Piotr i Hana

Piotr i Hana

piątek, 31 października 2014

Rozdział 26

Tak jak obiecałam, jesteśmy ;-) Przepraszam, że dopiero teraz, ale musiałam trochę dopracować ten rozdział, a nie bardzo miałam czas :P
 


Spojrzał na nią zdziwiony.
-Spodziewasz się kogoś?- zapytał łykając jedzenie.
-Nie… Ale pójdę otworzyć.- uśmiechnęła się do niego. Wstała i skierowała się do drzwi, spojrzała przez Judasza. Pod jej drzwiami stała Soszyńska. Zastanowiła się chwilę. Potem otworzyła drzwi. Wyszła z mieszkania i od razu je zamknęła.
-W czym mogę pani pomóc?- spojrzała podejrzliwe na swoją „rywalkę”.
-Ja do Piotra.- Hana uniosła brwi.
-Piotra tu nie ma.- skłamała. Wiedziała, że to nie w porządku, jednak dopiero co zeszli się z Piotrem. Nie chciała, by Magda znów wszystko zniszczyła. Nie mogła na to pozwolić.
-Nie ma go w domu. Wiem, że jest u ciebie.
-Nawet jeśli jest, to co ci do tego?
-Chcę z nim porozmawiać.
-Śpi!- ucięła krótko Hana.
-Jak się obudzi to niech przyjedzie. Muszę z nim pilnie rozmawiać. Powiedz mu, że czekam na niego w domu. W NASZYM domu- specjalnie zaakcentowała to słowo by podnieść Hanie ciśnienie.
-Wątpię, żeby przyjechał. Ja na jego miejscu nie miałabym ochoty na ciebie patrzeć. Zrób mi tę przysługę i zostaw go w końcu w spokoju.
-Nie zasługujesz na niego. On potrzebuje kobiety na całe życie, a nie jakiejś małolaty, która chce się zabawić.
-Nie wiesz jakie plany mam wobec Piotra.- zaczęły jej puszczać nerwy.
-Jak nie ty go zostawisz to on ciebie, bo w końcu zrozumie, że się dla niego nie nadajesz.
-A ty się nadajesz?! Z resztą lepiej nie odpowiadaj. A teraz dowidzenia.- rzuciła krótko i weszła powrotem do domu i zamknęła drzwi. Następnie się o nie oparła i głośno wypuściła powietrze. Zamknęła na chwilę oczy. Potem ruszyła do salonu gdzie Piotr dalej jadł śniadanie całkiem nie świadomy tego co się właśnie działo. Podeszła do kanapy ze skruszoną miną i usiadła koło Gawryły. Ten od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Spojrzał na nią wyczekująco, jednak ona nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy.
-Kochanie, kto pukał?- zapytał zmartwiony.
-Magda…- szepnęła spuszczając głowę jeszcze niżej.
-Co?! Co ona jeszcze ode mnie chce?! Mało jej?!- wstał podenerwowany. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
-Spokojnie. Już poszła.- pociągnęła za rękę na kanapę.  Spojrzał na nią i westchnął.
-Hana…. Jedz.- spojrzała na nią ganiącym spojrzeniem, jednocześnie zmieniając temat. Spojrzała na kanapki i skrzywiła się lekko.
-Nie chcę już jeść. Zjadłam półtora kromki…
-Wow… uważaj, żebyś się czasem nie przejadła.- rzucił ironicznie. Spojrzała na niego wściekle. Uśmiechnął się i nachylił się nad nią. Pocałował jej nos. Od razu się uśmiechnęła.
-Na którą idziesz do pracy?- zapytał kładąc głowę na jej kolanach.
-Nie idę… mam dziś wolne…- głaskała jego włosy.
-Szczęściara… ja mam na dziewiątą.- spojrzała na zegarek.
-Masz 30 minut, kochanie.- zaśmiała się.
-O cholera!- rzucił zrywając się z kanapy.
-Piotr… i tak już nie zdążysz… zostań ze mną, w domciu…- spojrzała na niego błagalnie.
-Nawet jakbym chciał to nie mogę. Wiesz przecież…
-Miałeś wypadek.- przerwała mu.-  Chyba masz prawo zostać w domu. Odpocząć.- pociągnęła go powrotem.
-Hanuś, nie mogę… 
-Możesz… Mam zadzwonić do Wiki?- spojrzał na nią i podał telefon.
-Powodzenia… - zaśmiał się. Wybrała numer i chwilę odczekała.
-Hej, Wiki… Tu Hana
-...
-Nie, chodzi o Piotra….
-…
-Skąd wiesz?- zapytała zdziwiona.
-…
-Nie… Dobra, dzięki. Jesteś wielka.
-…
-No pa.- rozłączyła się i podała Gawryle telefon.- zostajesz ze mną.- pocałowała go. Odwzajemnił pocałunek.
-Sprzątnę po śniadaniu… - szepnęła gdy się oderwali. Wstała i wzięła naczynia ze stołu. Przeszła do kuchni. Poszedł za nią. Wkładała naczynia do zmywarki. Objął ją od tyłu.
-Piotr…
-Co, kochanie?- całował jej kark.
-Puść mnie.
-Nie…- zaśmiał się.
-Dlaczego?
-Zgodziłem się zostać w domu, więc chyba należy mi się nagroda, co?- wziął ją na ręce i posadził na blacie.
-Nie!
-Jak to nie?! Ja ci zaraz pokaże….- zaczął ją rozbierać…



Moim zdaniem szału nie ma...
Już niedługo Hana i Piotr będą musieli porzucić namiętność dla odpowiedzialności, więc nacieszcie się tym przesłodzonym rozdziałem :P

Nie mam pojęcia kiedy next :-/

Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie


Pozdrawiamy! ::-P

sobota, 25 października 2014

Wracamy!!! :-D

Hejka :) Mam nadzieję, że się steskniliście ;) Jeśli tak, to mam dobre wiadomości. Wracamy... :-D. W następnym tygodniu, dodam następną część opowiadania, a jak dobrze pójdzie, to dodam nawet jutro! :-D Mam nadzieję, że się cieszycie ;-)/A

sobota, 13 września 2014

Hejka, przepraszam za tak długie milczenie. I tym razem też nie mam dla was next'a :( Chciałam tylko napisać, że na jakiś czas muszę zawiesić bloga, bo po prostu się nie wyrabiam. Jak wszystko w miarę ogarnę to wrócę do pisania, więc zaglądajcie ;)

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 25



Hej :) Sorka, że dopiero teraz dodaję, ale jak wiadomo zbliża się rok szkolny, a w moim kochanym liceum już w wakacje zaczęli nas gonić do roboty :P Poza tym nie bardzo mam czas, żeby cokolwiek pisać... Zastanawiam się, czy na najbliższy miesiąc, albo nawet dwa nie zawiesić bloga... Ale to teraz nie ważne. Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z takiego obrotu spraw ;)


Całowali się dłuższą chwilę. Kiedy zabrakło im tchu niechętnie się od siebie oderwali. Spojrzała mu w oczy. Nie wiedziała co ma mówić.  Za to on doskonale wiedział, co jej powiedzieć. Oparł swoje czoło o jej. Jego ręce objęły ją w biodrach, przyciągając ją jeszcze bliżej.
-Kocham cię, Hana…- szepnął.
-Obiecaj mi, że więcej nic i nikt między nami nie stanie.- rzuciła błagalnym tonem.
-Obiecam, jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę.- pokiwała głową i lekko się uśmiechnęła. Podniósł ją i zaczął nią obracać wokół siebie. Zaskoczona pisnęła głośno. Gdy ją postawił ponownie go pocałowała. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Nie opierała się. oboje bardzo długo na to czekali.

Wieczorem zdecydował się jechać odwiedzić Tosię. Została sama. Uśmiechała się na samą myśl dzisiejszego dnia. Była taka szczęśliwa, że odzyskała Piotra. Usiadła z kubkiem herbaty na kanapie. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 20. Włączyła TV i upiła łyk herbaty. Skakała po kanałach w poszukiwaniu czegoś interesującego. Jak zwykle nic. Nacisnęła czerwony guzik na pilocie. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu. Po chwili otworzyła je i pokręciła głową. Zachowywała się jak zakochana nastolatka. Stwierdziła, że bardzo dobrze zrobiłaby jej kąpiel. Odstawiła kubek na ławę i skierowała się do łazienki.

Wszedł do jej mieszkania. Jak zwykle nie zamknęła drzwi. Zrobił to za nią. Wszędzie było ciemno. Skierował się najpierw do salonu, potem do kuchni. Na końcu do łazienki. Nigdzie jej nie znalazł. Postanowił sprawdzić w sypialni. Wszedł tam po cichu. Kobieta spała. Zaśmiał się pod nosem. Spojrzał na bukiet który trzymał w rękach. Położył go u stóp łóżka i poszedł do kuchni po wazon. Nalał tam trochę wody i wrócił. Włożył bukiet. Całość postawił na szafce nocnej po stronie gdzie zawsze spała. Nachylił się nad nią i pocałował ją w czubek głowy. Niechętnie otworzyła oczy. Spojrzała na niego zaspanym wzrokiem, jednak z uśmiechem na twarzy.
-Która godzina?- zapytała ziewając.
-Śpij dalej, kochanie. Jadę już do siebie- przeczesał jej włosy ręką.
-Połóż się do mnie- powiedziała przesuwając się. patrzyła na niego wyczekująco. Pochylił się i zdjął buty. Położył się koło niej.- W szafie masz jakieś bokserki i koszulkę. – odwróciła się do niego plecami i zamknęła oczy. Objął ją od tyłu.- Nie idziesz się kąpać?
-Zaraz pójdę. Śpij sobie.- wtuliła się w niego.  Nie musiał długo czekać, żeby kobieta znowu zasnęła. Zrobił tak jak mu mówiła. Wyciągnął z szafy jakieś swoje stare ciuchy, których widocznie zapomniał zabrać. Skierował się do łazienki. Kiedy wrócił, ona dalej spała. Wsunął się pod kołdrę po „swojej” stronie łóżka i mocno ją przytulił. Niedługo potem odpłynął.

Gdy się obudziła była sama. Skrzywiła się na myśl, że ich powrót do siebie to znowu fikcja jej umysłu. Usiadła na brzegu łóżka. Natychmiast rzucił jej się w oczy piękny bukiet na jej szafce nocnej. Jej twarz od razu rozpromieniała. Wstała z łóżka i zaczęła go szukać. Kiedy przechodziła koło łazienki usłyszała szum wody. Czyli to jednak nie sen! Piotr tam był. Z szerokim uśmiechem na ustach skierowała się do kuchni. Wstawiła czajnik z wodą i otworzyła lodówkę. Wyjęła parę rzeczy. Zaczęła robić kanapki. Gdy zagotowała się woda zrobiła im kawę. Niedługo potem usłyszała trzask drzwi. Odwróciła się i zobaczyła Gawryłę wchodzącego do kuchni. Podeszła do niego i złożyła na jego ustach czuły pocałunek.
-Zrobiłam ci śniadanie- uśmiechnęła się do niego kiedy się od siebie oderwali.
-A myślałem, że to mi uda się zrobić ci niespodziankę.- przytulił ją do siebie.
-Trzeba było tyle nie siedzieć w łazience.- zaśmiała się.- chodź, bo kawa wystygnie.- usiedli do stołu. Gawryło sięgnął po kanapkę cały czas się do niej uśmiechając. Gdy ugryzł bułkę zadzwonił dzwonek do drzwi.



Trochę krótkie...
Podoba się?

Komentujcie...
30kom= next ;)


Pozdrawiam
Aleks

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 24


Tak jak obiecałam, następny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodoba. Zapraszam do czytania ;)


Delikatnie ją pocałował. odwzajemniła jego pieszczotę, jednak po chwili się od niego odsunęła. Uśmiechnął się do niej i pogładził ją po policzku. Jej twarz nic nie pokazywała. Wstała z sofy.
-Hana?
-To nie powinno się wydarzyć… Przepraszam. Muszę iść.- rzuciła i skierowała się do wyjścia. Siedział oszołomiony. Stwierdził, że nie ma sensu za nią iść. Przebrał się w swoje ciuchy. Zabrał wszystko i wyszedł ze szpitala. Zastanawiał się gdzie ma jechać. Postanowił wybrać się do jakiegoś baru.

Po godzinie był już nieźle wstawiony. Znudziło mu się picie samemu. Wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer do Sambora. Odebrał po paru sygnałach.
-Halo?
-Cześć, Mi-Michał… Tu Pioootr.
-Piotr? Ty jesteś pijany?
-Chciałbyś moooooże wypić ze mną?- mówił jąkając się.
-Gdzie ty jesteś?!
-W baarze „Jaan”- powiedział. Michał od razu się rozłączył. Miał już jechać po kolegę kiedy zatrzymała go pielęgniarka, mówiąc, że jest pilnie potrzebny na bloku. Już miał dzwonić do Przemka kiedy zobaczył Hanę kierującą się do szpitalnego wyjścia.
-Hana!- krzyknął za nią. Natychmiast się odwróciła.- Hana ja potrzebuję twojej pomocy.- podbiegł do niej błagalnie na nią patrząc.
-Tak?- zapytała zdziwiona.
-Dzwonił do mnie kompletnie pijany Piotr… Mogłabyś go zabrać? Jest w barze „Jan”. Wiesz gdzie to?
-Tak. Jasne. Już jadę.
-Dziękuję. Odwdzięczę się.- odwrócił się na pięcie i szybko ruszył w stronę bloku operacyjnego. Kobieta wyszła ze szpitala i ruszyła w stronę samochodu. Wsiadła do niego i pojechała po Piotra. Gdy weszła do baru od razu odrzucił ją zapach dymu papierosowego. Rozejrzała się chwilę. Dostrzegła Piotra. Ledwo trzymał się na stołku przy barze. Podeszła do niego. Położyła dłoń na jego ramieniu.
-Piotr… chodź. Już ci starczy- powiedziała kiedy na nią spojrzał.
-O… moja księżniczka przyszła- zaśmiał się.
-Piotr. Wstawaj. Jedziemy do domu.- podała mu rękę.
-Ja nie chcę do domu. Tu mi dobrze.
-Chodź… w domu będzie lepiej. – złapała go za dłoń. Wstał niezgrabnie ze stołka. Kobieta uregulowała jego rachunek . Trzymała go gdy szli do samochodu. Parę razy mało nie przewrócili się oboje. W końcu doprowadziła go do auta. Otworzyła drzwi i posadziła go na siedzeniu pasażera. Chwilę siłowała się z zapięciem mu pasów. Kiedy już się jej to udało zamknęła drzwi. I wsiadła od swojej strony. Nie musiała długo czekać by Gawryło zasną. Odpaliła samochód i ruszyła w stronę swojego mieszkania. Droga powrotna zajęła koło półgodziny. Zaparkowała pod blokiem. Zgasiła silnik i odpięła pas. Położyła dłoń na ramieniu Piotra. Delikatnie nim potrząsnęła.
-Piotr… Wstawaj. Jesteśmy na miejscu.- zaspany otworzył oczy.
-So się dzieje?
-Chodź na górę. Tam będziesz dalej spać.- pomogła mu wysiąść, a potem z wielkim trudem zaprowadziła go do swojego mieszkania. Gdy w końcu tam dotarli posadziła go na kanapie. Zdjęła jego kurtkę. Po kilkunastu minutach Piotr ponownie odpłynął…

Rano obudził się z potwornym bólem głowy. Wziął głęboki oddech. Po chwili poczuł dłoń na swoim ramieniu i swoje imię. Otworzył oczy. Siedziała nad nim Hana. Zamrugał parę razy, jakby nie wierzył, że to się dzieje naprawdę. Kobieta podała mu szklankę z wodą i małą tabletkę.
-Co to?- zapytał podejrzliwie.
-Spokojnie. Nie mam zamiaru cię otruć… To aspiryna.- dodała widząc w jego oczach wahanie. Po chwili połknął i popił wodą. Rozejrzał się. był w jej sypialni. Na jej łóżku.
-Co tu robię?
-Spadłeś z kanapy więc wzięłam cię do łóżka.
-A co robiłem na kanapie?
-Spałeś.- zaśmiała się.
-Nie o to pytam.- pokręcił głową.
-Sambor prosił mnie, żebym cię zabrała z baru. Byłeś kompletnie pijany.
-Przepraszam… Która godzina?- kobieta spojrzała na zegarek za swoim ręku.
-Dochodzi 13…
-Jak to 13?! Przecież ja mam dyżur!
-Spokojnie. Wszystko załatwione. A teraz chodź. Zrobiłam ci śniadanie…- wstał z łóżka i poszedł za nią do kuchni. Tam na stole czekała na niego parująca jeszcze jajecznica. Usiedli do jedzenia. Jedli w milczeniu. Gdy ich talerze były już puste Hana podniosła się, żeby sprzątnąć. Piotr także wstał. Wziął z jej rąk talerze i postawił je powrotem na stole. Ujął jej twarz w dłonie. Nie czekała zbyt długo, żeby zareagować. Zarzuciła mu ręce na szyję i namiętnie go pocałowała.





Czytajcie, komentujcie udostępniajcie....


Pozdrawiam
Aleks 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 23


Dziękuję, za wszystkie komentarze.... Były bardzo motywujące ;) I za wejścia... Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że wam się spodoba :D

Pod blokiem operacyjnym siedziała Magda. Była cała zapłakana. Usiadł obok niej. Podniosła na niego oczy. Wyciągnął w jej stronę ramiona. Wtuliła się w niego. Czuł się tak jak wtedy, gdy kilka miesięcy temu trzymał w swoich ramionach płaczącą Hanę. Po paru minutach Soszyńska odsunęła się od niego.
-To twoja wina.- powiedziała przez zęby.- Przez ciebie ona teraz walczy o życie.
-Magda… Ja nie wiem jak to mogło się stać. Naprawdę.
-Daj sobie spokój. Nie tłumacz się bo i tak mnie to nie obchodzi.-  wbiła wzrok w podłogę. Siedzieli w milczeniu. Piotr strasznie się bał. Bał się, że straci kolejne dziecko. W zamyśleniu nawet nie zauważył kiedy wyszła do nich pielęgniarka. Magda od razu podniosła się z krzesełka. Gawryło ocknął się dopiero gdy walnęła go w ramię. Spojrzał na nią zdziwiony i widzą pielęgniarkę natychmiast wstał.
-Pani Magdo… Niestety nie możemy podać córce pani krwi. Tosia ma grupę krwi A, a pani AB. Niech pani  wezwie ojca dziecka…
-Ja jestem ojcem- wtrącił Piotr.
-To niech pan idzie do laboratorium. Tam zbadają pańską grupę krwi, i jeśli wszystko będzie w porządku, to odda pan krew, doktorze.- Gawryło nie czekając ani chwili dłużej pobiegł w stronę laboratorium. Oddał próbkę krwi i wrócił do Magdy. Po piętnastu minutach przyszła do niego laborantka.
-Doktorze Gawryło…- zaczęła. Widać było po jej twarzy, że jest zmieszana. Spojrzała dziwnie na Magdę.
-Słucham.
-Przykro mi, ale… Tosia nie może być pańską córką.-  powiedziała wpatrując się w swoje buty. Piotr spojrzał zdziwiony na Magdę. Potem znowu na Kingę.
-Jak to nie może być moją córką?!
- Pani Magda ma grupę krwi AB. Pan ma dominujące B. Więc państwa dziecko musiało by mieć grupę krwi AB, albo B. A Tosia ma A. Przykro mi…- powiedziała a następnie spojrzała na Soszyńską.- Musi pani wezwać prawdziwego ojca. Lub znaleźć kogoś z grupą krwi A.- rzuciła i odeszła.  Piotr spojrzał z wyrzutem na Magdę. Ta tylko usiadła. Nic nie mówiła. Nie wiedziała co.
-Okłamałaś mnie.- powiedział z żalem. Kobieta dalej nic nie mówiła. Piotr zaczął myśleć. Kto może pomóc jego córce. Kiedy zobaczył Hanę idącą korytarzem od razu rzucił się w jej kierunku. – Hana! Zaczekaj.- krzyczał za nią. Odwróciła się zdziwiona. Poczekała, aż do niej dojdzie. Gdy staną przed nią zaczął mówi.- Hana… Ja potrzebuję twojej pomocy…
-Co się stało, Piotr?
-Tosia ma operację. I potrzebuje krwi… Masz taka grupę jak ona… Ja wiem, że nie powinienem o to prosić, ale proszę. Magda nie może jej oddać, ja też… Proszę…- spojrzał na nią błagalnie.
-Zanieś to Radwanowi. A ja pójdę oddać krew- powiedziała podając mu stos papierów.
-Dziękuję, jesteś aniołem…- krzyknął kiedy już prawie ginęła z jego pola widzenia.

Tosia była już na Sali pooperacyjnej. Magda była przy niej. Jednak Piotr nie mógł tam iść. Nie potrafił. Siedział sam w lekarskim. Twarz chował w dłoniach. Uniósł ja gdy usłyszał kroki. Hana usiadła koło niego.
-Słyszałam, co się stało… Przykro mi…- powiedziała kładąc głowę na jego ramieniu. Chciała mu w ten sposób dodać otuchy. Obią ją lekko.
-Przepraszam Cię, Hana…- szepnął.
-Za co?- popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
-Że pozwoliłem ci odejść. Magda przez tyle czasu wrabiała mnie w cudze dziecko. Byłem z ni, mimo iż wciąż kocham ciebie… Przepraszam…- powiedział. Byli tak blisko, że niemal stykali się nosami. Hana zamknęła oczy… 



Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie....

 Zapraszam na ASK'a (link jest obok) i na mojego drugiego bloga gitarabyaleks.blogspot.com

Pozdrawiam 
Aleks