Piotr i Hana

Piotr i Hana

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 19 "Na mnie nie licz"




Po skończonym dyżurze odebrała od Wójcika wszystkie papiery. Skierowała się w stronę lekarskiego, żeby się przebrać. A potem miała umówione spotkanie z Piotrem. Weszła do przebieralni. Położyła swoje wyniki koło torebki i zdjęła kitel. Odwiesiła go na miejsce i usiadła na krześle w rogu małego pomieszczenia. Wzięła do ręki stos kartek. Recepta, karteczka z tym jakie witaminy ma brać, opis rozwoju jej malucha i wydruk z USG. Spojrzała na czarno-białe fotografie. Było na nich JEJ dziecko. Jej i Piotra. Postanowiła, że dziś mu powie, że będą rodzicami. Schowała zdjęcia do kieszeni, a resztę wrzuciła do torebki. Spojrzała na zegarek. Piotr pewnie już na nią czekał. Złapała torbę i wyszła. Na korytarzu spotkała jeszcze Radwana, ale szybko go zbyła. Wyszła przed szpital. Piotr siedział na ICH ławeczce. Podeszła do niego.
-Hej- uśmiechnęła się
-Cześć, jedziemy?- spojrzał na nią smutnym wzrokiem, jednak ona tego nie zauważyła.
-Tak, chodź.- powiedziała, a on wstał. Poszli na piechotę do pobliskiej herbaciarni. Weszli do środka i zajęli wolny stolik pod oknem. Piotr poszedł złożyć zamówienie, a ona spojrzała na ulicę, było jeszcze jasno. Sięgnęła do swojej kieszeni i wyciągnęła z niej zdjęcia swojego maluszka. Spojrzała na nie delikatnie się uśmiechając.  Położyła je na kolanach i spojrzała na Piotra. Właśnie odbierał ich napoje. Po chwili już szedł w jej kierunku. Uśmiechnęła się do niego. Postawił przed nią filiżankę.
-Dziękuję, Piotr…
-Nie ma za co- usiadł naprzeciwko niej.- więc o czym chcesz ze mną rozmawiać?
-Może ty podrzucisz jakiś temat?- zapytała przekręcając głowę na bok. Uniosła filiżankę i zatopiła usta w swoim napoju.
-Niestety nie mam pomysłu.- spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
-Piotr… bo jest coś….- zaczęła niepewnie.
-Co się dzieje Hana masz jakieś kłopoty?
-Nie, po prostu… a z resztą sam spójrz.- powiedziała i podała mu wydruk USG. Przyglądał się mu zdziwiony.
-Co to jest?- zapytał po chwili.
-NASZE dziecko, Piotr…
-Jak to nasze dziecko?- pytał. Widać było że jest coraz bardziej skołowany.
-Udało na się. Będziemy rodzicami…- mówiła ożywiona. On zamknął oczy. Do jego głowy wróciły jej słowa „Obudziłeś się w porę”, sprawiła mu nimi straszną przykrość. Chociaż sam przed sobą nie chciał się do tego przyznać to wiedział, że zraniła jego ego.
-Będę płacić ci takie alimenty jakie będziesz chciała… I będę chciał się z nim widywać. Chcę, żeby wiedziało, że jestem jego ojcem.- mówił spokojnie patrząc na poważniejącą twarz Goldberg.
-O czym ty mówisz, Piotr?- zapytała ze łzami w oczach.
-Chyba słyszysz o czym mówię. Nie zostawię teraz Mojej rodziny, bo ty masz takie „widzi mi się”.- mówił sam się sobie dziwiąc, że jest do tego zdolny. Przecież ją kochał.  Jednak w głębi serca czuł coś dziwnego. Jakby strach… strach, że Hana znów go zrani. Wiedział, że to jest nie fair wobec niej, i wobec dziecka, ale nie miał innego wyjścia.- dostaniesz tyle pieniędzy ile będziesz chciała.
-Nie chcę twoich pieniędzy.- powiedziała wstając. Gawryło widział, że jest bliska płaczu. Zabrała od niego zdjęcia i wyszła z herbaciarni.  Szła, a nawet biegła w stronę szpitala. Ledwo powstrzymywała łzy. Dobiegła do swojego samochodu. Zaczęła w torebce szukać kluczyków. Poczuła na swoich policzkach łzy. W końcu wygrzebała pęk kluczy z dna torebki. Otworzyła auto i wsiadła. Próbowała włożyć kluczę do stacyjki, jednak ręce zbyt jej się trzęsły. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
-Goldberg… ogarnij się. To nie koniec świata- mówiła do siebie.  Zaczęła myśleć ile jej pacjentek jest samotnymi matkami i jakoś dają sobie radę. Czemu z nią miałoby być inaczej. Zakończy wszystkie sprawy tu i wróci do Izraela. Będzie tam mogła liczyć na pomoc rodziców, sióstr… wypuściła głośno powietrze i sięgnęła po swój telefon.  Chwilę się zastanowiła. Potem rzuciła go powrotem do torebki. Powoli włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła auto. Spojrzała w lusterko. W stronę jej samochodu szedł Gawryło. Położyła drżące ręce na kierownicy i wyjechała z miejsca parkingowego. Gawryło przyspieszył. Jednak ona opuściła teren szpitala.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………..........

Spojrzał za nią przez okno kiedy niemalże biegiem wracała pod szpital. Czuł coś w rodzaju kaca moralnego. Nie powinien jej tak zostawiać. Przecież ją kocha. I jeszcze teraz będą mieli dziecko.  Wstał i wyszedł z lokalu. Ruszył w kierunku swojego miejsca pracy. Kiedy wszedł na parking jej samochód jeszcze tam był. Uchwycił jej spojrzenie w lusterku. Ruszyła.  Przyspieszył kroku. Chciał jej wszystko wyjaśnić. Przeprosić.   Był już prawie przy jej samochodzie, kiedy odjechała. Wściekły usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Przecież  nie powinien jej teraz denerwować. Zaczął się zastanawiać, czy jechać za nią. A co jeśli go nie wpuści? Trudno. Będzie czekał pod jej drzwiami tak długo, aż mu otworzy i pozwoli porozmawiać. Jak zdecydował tak zrobił.



Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

15 kom= next ;)

Pozdrawiam 
Aleks

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 18 "Może teraz się uda"


W końcu jestem :D przepraszam za tak długą przerwę, ale wakacje i te sprawy... Dziękuje za wejścia i komentarze ( pomijając spam Moniki i Szymka ;) ) zapraszam do czytania...
Zziajana otworzyła oczy. Leżała w swoim łóżku. Podniosła się i ubrała szlafrok wiszący na krześle koło łóżka. Udała się do salonu. Następnie do kuchni. Nigdzie nie było Piotra. Spojrzała na zegarek. Było parę minut po 20. To wszystko było jej wyobraźnią! Wcale nie dzwoniła do Gawryły, a on nie przyjechał. Nie kochali się. To był tylko sen. Kobieta wstawiła wody na herbatę i usiadła przy stole. Położyła dłoń na swoim płaskim brzuchu. Uśmiechnęła się pod nosem.  Wzięła do ręki telefon i wybrała numer do Przemka. Odebrał po kilku sygnałach.
-…

-Cześć Przemuś… To ja…

-…

-Nie nic się nie stało.

-…

-Nie, spokojnie.

-…

-Przemek! Stop. Nic mi nie jest. Po prostu chciałam cię zaprosić na herbatę i ploty.

-…

-Dobrze. To czekam.

-…

-Ja cię też. Pa.

Odsunęła swojego smart fona do ucha i wstała, żeby zakręcić gaz pod czajnikiem. Stwierdziła, że zagotuje wodę dopiero jak przyjedzie jej brat. W tym czasie postanowiła się trochę ogarnąć. Poszła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Następnie poprawiła fryzurę i makijaż. Potem wróciła do kuchni. Była strasznie głodna. Otworzyła lodówkę i oparła się o drzwiczki. Jak zwykle mimo iż lodówka była pełna nie było w niej nic co by zaciekawiło kobietę. W końcu zrobiła sobie dwie kanapki z dżemem. Zjadła je nie chętnie, a potem umyła talerzyk. Parę minut potem zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć. Tak jak się spodziewała, przyjechał jej brat.

-No hej, mała. Coś się stało, że mnie wezwałaś?

-Nie wezwałam, tylko zaprosiłam, i nie stało się nic. Wchodź. Rozgość się, a ja zrobię nam coś do picia.- wpuściła go do środka i zamknęła za nim drzwi. Usiadł na kanapie w salonie, a ona skierowała się do kuchni. Wstawiła wodę i naszykowała dwa kubki. Spojrzała na brata, który wpatrywał się intensywnie w ekran telewizora. Zastanawiała się co ma zrobić. Ma mu powiedzieć, że zostanie wujkiem czy jeszcze z tym poczekać? A może w ogóle  powinna wyjechać i zerwać ze wszystkimi kontakt? Po chwili usłyszała intensywny gwizd czajnika. Wrzuciła do kubków torebki z herbatą i zalała je wodą. Wyjęła z szafki tacę i postawiła na niej ich napoję, cukierniczkę i spodek z pokrojonymi plastrami cytryny. Poszła ze wszystkim do salony.

-Smacznego.- uśmiechnęła się do brata.

-Dziękuję. A teraz mów, jak na spowiedzi.

Kobieta usiadła obok Zapały. Wzięła głęboki oddech i przymknęła oczy.

-Jestem w ciąży.- powiedziała niepewnie.

-Jak to…Jak to w ciąży?- jąknął Przemek.

-Normalnie. Spodziewam się dziecka…- powiedziała ze spuszczoną głową. Już wiedziała, że jej brat nie jest z tego powodu zadowolony.

- To dziecko tego Gawryły- bardziej stwierdził niż zapytał Zapała.

-TEN Gawryło ma na imię Piotr i owszem to jego dziecko- odparła lekko zbulwersowana.

-Powiedziałaś mu już?

-Jeszcze nie. Nie miałam okazji.

-Dzwoń do niego…

-Nie. Powiem mu to prosto w twarz. Nie przez telefon.

-Jasne…- w pomieszczeniu zapadła cisza. Nie była ona zręczna ani dla Przemka, ani tym bardziej dla Hany. Uratował ich telefon Zapały, który zaczął dzwonić.- To Wiki. Muszę odebrać.

-Spoko…- Przemek wstał i wyszedł na balkon. Po chwili wrócił.

-Słuchaj siostra… wzywają mnie do szpitala. Muszę jechać. Trzymajcie się. Pa- pocałował ją w policzek i wyszedł. Znowu została sama. Na zegarku dochodziła 22. Postanowiła włączyć TV. Po przeskoczeniu około 1000 kanałów stwierdziła, że pójdzie spać. Podniosła się z kanapy i poszła umyć zęby. Następnie weszła do sypialni. Wyjęła z szafy piżamę i szybko się przebrała. Położyła się do łóżka i okryła kołdrą. Delikatnie pogładziła swój brzuch ręką.

-Śpij dobrze, maluszku.- szepnęła. Niedługo potem usnęła. Obudziła się koło 10. Leniwie zwlokła się z łóżka. Do pracy miała dopiero na 13. Poszła do łazienki, gdzie wzięła długą i gorącą kąpiel. Następnie ubrała się w szlafrok i poszła coś zjeść.  Zanim się obejrzała, do jej dyżuru została jej tylko godzina. szybko poleciała do sypialni, żeby wybrać jakieś ubranie. Wygrzebała z szafy luźną koszulkę, którą kupiła jeszcze w Izraelu. Miała nadrukowanego dużego, czarnobiałego pluszaka. Była jedną z jej ulubionych. Do tego założyła czarne, skórzane spodnie. Potem delikatnie się pomalowała. Rozczesała włosy. Zabrała torebkę i wyszła z mieszkania zamykając je. W szpitalu była o 12.30. Skierowała się prosto do lekarskiego. Nie było tam nikogo więc weszła od razu do przebieralni. Położyła torebkę na półkę i sięgnęła po swój kitel. Założyła go i odwróciła się na pięcie. W drzwiach przebieralni stał Piotr. Trochę się przestraszyła gdy go zobaczyła.

-Cze… Cześć- jąknęła.

-Hej… co u ciebie?- zapytał spokojnie.

-W porządku…  a u ciebie?- spojrzała na niego niepewnie.

-Też dobrze.- rzucił patrząc jej w oczy.

-Piotr?

-Tak?

-Poszlibyśmy dziś na jakąś herbate?

-No dobrze… a o której?

-Kończę o 19…

-Ok… to spotkamy się pod szpitalem… a teraz chciałbym zostać sam… muszę się przebrać…

-Jasne… to do zobaczenia…- rzuciła i wyszła. Postanowiła przed dyżurem wstąpić do Darka na USG. Skierowała się na ginekologię. Doszła pod gabinet kolegi i zapukała.

-Proszę.- usłyszała zza drzwi. Weszła. W gabinecie był Wójcik i ten cały Radwan.

-Myślałam, że jesteś sam… ale przyjdę później- rzuciła.

-Hana zaczekaj… już kończymy…- zatrzymał ją Darek.

-Przecież pani doktor może powiedzieć nam obu o co chodzi- wtrącił Radwan.

-Wolałabym jednak załatwić to bez osób trzecich…- spojrzała na ordynatora spod byka.

-Spokojnie- wtrącił Wójcik.- Jakby miał pan jeszcze jakieś obiekcje to zapraszam. A teraz chciałbym zostać sam z doktor Goldberg.

-Jasne.- powiedział naburmuszony i wyszedł.

-No więc słucham, Hana…- zaczął Wójcik, gdy już byli sami.

-Bo chodzi o to, że… robiłam testy i chciałabym się upewnić…

-No to na co czekasz. Za parawan… przygotuj się, a ja zaraz do ciebie przyjdę.- kobieta z uśmiechem kiwnęła głową. Parę minut później siedziała na fotelu a Darek jeździł po jej brzuchu głowicą.

-I co?- zapytała po raz kolejny.

-Hana, błagam. Siedź spokojnie, bo nie mogę znaleźć…

-No to przekręć to tak, żebym i ja widziała, to będę spokojna.

-Siedź, bo zaraz mnie zdenerwujesz…

-No proszę…

-Mam…

-I?- zapytała podekscytowana.

-Zdrowy maluszek… Na moje oko to 9 a nawet 10 tydzień. Zobacz…- odwrócił w jej stronę monitor. Po jej twarzy spłynęła łza. Była cholernie szczęśliwa. Myślała, że nigdy nie będzie mieć dzieci. Że nie może ich mieć. A ty nagle taka niespodzianka. – zaraz dam ci wydruk. No i przepiszę witaminy. Musisz teraz szczególnie o siebie dbać. Niedługo wypiszę ci zwolnienie. Masz wytrzyj się- podał jej ręcznik papierowy.- Gratuluję Hana…

-Dziękuję- uśmiechnęła się promiennie.- a mogę po to przyjść potem? Musze iść, bo ordynator mnie zabije…

-Dobra, leć… tylko nie przesadzaj z pracą. Pamiętaj, że nie jesteś teraz sama.- powiedział a ona wyszła z gabinetu. 


Czytajcie, komentujcie udostępniajcie :D
Jak myślicie... co dalej?

Pozdawiam 
Aleks

wtorek, 17 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 17 „DRUGA SZANSA?”

Cześć wszystkim!
Przepraszamy za tak długie milczenie. Mówiłam już wcześniej, że może długo nie być nexta, ale trochę przesadziłam. I najgorsze jest to, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :( Ale już niedługo wakacje i myślę, że uda nam się to wszystko nadrobić. Myślę, że w tym tygodniu dodam jeszcze jedną część, ale nie obiecuję.Dziękuję za prawie 14000 wejść. Jesteście cudowni :D Nie wiem czy długość tego rozdzialiku was zaspokoi, ale mam nadzieję, że tak :)

Zapraszam was do czytania   !





-Hana! Zaczekaj!- krzyczał biegnąc za nią. Spojrzała na niego i odpaliła samochód. Dobiegł do niej jednak w tym momencie ruszyła. Nie zdążył… wsiadł do swojego auta i pojechał za nią. Kobieta stwierdziła, że najpierw pojedzie do siebie by przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Nie wiedziała jak bardzo przeciągnie jej się spotkanie z Tretterem, jednak wolała czuć się na nim komfortowo. Dojechała. Wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę swojej klatki. Kiedy wchodziła po schodach ktoś złapał ją za bark. Odwróciła się. Zobaczyła Piotra
-Puść! To boli!- zaczęła się szarpać.
-Hana, kochanie! Porozmawiajmy proszę…- rzucił skruszony Gawryło. Widząc  jej lodowate spojrzenie, już wiedział, że z rozmowy nici. -Błagam, porozmawiajmy...
-Nie mamy o czym!- rzuciła oschle
-Po co przyjechałaś do Magdy?
-Nie przyjechałam do niej!
-Tego to sam się domyśliłem... Kochanie...-złapał ją za dłonie
-Nie dotykaj mnie!- wyrwała mu się.
-Chciałas mi coś powiedzieć, prawda?- powiedział patrząc na nią wyczekująco. Zamyśliła się przez chwilę. Czy powinna powiedzieć Piotrowi, że będzie ojcem? Czy ma go zostawić w spokoju razem z Magdą?
-Nie. Nic nie chciałam ci powiedzieć.- skłamała
-To po co przyszłaś?- zapytał nie przekonany jej słowami.
-Nie wiem sama- wzruszyła ramionami.
-Nie kłam mnie...-spojrzał na nią spod byka.
-Będę robić to na co mam ochotę- przekręciła głowę.
-Proszę... Kochanie, proszę…- zbliżył się do niej jakby chciał ją przytulić
-Nie mów tak do mnie- warknęła na niego.
-Ale jesteś dla mnie ważna
-Nie pomyliło co się coś?- rzuciła ironicznie
-Dlaczego?- spytał zdziwiony
-Bo ja nie jestem Magda…
-Jestem z nią tylko dla Tosi!- zaczął się bronić
-A kochasz się z nią dla zasady, tak?- Gawryło spuścił głowę.
 -Dla Tosi... Ona bardzo chce mieć rodzeństwo
-Oh, biedactwo… zmuszają go do seksu.
-Daj mi szanse... Proszę
-Obudziłeś się w porę- rzuciła jednak natychmiast tego pożałowała. Gawryło nie odpowiedział, tylko odwrócił się i odszedł do swojego samochodu. Nie chciała go zrani. Kochała go przecież…. Ale strasznie się zdenerwowała, kiedy otworzył  jej drzwi prawie nagi.
-Piotr... Czekaj...- rzuciła, a w jej głosie słychać było żal i gorycz. Odwrócił się niechętnie spodziewając się z jej strony kolejnego policzka.
-Zostań ze mną...- szepnęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Wziął głęboki oddech.
-Obudziłaś się w porę... -powiedział i wsiadł do samochodu. Odjechał. Usiadła na schodach i położyła dłoń na brzuchu.
 -To był twój tatuś, maluszku- powiedziała przez łzy masując się po brzuchu.Po chwili po czuła na swoim barku dłoń. Spojrzała ponad siebie. Nad nią stał Tretter.
-Stefan? Przecież to ja miałam przyjechać
-Długo cię nie było, więc zacząłem się martwić
-Przepraszam...
-Choć na górę bo jeszcze się przeziębisz...-powiedział i pomógł jej wstać. Następnie poszli na górę. Weszli do jej mieszkania. Kobieta od razu przeniosła się na kanapę i zaczęła myśleć.
-Hana? Chcesz kawę?- z zamyślenia wyrwał ją głos jej szefa dochodzący z kuchni.
-Nie...- odkrzyknęła mu.
-A herbaty?
-Poproszę...- Po kilku minutach mężczyzn usiadł na kanapie koło Hany, podając jej kubek z gorącym trunkiem. Wzięła łyk i odstawiła naczynie na ławę.
 -Hana... Widzę, że coś jest nie tak... Nawet mi nie mów, że nie...-objął ją ramieniem
-Nie chce o tym gadać…- Stefan na chwilę zamknął oczy jednak po chwili je otworzył i zaczął mówić.
-Hana... Ja już od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale… ale nie wiedziałem jak… bo widzisz… ja… ja się w tobie zakochałem...-powiedział niepewnie
-Co?
-Hana, kocham cię...- ujął jej twarz w obie ręce.
-Stefan... To nie ma sensu…
-Dlaczego?
-Bo kocham innego. Poza tym jestem w ciąży.
-To cudownie, zawsze marzyłem o tym aby zostać ojcem.- rzucił uradowany.
-Nic do ciebie nie czuje, Stefan.
-Proszę, daj mi szanse... Nie potraktuje cię tak jak Gawryło
-Co ty mówisz?!- wstała oburzona tym co przed chwilą usłyszała.
-Nie zostawię cię dla innej, zaopiekuje się tobą i dzieckiem... A nie tak jak ten cały Gawryło- zaczął z niego drwić.
-To nie prawda! Nie wolno ci tak mówić!!!- krzyknęła.
-To gdzie jest szczęśliwy tatuś? Na pewno znów się całuje z jakąś laską pod szpitalem- powiedział ironicznie.
-Przestań do cholery!!
-Hana... To przez niego płakałaś, prawda?- przybliżył się do niej
-Nie twoja sprawa- rzuciła oschle odwracając się do niego plecami.
-Kochanie, spokojnie, jesteś w ciąży-położył dłoń na jej płaskim brzuchu
-Wyjdź stad!- mężczyzna wykonał jej polecenie. Wyjrzała przez okno. Nic jednak nie rzuciło jej się w oczy. Podeszła do kanapy i ułożyła się na niej wygodnie. Zamknęła oczy…
Gawryło wszedł cicho do mieszkania. Wszędzie buło ciemno. Zdjął buty i poszedł prosto do sypialni. Magda wciąż spała. Położył się obok niej i zamknął oczy, jednak nie mógł zasnąć. Leżał tak i rozmyślał kolejną godzinę, nagle poczuł dłoń na swoim torsie. Uśmiechnął się jednak nie otworzył oczu. Dłoń jeździła po jego umięśnionym torsie. Dalej udawał, że śpi
-Wiem, że nie śpisz...-powiedział Magda, kładąc nogę na jego biodrach
-Oj Hana.,. Jeszcze 15 minutek...- zaczął ją drażnić
-Przestań o niej cały czas mówić! Teraz jestem ja i Tosia!- odsunęła się od niego
-Oj no kochanie...
-Oj Andrzej... Jeszcze 15 minutek-powiedziała ironicznie. Pocałował ją namiętnie. Odepchnęła go
-Madzia... Co jest?
-Nic
-To czemu nie mogę cię pocałować?
-Całuj tą swoją Hane...
-chce ciebie
-Chcieć to se możesz
-Chodź tu kochanie
-Nie chcę-Nagle rozdzwonił się jego telefon
-Jeśli odbierzesz to od razu pakuj swoje rzeczy! Nie będę żyć w trójkącie!
-Kochanie to może być ważne
-Jeśli to Hana to masz nie odbierać!
-Nie wiem kto. Zastrzeżony
-Rób co chcesz!- obróciła się do niego plecami
-Magda... Muszę odebrać
-Rób co chcesz!- powtórzyła
Pocałował ją delikatnie i odebrał telefon. Zamienił kilka słów i się rozłączył
-kto to?
-Chodziło o mojego pacjenta
-Aha- Położył się obok niej i zaczął całować jej szyję
-Zostaw mnie!
-Jasne, myślałem, że chcesz...
-A co? Hana ci nie dała, jak u niej byłeś?- rzuciła ironicznie
-Wiesz co?! Dajcie mi wszystkie święty spokój!- powiedział i wyszedł z sypialni. Opuścił mieszkanie kiedy ponownie zadzwonił telefon
-Halo?!-odebrał
-Piotr? Możesz przyjechać?- zapytała zapłakana Hana
-Mmmm, skarbie... Rozmawiam przez telefon. Zaczekaj chwilę.... Hana możesz powtórzyć?- skłamał Gawryło
-Możesz do mnie przyjechać?- powiedziała łamiącym się głosem. Udawała, ze nie słyszała dźwięków wydawanych przez ukochanego.
-Magda, nie teraz rozmawiam przez telefon. Weź rękę z mojego krocza! ... Jasne przyjadę, będę za pół godziny-nadal kłamał
-nie możesz wcześniej?
-Dobrze, będę za 10 minut
-Dziękuję- Gawryło rozłączył się. Wsiadł do samochodu i pojechał do Hany. Wszedł bez pukania
-Hana? Gdzie jesteś?- rozglądał się po mieszkaniu
-Tu... Usłyszał jej zapłakany głos z sypialni. Pobiegł tam.. Siedziała na łóżku i płakała. Usiadł koło niej. Nic nie powiedział, tylko mocno ją przytulił do swojej piersi. Zaczęła się powoli uspokajać. Przytulił ją jeszcze mocniej
-Kocham cię Piotr...- szepnęła. Gawryło namiętnie pocałował kobietę. Oderwała się od niego
-Co się stało?- zapytał ocierając jej mokrą twarz -Jeśli nie chcesz to nie mów-dodał
-Nie chce
Mocno ją przytulił, kładąc brodę na czubku jej głowy
-Kochaj się ze mną, Piotr...
-Nie mogę... Jestem z Magdą
-Piotrusiu błagam...
-Nie chcę
-Proszę cię....
-Nie mam ochoty
-Bez żadnych zobowiązań. Proszę.
-Już mi dzisiaj starczy...-powiedział choć w głębi duszy bardzo pragnął jej bliskości
-Piotr...- rzuciła a po jej twarzy znowu zaczęły lecieć łzy
-Magda mnie już dzisiaj wykończyła-uśmiechnął się delikatnie, aby ją zniechęcić. Kobieta wstała z łóżka jednak po chwili znowu usiadła
-Hana? Co jest?-Spytał zatroskany
-Nic.
-To po co miałem przyjechać?
-Pragnę cię Piotr
-Ale ja nie mam ochoty, a poza tym jestem z Magdą
-Kochaj się ze mną. Wiem, że chcesz...
-Wiesz, że nie zdradzam
-Mnie zdradziłeś
-Byłem wtedy pijany...
-Proszę Piotr...
-dlaczego zadzwoniłaś po mnie? A nie Trettera?
-Bo to ciebie kocham. Poza tym... Zresztą nie ważne
-Po co w ogóle dzwoniłaś?
-Potrzebuje cię
-Mnie czy seksu?
-Ciebie
-Ja mam Magdę to ją kocham- skłamał
-Piotrusiu... Tylko ten jeden raz
-Nie chcę zdradzić Magdy...
-Nie dowie się
-To ma być seks bez zobowiązań, rozumiesz?- powiedział i zaczął rozpinać koszulę



Czytajcie, komentujcie udostępniajcie :D
Jak dalej potoczą się losy Hany i Piotra?


Pozdrawiam 
Aleks