrawiam,
Wyczerpnana nauką...
Aleks

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 15
“Adorator”

Hejka! Wiem, że nawaliłam i to po całości, ale miałam małe "problemy", że tak powiem zdrowotne. Poza tym szkoła, szkoła i szkoła... Dziękuję z komentarze i za ponad 9000 wejść... Zapraszam do czytania!

Minęło półtora miesiąca od rozstania Hany i Piotra. Oboje bardzo tęsknili za bliskością drugiej osoby, ale i jedno i drugie starało się to ukrywać. Kobieta odbijała to sobie płacząc nocami, chirurg natomiast rzucił się w wir pracy, biorąc coraz więcej dyżurów. Magda nie była z tego powodu zadowolona, bo myślała, że Piotr będzie więcej czasu poświęcał swojej córce. On jednak mimo iż ponownie związał się z byłą narzeczoną to starał się jej jak najbardziej unikać. Jeszcze Tosia coraz częściej zawracała mu głowę mówiąc, że chce mieć rodzeństwo. Gawryło jednak nie zwracał na to zbytniej uwagi, mimo iż Magda także często upominała się na kolejne dziecko. Raz mu się nawet wymsknęło, że jeżeli miałby mieć z kimś kolejne dziecko to tylko z Haną. Magda wpadła wtedy w dziką furię… Chirurg tym także się nie przejął i wyszedł z domu pod pretekstem dyżuru. Hana natomiast użalała się nad sobą w każdym możliwym momencie. Nie zauważając przy tym, że wpadła w oko swojemu szefowi. Stefan w kółko próbował zdobyć względy u młodszej koleżanki. Ale ona była zaślepiona utratą Piotra. Tretter jednak się nie poddawał.
-Hej, Hana może dałabyś się zaprosić na kawę?- zapytał. Któregoś razu
-Teraz?- odpowiedziała zdziwiona.
-Z tego co wiem, a wiem bardzo dużo właśnie skończyłaś dyżur
-Tak. Tylko, że…
-Jeżeli nie masz czasu to nie będę przeszkadzał.- odpowiedział ze spuszczoną głową.
-Znaczy możemy iść- powiedziała niepewnie. Nie chcąc robić mu przykrości.
-Naprawdę?- spytał nie dowierzając
-Tak…- szepnęła. Po chwili uchwyciła wzrok Piotra stojącego w drzwiach lekarskiego. W Gawryle się gotowało, gdy widział jak Tretter zarywa do JEGO Hany
-O, Piotr… dobrze, że jesteś- uśmiechnął się do niego dyrektor.- Mógłbyś mnie zastąpić?
-Oczywiście szefie…- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Dzięki… no to chodź Hana. Tutaj niedaleko otworzyli nową kawiarnię- mówił Stefan nieświadomy, że za chwilę może mu się oberwać. Prawdę powiedziawszy Hana była zadowolona, że to wszystko widział Piotr. Miała nadzieję, że za chwilę Gawryło zabierze ją stamtąd , zaprowadzi do domu i będą żyli długo i szczęśliwie. Ale tak się nie stało. Piotr spojrzał na nią beznamiętnym wzrokiem i wyszedł. Hana zdenerwowała się tak bardzo, że postanowiła dać Tretterowi szansę. Może nie był on mężczyzną jej marzeni, ale była pewna, że nie potraktuje jej tak jak Gawryło. Z pewnością by jej nie zdradził.
-A może i on byłby dobrym ojcem?- myślała, gdy za rękę ciągnął ją do kawiarni. – Ale czy nie jest za stary? Nie… nie takich ojców już widziałam…
Po kilku minutach dotarli do lokalu. Usiedli przy jakimś stoliku w kącie pomieszczenia. Siedzieli i rozmawiali, rozmawiali i siedzieli… Nie wiadomo kiedy za oknami zrobiło się ciemni. Hana poczuła, że już czas się zbierać
-Stefan, przepraszam, ale robi się już późno…- rzuciła wstając
-Zostań jeszcze…
-Było super… Chętnie to powtórzę, ale muszę już iść…
-A mógłbym iść do ciebie?- zapytał z nadzieją, czym bardzo zdziwił kobietę.
-Stefan, ja…
-Tak?- ponaglił ją
-No dobrze…- powiedziała bardzo niepewnie.
-To świetnie!- rzucił z uśmiechem. Wrócili pod szpital i wsiedli do samochodu Hany. Szybko dojechali do mieszkania kobiety. Weszli na górę. Tretter rozsiadł się na kanapie, a Hana poszła zrobić coś do picia. Cały czas rozmawiali i wspominali swoje dzieciństwa. Nagle Stefan zaczął całować dziewczynę. Z początku odwzajemniła jego pocałunek lecz kiedy zaczął się posuwać dalej odepchnęła go od siebie.
-Stefan… jesteś… jesteś moim szefem! Nie możemy…
-Jak nie możemy?! Chodzi ci tylko o to, że jestem twoim przełożonym?
-Nie nie tylko o to mi chodzi- odpowiedziała ze spuszczoną głową.
-No a o co?! Przecież nie wywalę cię z pracy jak się ze mną prześpisz
-Ja nie jestem gotowa na kolejny związek!
-Nie musimy od razu się wiązać! Choć nie ukrywam, że chciałbym…
-Myślę, że powinieneś już pójść- szepnęła
-Ale daj mi chociaż szansę… nie skrzywdzę cię tak jak Piotr…
-Skąd o tym wiesz?!- powiedziała oburzona.
-Wszyscy wiedzą, że byliście parą- kobieta wstała z kanapy i podeszła do okna.
-To nie było tak! Nie skrzywdził mnie! Ja sama zakończyłam tę znajomość.- powiedziała sama nie wiedząc czemu broni Gawryły.
-Daj mi szansę- powiedział podchodząc do niej
-Muszę to przemyśleć
-Dziękuję…- powiedział i pocałował ja w czoło. Wyszedł z bloku. W drzwiach minął się z Gawryłą niosącym bukiet kwiatów. Nie mógł się powstrzymać, żeby mu nie dopiec.
-O cześć, Piotr… A ty tu masz jakąś oblubienice?- zaśmiał się- powiem ci, że ta nasza Hana to jednak świetna kobieta, a jak całuje.- rozmarzył się. minął Gawryłę z uśmiechem. Ten tylko spojrzał na róże, które trzymał i wyrzucił je do kosza.
-Ok, kochanie… sama tego chciałaś- pomyślał i wrócił do samochodu. Pojechał do swojego „domu”. Wszedł do mieszkania, a w jego ramiona od razu rzuciła się Tosia.
-Cześć  tatusiu...
-Cześć mała...
-Pobawisz się ze mną ?
-A ty nie powinnaś  już spać?
-Dlaczego ty w ogóle nie chcesz się ze mną bawi?- powiedziała załamanym głosem
-Jutro będziemy bawić  się cały dzień. A teraz spadaj do łóżka- zaśmiał się
-Dlaczego muszę już iść spać?
-Bo ja muszę poważnie porozmawiać z twoja mamą
-Czyli będę miała rodzeństwo?- spytała uradowana
-Zobaczymy
-Naprawdę?
-Tak. A teraz idź spać – powiedział wyjmując z kieszeni dzwoniący telefon
-Ale super, kocham i tatusiu- pocałowała Gawryłę w policzek i poszła spać
Piotr poszedł do sypialni. Na szczęście Gawryły, Magda jeszcze nie spała. Usiadł na łóżku i zabrał się do rzeczy
-Magda, musimy porozmawia -zaczął niepewnie
-Co znowu, chcesz mi opowiadać  jaka wspaniała jest ta twoja laleczka?!
-Nie obrażaj Hany- uniósł głos
-Nie krzycz na mnie!
-Dobrze, przepraszam- spuścił głowę
-O czym chcesz rozmawia ?- zapytała niepewnie
-Chciałbym, żebyś wytłumaczyła Tosi, że nie będzie miała rodzeństwa.- powiedział stanowczo
-Jak to nie będzie miała?!
-Normalnie…
-Przed chwilą obiecywałeś jej zupełnie co innego!!!- prawie krzyknęła
-Masz rację, nie mogę tego zrobić Tosi. Muszę jej jakoś wynagrodzić moją nie obecność.
-Czyli?- Gawryło bił się z myślami, ale po dłuższej chwili odpowiedział
-Chcę jeszcze raz zostać ojcem- Magda uśmiechnęła się pod nosem i pocałowała Piotra. Odwzajemnił pocałunek, a jego ręce pod jej koszulkę. Kobieta westchnęła głośno, a Gawryło od razu poznał, że udaje. Zaczął całować ją jeszcze namiętniej, a jego oddech przyspieszył.
Położył się na niej wbija. Gdy zaczął zdejmować jej bluzkę do sypialni weszła Tosia.
-Tato, co wy robicie?- zapytała zmieszana.
-Nic!
-A dlaczego mama nie ma koszulki
-Bo jej gorąco!- Prawie krzyknął Gawryło
-Ale dlaczego leżysz na mamie? Przecież jesteś duży i mamę połamiesz…
-Sięgałem do szafki
Chcesz coś konkretnego?
-Ale przecież szafka jest po drugie stronie
-Pomyliło mi się...
-A ty tatusiu kochasz mamę?
-Powiedz po co przyszłaś. Coś się stało?
-Słyszałam jak mama jęczy... –Piotr się odwrócił i zaklął pod nosem
Mama po prostu się zmęczyła...
-Dlaczego ?
-Bo jest już w takim wieku, że łatwo się zmęczyć…
-A ty czym się zmęczyłeś, tato?
-Ja się nie zmęczyłem
-Przecie ty też wydawałeś dziwne odgłosy
-Ja po prostu przysiady robiłem…
-A mama?
-Co mama?- zapytał coraz bardziej gubiąc się w tych kłamstwach.
-Czym mama się zmęczyła?- spytała ponownie
-Po prostu seks chcieliśmy uprawiać! Pasuje?!
-Piotr!- krzyknęła Magda, waląc mężczyznę w bok.
-No co?! Chciała wiedzieć to proszę bardzo!!!
-Piotr opanuj się! to jest jeszcze małe dziecko
-No to proszę bardzo! Ty z nią rozmawiaj!!!
-Tosiu, tatuś się przejęzyczył…
-A o co mu chodziło?
-Tosiu, ok… od jakiegoś czasu prosisz nas o rodzeństwo, dlatego postanowiliśmy ci je zmajstrować…- powiedziała Magda
-Jak to?- zapytała zdziwiona Tosia- To bocian nie przynosi dzieci?!
-Nie, bocian nie przynosi dzieci- wtrącił Gawryło
-Zamknij się- warknęła Magda
-Dobrze, już się_ nie odzywam- odpowiedział podnosząc ręce w geście poddania się
-No mamo! Mów...
-Co mam powiedzie  ?
-No jak to jest skoro bocian nie przynosi tych dzieci?
-Tosiu jak dwoje ludzi się kocha jak ja i tata to chcą mieć  dzieci... W tedy tatuś i mamusia zaczynają się przytula  i tatuś wkłada mamusi ziarenko do brzuszka i tam w brzuchu mamy rośnie przez 9 miesięcy dzidziuś. Potem mama idzie do szpitala i wraca z nowym członkiem rodziny- powiedziała Magda
-To nie mogliście już dawno tak zrobi ???
-Co zrobi  -spytał Piotr
- No dzidziusia…
-Tosiu... Chcieliśmy, ale nam przerwałaś- dodał Piotr. W tym momencie rozdzwonił się jego telefon
-Słucham... Dobrze już jadę
-Co się stało, Piotr?
-Muszę jechać do Szymka- odpowiedział ubierając się
-A mogę z tobą tato?- zapytała Tosia robiąc maślane oczka...
-Niestety nie mogę cię wziąć ze sobą
-Ale dlaczego?!
-Bo nie mogą dzieci chodzi po szpitalu
-Oj, tato... Proszę…
-Tosiu, zostań z mamą i porozmawiajcie razem
-Ty mnie nie chcesz zabrać bo znowu jedziesz do tej pani Hany...
-Tosiu, tata musi jechać do pacjentów- wtrąciła Magda, za co Piotr był bardzo wdzięczny
-Niee! Wy mnie oboje oszukujecie
-Tosiu, zostaniesz ze mną i pomyślimy nad imionami dla rodzeństwa, co ty na to ?- zaproponowała Magda
-Ja chce jechać z tatą!- dziewczynka dalej się upierała
-Tosiu!!!- uniósł głos Piotr
-Ja chce!!!
-Tosiu bo się rozmyślę i nie będziesz miała rodzeństwa
-Ja chce jechać z tobą!!!
-Wybieraj albo jedziesz ze mną, albo będziesz maiła rodzeństwo…
-Jedno i drugie!
-Obiecuję, że nie pojadę do Hany…
-Pojedziesz! I znowu będziesz z nią mieszkał, a nie z nami!
-Tosiu… obiecuję…
-Znowu mnie oszukujesz!- Gawryło już nic nie odpowiedział tylko wziął kurtkę i wyszedł z mieszkania. Wsiadał do samochodu i szybko odjechał. Tym czasem Hana kończyła już dyżur. Pospiesznym krokiem wyszła ze szpitala. Wsiadła do samochodu i w ekspresowym tempie wróciła do domu. Wbiegła po schodach od razu rzucając się w stronę łazienki. Wyjęła z torebki dwa zakupione wcześniej testu ciążowe i zrobiła wszystko po kolei. Według instrukcji. Odłożyła je na pralkę, a po 5 minutach wzięła jeden do ręki…



Nwm kiedy next... Postaram się jak najszybciej, żeby wynagrodzić wam moją długą przerwę, ale nie wiem czy się uda. Jak myślicie, jaki będzie wynik testu?

Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie

Pozdrawiam 
Aleks



poniedziałek, 10 marca 2014

Cześc wszystkim!
Przepraszam za to opóźnienie, ale mam "problem" z opo i nie tylko. Obiecuję, że jak tylko trochę się ogarnę to dodam next, ale teraz nawet jak bym chciała to jest to nie możliwe. Myślę, że najpóźniej w niedziele dodam 15 rozdział, ale trzymajcie kciuki, żeby tak było... I mam teraz do was takie pytanie w zasadzie to nawet prośbę... Jeżeli ktoś prowadzi lub zna blog o HaPi którego nie ma na naszej liście, to proszę o link... Uzbrójcie się w cierpliwośc, a ja lecę szukac szkoły ponadgimnazjalnej dla siebie! :)