Piotr i Hana

Piotr i Hana

środa, 22 stycznia 2014

Witam!
Wiem, że wiele osób czeka na.opowiadanie i w ogóle... Mam nadzieję że next się niedługo pojawi jednak dziś zwracam się tu trochę z inna sprawą. A mianowicie chciałabym żeby użytkownikówużytkownik o nicku Aleks340 skontaktował się że mną jak najszybciej i w trybie natychmiastowym przestał dodawać moje stare opowiadania na swoim blogu i przestał urzywac do tego wszystkiego mojego starego nicku!!! Powiem ci jedno, to z twojej strony jest wręcz chamskie! Jeżeli nie przestaniesz tego robić to ja siegne po inne środki. Może tp opo nie jest czymś cudownym, ale ja kiedyś spędziłam bardzo dużo czasu by je napisać i bardzo się zdenerwowania kiedy przypadkiem trafiłam na tego bloga: opowiadaniahapistoryofmylife.blogspot.com i nie myśl sobie że jak podasz się pod moim nickiem to ja nie dowiem się kim jesteś, bo mi ustalenie tego zajmie 5 minut. Jestem w 50% pewna z.kim mam do czynienia.  I jeżeli nie przemawia do cb to co ci napisałam powyżej to powiem ci że za coś takiego mogłabym iść na policję i ns cb donieść. A tak na przyszłość jeśli ktoś.ma zamiar dodawać gdziekolwiek moje opo niech może najpierw skonsultuje się że mną.

Dziękuję za uwagę i pozdrawia

Aleks

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 8

Hej...
Bardzo dziękujemy za ponad 1800 wyświetleń i wszystkie komentarze, ona bardzo nas motywują...Dalej prosimy o taka motywację ;)
Ta część zawiera DUŻO cukru ( +18 )!!!


Dał się oszukać! I to jeszcze na czymś takim. Idiota, idiota, idiota, idiota. Znowu poróżnił ich mąż Hany i teraz też on!  A najbardziej bolało Gawryłę to, że tak ją potraktował. Od razu po wyjściu z jej gabinetu miał wyrzuty sumienia. A po tym jak Przemek go uświadomił to bolało jeszcze mocniej. Po założeniu opatrunku na nos pobiegł do jej gabinetu. Nie było jej. Wyjrzał przez okno.  Wsiadała z Przemkiem do samochodu. Ocierała łzy dłonią. Złapał się za głowę. Nie wiedział, że aż 
tak ją zranił. Wyszedł z pokoju i pobiegł pod szpital. Już ich nie było. Pewnie pojechali do Zapały. Postanowił jechać za nimi. Musi ją przeprosić. Może nie jest za późno. Wpierw zajechał do kwiaciarni i kupił wielki bukiet róż. Potem już prosto do Zapały. Wbiegł na górę po schodach. Zaczął dobijać się do drzwi. Nikt mu nie otwierał. Po 30 minutach stracił nadzieję. Opuścił budynek i kiedy miał już wsiadać do samochodu, na parkingu rozświeciło się światło i wjechał samochód Goldberg. 
Zaparkowali niedaleko samochodu Gawryły, jednak go nie zauważyli Zaczął biec w ich stronę z bukietu kwiatów. 
-Hana!!!- krzyknął, a ona spojrzała w jego stronę jednak się nie zatrzymała. Widział jak Zapała coś do niej mówi, a ona kiwała tylko głową. W końcu ich dogonił. 
-Hana, proszę porozmawiajmy
-Hana nie ma ochoty z tobą rozmawiać!- odpowiedział za nią Przemek.
-Hana ja przepraszam! Nie wiem co mi się wtedy stało. Przepraszam! Proszę to są kwiaty dla ciebie.
-Nie chcę twoich kwiatów.- odpowiedziała rzucając je na ziemie.
-Chodź, mała.- powiedział Zapała ciągnąc ją w stronę bloku. Piotr złapał ją za drugą rękę i pociągnął w swoją stronę.
-Zaczekaj, proszę.
-Zaraz przyjdę.- powiedziała do Przemka.
-Jesteś pewna?
-Tak.
-Pamiętaj, że znajdę cię na każdym krańcu świata, jeśli coś jej zrobisz!- powiedział Zapała o odszedł.
-Hana, ja przepraszam; ja po prostu się zdenerwowałem wtedy. Kochanie, przepraszam. Nie wiem co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła.
-Nic nie musisz robić.
-Hana! Daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę
-A ty rozmyślisz się za pięć minut? Mam już dosyć zawodów Piotr! 
-Nie zawiodę cię. Będę cię kochał do końca swojego życia. Będziesz zawsze miała to co najlepsze. Będziemy mieli dziecko, dużo dzieci!- powiedział i pogłaskał jej policzek. Skrzywiła się lekko z bólu. Twarz dalej ją piekła. 
-Przepraszam;- wyszeptał cicho, a ona subtelnie go pocałowała. Pogłębił pieszczotę.
-Zamieszkaj ze mną;- powiedział w końcu, kiedy się od siebie oderwali. 
-A co na to powie Przemek. 
-Nie przejmuj się tym teraz. Pomyślimy o tym później. Chodź. Pojedziemy po twoje rzeczy;
-Nie trzeba. Mam je w samochodzie.- powiedziała i znowu zaczęła pieścić jego wargi. Potem Hana poszła na górę, żeby wytłumaczyć Przemkowi, a Piotr pojechał przygotować mieszkanie na jej przyjazd. Po nie dłużej jak godzinie, przyjechała do niego. Weszła na górę i zadzwoniła dzwonkiem. Otworzył jej Gawryło w garniturze.
-Wow, a ty gdzieś wychodzisz? To chyba przyjechałam nie w porę- zaśmiała się lekko.
-Jesteś w samą porę.- powiedział i wciągnął ją do mieszkania. Zamknął drzwi nogą i przyparł dziewczynę do ściany namiętnie wpijając się w jej usta.
-Piotr;możesz przynieść; moje walizki; z wozu?- wyszeptała między kolejnymi pocałunkami.
-Nie teraz, kochanie;- powiedział i zsunął jej żakiet z ramion. Ona zdjęła jego marynarkę i zaczęła majstrować przy jego pasku, jednak nie mogła sobie z nim poradzić.
-Pokaż- powiedział i nacisnął malutki guziczek koło sprzążki i rozpiął go. Uśmiechnęła się lekko i rozpięła guzik i zsunęła jego kanty.- Podnieś ręce- powiedział i ściągnął przez głowę jej bluzkę. Spojrzał z zachwytem na jej stanik, który wyglądał jakby miał zaraz eksplodować. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył delikatnie ma łóżku i zaczął dobierać się do jej spodni. Została w samej bieliźnie. Piotr wstał rozpiął trzy pierwsze guziki swojej koszuli i ściągnął ją przez głowę. 
Położył się na niej, całując jej soczyste usta.  Rozpięła swój biustonosz i rzuciła go na podłogę. Gawryło pocałował każdą z jej piersi i zwinnym ruchem pozbawił ją czarnych, koronkowych stringów. Przejechał ręką po jej kobiecości i wsunął palec w jej dziurkę. Hana jęknęła cicho. Uśmiechnął się do siebie i zaczął nim lekko poruszać. Goldberg zamknęła oczy i całkowicie oddała się rozkoszy, którą dawał jej ukochany. W tym czasie Piotr zdjął swoje bokserki i wsunął w nią swoją męskość. 
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Jęczała jeszcze głośniej. Po chwili doszła. Gawryłę podnieciło to jeszcze bardziej, co sprawiło, że przyspieszył ruchy i po chwili do niej dołączył. Cieszyła się jak małe dziecko. Przytulił głowę do jej piersi, głęboko wciągając powietrze. 
-Jesteś taka cudowna- powiedział w końcu. Pogłaskała go po jego gęstych włosach. 
-Ty też- powiedziała całując go w czoło. Uniósł się i pocałował jej usta. 
-Kocham cię.- uśmiechnął się do niej i pogłaskał po głowie. 
-Ja ciebie też- powiedziała pewnie, po czym uśmiechnęła się nieśmiało.

Jak wrażenia ? Proszę komentujcie...

Pozdrawiam Cobra

wtorek, 14 stycznia 2014

Hejka!
Jak zawsze na wstępie chcę wam podziękować za komentarze i wejścia. Mamy już łącznie 1513 wejść i 95 komentarzy!!! Dziękujemy, za to że w ogóle chcecie czytać te nasze wypociny... Już za niedługo wam się odwdzięczymy. Może nawet w następnym opo :D Tym czasem wcale nie słodka część 7.


Rozdział 7
Jechał jak szalony. Znowu łamał przepisy. Znowu przez nią. Dlaczego on zawsze się zawodzi? Najpierw Magda. Teraz Hana. Może po prostu powinien wstąpić do zakonu. Takiego zamkniętego. Bez kobiet, bez kłopotów. W błyskawicznym tempie dojechał pod szpital. Wysiadł z auta i wściekły ruszył w stronę budynku. Do jej gabinetu dosłownie dobiegł. Wszedł i zamknął drzwi na klucz. Uśmiechnęła się i podeszła do niego, próbując pocałować, jednak on ją odepchnął.
-Piotr, ja przepraszam za to w lekarskim po prostu…
-Zamknij się!!! nie chce tego słuchać!- krzyczał, a ona patrzyła na niego zdziwiona.- oszukałaś mnie- rzucił z wyrzutem.
-Słucham?!
-Dobrze słyszałaś! Zataiłaś przede mną swoją chorobą i…
-Jaką chorobę!? Piotr o co ci znowu, do cholery, chodzi!!!
-Przestań grać, dziewczyno! Przestań grać- chwycił ją za ramiona i mocno potrząsnął.
-Piotr… proszę cię to boli!- puścił ją, by dać upust bólowi fizycznemu, jednak zaraz zaatakował jej psychikę.
-Twój mąż mi o wszystkim powiedział!
-O czym?!
- Nie udawaj, że nie wiesz.
-Nie wiem!!!
-O twoim debilizmie.
-Słucham? Piotr to jakieś chore kłamstwo. Jak możesz być tak naiwny?!
-Widziałem opinię psychiatry. Było tam czarne na białym…
-Nigdy nie byłam u psychiatry!!!- powiedziała, a po chwili leżała na ziemi powalona jego ciosem w twarz. Złapała się za policzek, który piekł ją nie miłosiernie. Nie wierzyła, że to się naprawdę dzieje.
-Nienawidzę Cię!- krzyknął trzasnął drzwiami na odchodne, a ona zaczęła płakać. Dalej leżała na podłodze i póki co nie miała zamiaru stamtąd wstać. Nie wiedziała jak długo to trwało, ale w pewnym momencie do jej gabinetu wszedł jej kuzyn. Widząc Hanę w takiej pozycji od razu do niej podszedł.
-Mała, co się stało?- powiedział zatroskany, a ona uniosła się lekko i wtuliła w jego silne ramiona. Wiedziała, że przynajmniej dla niego coś znaczy. Zazdrościła Wiktorii takiego faceta. Zapała, gdy tylko zobaczył odciśniętą dłoń na policzku swojej kuzynki, a zarazem najlepszej przyjaciółki, pomyślał od razu o Jamesie.
-Był tutaj twój mąż?
-Nie- odpowiedziała przez łzy.
-Więc kto ci to zrobił?- zapytał delikatnie gładząc jej aksamitny policzek.
-James mu nagadał coś… coś, że mam… jakiś cholerny debilizm…przyszedł tu z zaczął krzyczeć… że…że mnie nienawidzi…- mówiła co raz łykając łzy.
-Kto? Piotr?- nic nie odpowiedziała tylko lekko pokiwała głową na jego torsie. Pocałował delikatnie jej skroń.- już maleńka… wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj z tobą. Nie płacz, proszę, nie płacz. Jestem tu i nikomu już nie dam cię skrzywdzić…- mówił głaszcząc jej włosy. – Kiedy kończysz dyżur?
-Za dziesięć minut…
-Pojadę z tobą do ciebie i zabierzemy twoje rzeczy. Przebierz się i poczekaj koło swojego wozu.- powiedział i wyszedł. Skierował się w Prost do lekarskiego. Wiedział, że tam znajdzie Gawryłę. Był jego przyjacielem…no właśnie. Był. Nikt nie ma prawa tak traktować Hany. Ani żaden James, ani żaden Gawryło. Wszedł do gabinetu. Piotr siedział na kanapie i miał twarz ukrytą w dłoniach. Podszedł do niego i podniósł za kołnierzyk. Jednak siłownia robiła swoje.
-Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Hana jest mi najbliższą osoba na świecie. Nikt, ale to nikt, nie będzie jej tak traktował jak ty.- był bliski wybuchu.- zapamiętaj raz na zawsze! Hana nie jest jakąś zabawką dla jakiegoś Casanovy. Jeżeli zadrzesz z nią to zadrzesz i ze mną.
-Masz racje nie jest zabawką, tylko jakąś psycholką…- to były ostanie słowa jakie powiedział. Zaraz po tym Zapała zaserwował mu swojego lewego sierpowego, przez co złamał Piotrowi nos.
-Ona nie jest na nic chora! I nigdy nie była.
-Czytałem papiery z Tel-Awiwu!
-Nie wiedziałem, że znasz hebrajski…- zaśmiał się szyderczo Przemek,
-Bo nie znam. Były po polsku!!!
-Ty słyszysz, co ty mówisz? Papiery z Izraela, po polsku?- powiedział i zostawił Gawryłę samego, tamującego krwawiący nos



CDN.


Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie. Jak myślicie. Co dalej?
PS. Chciałabym bardzo podziękować facebook'owemu Piotrowi Gawryło za udostępnianie bloga!!! DZIĘKUJE!!!

Pozdrawiam
Aleks

niedziela, 12 stycznia 2014

Dziękuję za 1180 wejść!!! I za komentarze. Byłam pod wrażeniem, że tak szybko nazbierało się ich 20. Jest to bardzo motywujące. Mam dla was rozdział 6 (trochę krótki), ale myślę, że nie będziecie z niego zadowoleni...


 Rozdział 6
„Oszukany”
Piotr siedział z małym, póki ten nie zasnął. Cały czas myślał o Hanie. To chyba dobrze, że chce zostawić męża, ale żeby od razu się rozwodzić. Pomyślał, że porozmawia sobie z tym całym Jamesem. Pocałował Szymka w czoło i wyszedł z jego Sali. Może to głupie, ale już się przywiązał do tego małego. Poszedł do lekarskiego, przebrał się i opuścił szpital.  Wsiadł do samochodu i ponownie pojechał pod dom Goldberg. Wiedział, że jego ukochana jeszcze jest w pracy więc może sobie spokojnie porozmawiać z jej mężem. Zadzwonił domofonem i usłyszał piknięcie. Pchnął lekko furtkę. Nim doszedł do drzwi stał w nich już mąż Hany.
-Dzień dobry. Jestem Piotr Gawryło. Chciałbym z panem porozmawiać.
-Dzień dobry. Zapraszam do środka.- powiedział i wszedł do domu, a tuż za nim Piotr. Gawryło poczuł, że to spoko facet. Przeszli do salonu i usiedli na kanapie.
-Zakładam, że chce pan porozmawiać o mojej żonie. Tak?
-Tak. Zgadza się.
-Dobrze panu radzę. Niech pan na nią uważa.
-Słucham?
-Ja…nie wiem czy powinienem…
-Niech pan mówi.
-Hana…ona ma poważne problemy psychiczne.
-Problemy psychiczne?- spyta z niedowierzaniem Gawryło.
-Ma debilizm. I jeszcze do tego lęki nocne.
-Ale to nie możliwe. Gdyby tak było nie mogła by pracować w szpitalu!!!
-Panie Piotrze. Jej ojciec jest bardzo wpływowym człowiekiem. Dla niego to nie problem zataić takie fakty ja choroba córki.
-Ona nie może być chora!!!
-No skoro mi pan nie wierzy to może pan uwierzy opinii psychiatry.- powiedział i wstał do komody. Wyciągną z niej teczkę i podał ją Piotrowi. Ten otworzył i zaczął czytać.


PSYCHIATRA REJONOWY W TEL-AWIWIE
Pacjentka: Hana Angelika Goldberg
Lekarz prowadzący: Izaak Goldshmit
Opinia z dnia 24 maja 1997 roku


Hana Angelika Goldbreg, urodzona 9 grudnia 1988 roku, uczęszczająca obecnie do trzeciej klasy szkoły podstawowej nr 5 im. Janusza Korczaka Tel-Awiwie została wysłana przez rodziców i wychowawcę do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Tel-Awiwie, a stamtąd
do poradni Psychiatrycznej w Tel-Awiwie. Powodem było zachowanie dziewięciolatki odchodzące od zachowania jej rówieśników. „Dziewczynka nie utrzymuje stałych kontaktów z rówieśnikami. Jest zamknięta w sobie. Czasem bywa agresywna wobec rówieśników, a także nauczycieli.” Pisze nauczycielka w opinii. Po zbadaniu dziecka psychiatra wystawił następującą opinię. „Pacjentka Hana Angelika Goldberg cierpi na debilizm czwartego stopnia. Po obserwacji dziecka w otwartym zakładzie psychiatrycznym stwierdzone zostały także lęki nocne.
Piotr odłożył teczkę na stół. Nie mógł dalej tego czytać. Oszukała go! Znowu.
-Ja wiem, że to może być dla pana szok, ale tak naprawdę to dobra dziewczyna. Jest bardzo samodzielna…
-Ja przepraszam. Musze już jechać- powiedział i wybiegł z jej domu. Musiał z nią porozmawiać. Natychmiast. Wsiadł do samochodu i odjechał. James wyjrzał przez okno. Uśmiechnął się do siebie. Dobrze, że przygotował sobie te dokumenty. Nie będzie mu ta małolata robić rogów. Wrócił do salonu i usiadł na kanapie. Wyjął telefon i wybrał numer.
-Halo? Z tej strony Coldwell…
-…
-Tak, tak. Wiem.
-…
-Więc potrzebuje żebyś mi załatwił jakieś leki.
-…
-Takie które biorą debile…
-…
-No tak, tak. Idealnie. Dzięki.





Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

Pozdrawiam
Aleks

sobota, 11 stycznia 2014

Hejka, sorki za opóźnienie, ale tak jakoś wyszło. Dzięki z 987 wejście! (Mam nadzieję, że przy następnej części będzie 1000:)) I za komentarze. Ten rozdział jest jakiś taki krótkaśny, ale myślę, że wam się spodoba. Przynajmniej początek... Nie wiem jak będzie z nextami w przyszłym tygodniu, bo ja mam egzaminy próbne w gimbazie, Cobra też jest zajęta... To się rozpisałam. Zapraszam na opo



Rozdział 5
„Początek, czy koniec?”
Zeszła z bloku. Miała na dziś wszystkiego dosyć. Dosyć pracy. Dosyć tej ohydnej kawy z automatu. A przede wszystkim miała dosyć Piotra. Zastanawiała się czy po tym jak ją potraktował w ogóle warto się starać. Może po prostu spakuje się i wyjedzie zostawiając wszystko. Tak! To idealne rozwiązanie. Tylko najpierw rozwiedzie się z Jamesem.  Poszła do lekarskiego. Był tam Piotr. Rozmawiał przez telefon, jednak kiedy usłyszał jej kroki odwrócił się od okna i uśmiechnął szeroko w jej stronę. Nie zwracając na niego uwagi podeszła do ekspresu, żeby zaparzyć sobie kawę. Gawryło rozłączył się i podszedł do niej. Objął ją od tyłu. Wyrwała się z jego uścisku.
-Chyba ktoś ma tutaj zły humorek- uśmiechnął się do niej i czule pogładził jej policzek.
-A jak mogę mieć dobry kiedy cały czas natykam się na ciebie, a ty za każdym razem odnosisz się do mnie inaczej?
-Chciałem cię przeprosić.
-Za co?
-Za to, że wcześniej byłem dla ciebie taki oschły i w ogóle. Chcę spróbować być z tobą.- powiedział, a ona stanęła na palcach i delikatnie go pocałowała.  On natychmiast pogłębił pieszczotę.
-Ekhemm- usłyszeli za plecami. Niechętnie oderwali się od siebie i spojrzeli w tamtą stronę.- więc to jest ten twój Piotr- uśmiechnął się do nich Przemek. Piotr spojrzał zdziwiony na Hanę.
-Piotr…to mój brat.- powiedziała nie pewnie Goldberg.
-Cieszę się, że akurat ty będziesz moim szwagrem- Zapała podszedł go Gawryły i zrobili „miśka”.  Ani Hana, ani Piotr nie wiedzieli co powiedzieć. Póki co żadne nie planowało ślubu. Byli ze sobą od kilku minut. A poza tym ona miała męża. Spojrzeli po sobie jednocześnie.
-Dobra, zostawiam was samych. Tylko grzecznie, bo to szpital.- uśmiechną się Zapała i wyszedł z lekarskiego.
-Nie wiedziałem, że Przemek to twój brat…- powiedział pierwsze co przyszło mu na myśl.
-A ja nie wiedziałam, że go znasz.
-Przyjaźnimy się. Od bardzo, bardzo dawna.
-Aha- powiedziała siadając na kanapie. Usiadł obok niej i przytulił do swojej piersi. Gładził ja delikatnie po aksamitnych włosach, a ona wdychała mocny zapachach jego męskich perfum.
-Chcę złożyć pozew o rozwód.- powiedziała przerywając ciszę.  Oderwała od niego i spojrzała mu w oczy.
-Hana…ja nie wiem czy to jest dobry pomysł. A co jeśli się nam nie uda? Nie chcę żebyś potem miała do mnie pretensje, że przeze mnie rozwiodłaś się z mężem!
-Ale Piotr! O czym ty mówisz?! Jesteśmy ze sobą od dziesięciu minut, a ty już skazujesz nasz związek na niepowodzenie! A poza tym ja rozwodzę się dla siebie. A nie dla ciebie.- powiedziała i z przytupem wyszła z lekarskiego. Został sam. Kurcze, ale ona jest humorzasta! Postanowił odwiedzić Szymka. Poszedł na dół do kiosku i kupił małemu komiks, a następnie skierował się do jego Sali. Chłopiec siedział na łóżku i wyglądał przez okno.
-Cześć, smyku! Jak tam leci?
-Dobrze…trochę mi się nudzi.
-A ja mam coś dla ciebie- powiedział z uśmiechem i zza pleców wyciągnął kolorowe pisemko.
-Ojej! Dziękuję!- krzyknął uradowany, jednak zaraz spochmurniał- zawsze chciałem, żeby tata mi taki kupił. Bo wszyscy chłopacy w przedszkolu takie mają… ale on nie chciał- Piotr usiadł na krzesełku koło łóżka i starł łzę spływającą po policzku chłopca.
-Jak chcesz, to mogę ci kupić więcej takich. Co ty na to?
-Tak!!!
-Dobra. To jutro przed przyjściem tu wyskoczę do sklepu i zobaczę co da się zorganizować. A teraz chodź. Pójdziemy do bufetu i napijemy się gorącej czekolady.
-Nie…ja nie chcę stąd iść.
-Dlaczego?
-Bo nie! Chcę zostać tu!
-Dobra Szymek spokojnie. Jak nie chcesz to nigdzie nie pójdziemy.




Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie.... Z powodu, że szło wam tak słabo komentowanie to podbijam do 20 komentarzy. Dacie radę?

Pozdrawiam 
Aleks

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 4 " Mały chłopiec"


Wstawiam 4 rozdział, sorry, że taki krótki....
Chcę Wam wszystkim bardzo podziękować za te wszystkie miłe komentarze, a także za ponad 700 wejść !!!
DZIĘKUJĘ


" Mały chłopiec"

Po skończonym obchodzie Piotr chciał wszystko jeszcze raz na spokojnie przemyśleć, ale te jego „przemyślenia” nie trwały zbyt długo, ponieważ zadzwonił telefon.
-Słucham- powiedział dalej zamyślony
-Hej, tu Wiki jesteś pilnie wzywany na Izbę, przywieźli do nas chłopca...- nie skończyła dokończyć zdania bo Piotr się rozłączył. I bardzo, ale to bardzo szybkim krokiem poszedł na Izbę Przyjęć. Zawsze jak słyszał, że karetka przyjeżdża z jakimś dzieckiem , to czuł w tedy w sobie jakieś dziwne uczucie. Miał straszną słabość do dzieci, bardzo je lubił. A co za tym szło co raz częściej myślał o tym że by wreszcie znaleźć tą JEDYNĄ kobietę, z którą mógłby stworzyć prawdziwą rodzinę i zostać ojcem. 
-Już jestem, co my tu mamy ?.-powiedział lekko zdyszanym głosem podchodząc do chłopca 
-Właściwie to ciężko powiedzieć, chłopacy z karetki znaleźli go w lesie samego. Jest przemoczony, zmarznięty i ma pełno siniaków na ciele. 
-Powiedział wam coś ?
-Nie, do nikogo nie odezwał się ani słowem. Nie wiemy jak się nazywa, ile ma lat, jak się czuję, nic nie mówi.- odpowiedziała Wiki podenerwowanym głosem 
Piotr podszedł do chłopca, ale ten od razu odwrócił się do niego plecami.
-Dobra, musimy mu zrobić podstawowe badania i przyjmujemy go na oddział, tylko nie na dziecięcy, połóżcie go u mnie na oddziale, aaa i jeszcze jedno, zadzwońcie po jakiegoś psychologa . Przyjdę za godzinę i chcę żeby już był po rozmowie z nim.
Wyszedł z Izby. Poszedł prosto do lekarskiego po kurtkę, po czym wyszedł ze szpitala i pojechał do kwiaciarni, przecież musiał jakoś przeprosić Hane, za to że był dla niej taki oschły. Kupił jej kilka czerwonych róż. Po czym udał się do szpitala. 
Po kilku minutach przekroczył próg szpitala, od razu poszedł na ginekologie, ale okazało się że Hana teraz operuję, więc nie zostało mu nic innego jak na nią poczekać. Poszedł więc na swój oddział, chciał zobaczyć jak się czuję ten chłopiec. Między czasie rozmawiał przez telefon z Drylem, myślał że przynajmniej jemu coś powiedziała, ale się niestety mylił. Piotr wszedł do sali chłopca, a on bez namiętnie gapił się w okno. Usiadł koło niego na łóżku.
- Cześć, ja nazywam się Piotr i zrobię wszystko żebyś był zdrowy, ale Ty musisz mi powiedzieć jak masz na imię i gdzie są Twoi rodzice, musimy im powiedzieć że jesteś w szpitalu, bo na pewno się o Ciebie martwią- na te ostatnie słowa chłopiec zareagował płacząc.
- Ja nie chce iść do rodziców, oni mnie zostawili samego w lesie, boję się ich- mówił chaotycznie chłopiec ze łzami o oczach. Piotr już wszystko sobie poukładał, te siniaki na ciele, wycieńczony organizm. To wszystko oznaczało to, że ten mały chłopiec był ofiarą przemocy domowej. Serce mu pękało jak widział ofiary przemocy domowej. 
- A powiesz mi jak masz na imię?, 
- Szymek -  odpowiedział ściszonym głosem 
- Ile masz lat?
- 6
- Szymek nie martw się, już wszystko będzie dobrze. Obiecuję, że nie wrócisz już do swoich rodziców- powiedział, przytulając chłopca




Komentujcie !!! to jest bardzo motywujące :-) 



Jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam
Cobra

wtorek, 7 stycznia 2014

Zgodnie z obietnicą rozdział 3. Według mnie wyszedł miernie, ale ocenę pozostawiam wam. Chcę wam gorąco podziękować za 450 wejść i za wszystkie komentarze. Jest to mega motywujące. Jak je czytałam to po prostu łezka mi się zakręciła w oku. DZIĘKUJĘ!!!



ROZDZIAŁ 3
„MIŁE LUB NIEMIŁE SPOTKANIE”

Wybiegła z jego bloku. Straciła właśnie faceta, który tyle dla niej znaczył. Mimo iż znała go dopiero od kilku godzin, była gotowa zrobić dla niego wszystko. A on? Jak dowiedział się, że ma męża to „dziękuję, dowidzenia”. Doszła do jakiegoś parku. Usiadła na jednej z ławek. Mimo późnej godziny, jeszcze sporo osób kręciło się alejkami. Otarła łzy z policzka. Nie chciała wracać do domu. Do Jamesa. Pomyślała, żeby przenocować u Przemka. Wyjęła telefon i wykręciła numer swojego kuzyna.
-Tak, słucham?- odezwał się Zapała po kilku sygnałach.
-Hej, Przemek. Tu Hana.
-O Hann, co tam? Po co dzwonisz?
-Chciałam zapytać czy masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?
-W zasadzie to nie. A co?
-Myślałam, że moglibyśmy się razem upić. Co ty na to?
-Chętnie. A coś się, stało?
-Pogadamy jak do ciebie przyjadę.- rozłączyła się, zamówiła taksówkę i pojechała do Przemka. Ten już na nią czekał.
-Cześć, mała. Wchodź.
-Cześć.- powiedział i przeszli do salonu. Tam na ławie czekały już na nich dwa kieliszki i butelka z jakimś trunkiem
-Wiśniówka roboty mojej mamy.- wytłumaczył jej Zapała.- więc opowiadaj, co ci leży na serduchu.  
-Zakochałam się- powiedziała patrząc na niego. Nie wiedziała skąd u niej taka pewność.
-W kim?
-Poznałam go dziś w szpitalu. Ma na imię Piotr i jest cholernie przystojny.
-Poznałaś go dziś i już się wkopałaś? No Hana.
-Ja nie mogę przestać o nim myśleć!
-To dlaczego ten wieczór spędzasz ze swoim braciszkiem stryjecznym zanim z per Piotrem.
-Bo on powiedział, że nie chce się ładować z butami w czyjeś małżeństwo.
-Ale Hana. Twoje małżeństwo to tylko papierek. Sama mi tak mówiłaś.
-Tylko, że on nie dał sobie nic wyjaśnić.
-A jak się dowiedział?
-Zaprosiłam go na kolację i jak po mnie przyjechał, to James stał w oknie. Dam sobie rękę uciąć, że zrobił to specjalnie!
-A dałaś mu już w mordę?
-Piotrowi? Przemek…
-Nie chodzi mi o Jamesa.
-Nie chcę wracać do domu. Mam go dosyć. Mam dosyć tego dom, mam dosyć mojego męża.
-Jedź, do tego swojego lubego i powiedz mu co czujesz.
-A jeżeli nie będzie chciał słuchać?
-To znaczy, że nie jest wart ciebie.
-Jutro to zrobię. Po pracy.
Potem jeszcze bardzo dużo rozmawiali, aż w końcu oboje usnęli na kanapie. Rano Hana obudziła się z okropnym bólem głowy. Trochę wczoraj przesadzili. Tak czy inaczej, za cztery godziny zaczynała dyżur i musiała jechać do domu, żeby się wykąpać i przebrać. Już widział minę Jamesa, kiedy z rana wparaduje do domu. Uśmiechnęła się na samą myśl. Zarzuciła kurtkę i wyszła z mieszkania. Na piechotę wróciła do domu. Otworzyła drzwi i zdjęła buty. Tak jak myślała James już na nią czekał. Siedział na kanapie w salonie, a kiedy tylko tam weszła wstał.
-Gdzie byłaś całą noc?
-Chyba jestem dorosła i mogę spędzać swój czas gdzie mi się tylko podoba i nie muszę się nikomu tłumaczyć.
-Jestem twoim mężem i chyba powinienem wiedzieć, gdzie byłaś.
-Mężem? Prawdziwy mąż się tak nie zachowuje. A teraz przepraszam, chciałabym się przed pracą jeszcze zdrzemnąć.- powiedziała mijając go. Zamknęła drzwi do swojej sypialni i położyła się na łóżku. Momentalnie usnęła. Obudził ją budzik. Za 30 minut zaczynała dyżur. Wstała i wyszykowała się. zajęło jej to bardzo mało czasu. W szpitalu była jeszcze przed odprawą. Weszła do pokoju lekarskiego i przebrała się w swój kitel. Usiadła na kanapie. Nagle wszedł Stefan i przywitał wszystkich szczerym uśmiechem. Nagle Hana rozejrzała się dookoła. Jej wzrok przykuła postać stojąca pod oknem. JEGO postać. On także się jej przyglądał. Kiedy wszyscy wyszli podszedł do niej zdziwiony.
-Co ty tu robisz?
-Pracuję. A co masz z tym jakiś problem?
-Nie no skąd. A co tam u twojego męża?- zaśmiał się ironicznie i już chciał ją wyminąć, kiedy załapała go za ramię.
-Piotr, proszę cię.
-O co mnie prosisz?
-Nie bądź dla mnie taki oschły. Co ja ci zrobiłam?
-Na szczęście nic, ale chciałaś zabawić się moim kosztem. I kosztem swojego męża…
-Daj mi wytłumaczyć. Błagam.
-Masz pięć minut. Zaraz mam obchód. Czas start.
-Nie kocham Jamesa.
-Czyli jesteś z nim dla kasy. Jak się cieszę jeszcze bardziej, że nie dałem się złapać w twoje sidła.
-To nie tak!
-No a jak kotek?
-Zanim jeszcze się urodziłam, moi rodzice podpisali kontrakt z jego rodzicami. Zrozum Kocham ciebie.
-No i dlaczego miałbym w to wierzyć?
-A myślisz, że jak bym go kochała, to bym zapraszała cię na kolację i jeszcze do tego wiedząc, że on jest w domu?- spojrzał na nią smutnym wzrokiem. Może mówi prawdę? Widziała wahanie w jego oczach. Podeszła do niego i namiętnie pocałowała. Odepchną ją od siebie.
-Nie związuję się z zamężnymi kobietami.
-Czyli co? Mam się rozwieść i dopiero wtedy będę mieć u ciebie szanse?
-Nie. Masz o mnie zapomnieć.
-Ale ja nie chcę!
Położył ręce na jej biodrach.
-Ja też nie chcę, ale…
-No do pozwól nam spróbować.
-To nie będzie fair wobec, twojego męża.
-On też nie jest fair, wobec mnie.
-Co zabawia się z inną kobietą za twoimi plecami.
-Nie. Robi to na moich oczach. I to nie z jedną.
-Muszę to przemyśleć. A teraz przepraszam. Mam obchód.
Wyszedł, zostawiając ją samą bijąca się z myślami. Co teraz będzie? Wybaczy jej, czy nie? Da jej się do siebie zbliżyć, czy będzie ją trzymał na dystans?


   


Komentujcie!!! Mam nadzieję, ze teraz będzie wam łatwiej czytać, jak nie to piszcie, coś się jeszcze pomyśli ;) 
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
Aleks