Piotr i Hana

Piotr i Hana

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział IX



W końcu next :P Jest trochę krótki, ale trochę się w nim dzieje ;) Miłego czytania :P


Nie miała żadnych planów na ten dzień. Miała cały miesiąc urlopu zdrowotnego. Mimo iż była dopiero 8, to nie miała ochoty już spać. Nie po tym śnie. Postanowiła się ubrać i pojechać do Krzysztofa. W końcu był jej mężem i go kochała. Chyba. Zaczynała mieć coraz większe wątpliwości. Sambor powiedział jej, że jak wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym tygodniu będą wybudzać jej męża. Czy na pewno tego chciała? Podniosła się z łóżka i podeszła do szafy. Otworzyła drzwi i wzięła głęboki oddech. Co ma na siebie założyć? Wydawało jej się, że na dworze jest całkiem ciepło. Wzięła do ręki dwa wieszaki. Jeden z sukienką w kwiatki do kolan, a drugi z czarną skórzaną spódniczką z wysokim stanem. Spódniczka. Zdecydowanie. Dobrała do tego białą bokserkę i ruszyła do łazienki. Problemy zaczęły się, gdy chciała zapiąć spódniczkę, ponieważ suwak w po prostu stanął w połowie i ani myślał drgnąć wyżej. Czy to możliwe, żeby aż tak przytyła? Po pięciu minutach walki ze spodniczką poddała się i wróciła do swojej sypialni po sukienkę… tu też wystąpiły małe komplikacje, jednak tym razem kobieta dała sobie radę. Zadowolona wyszła z łazienki, by zrobić sobie coś do jedzenia. Jak można się było spodziewać, w jej lodówce znajdowało się niewiele poza jajkami i keczupem. Świetnie. Po prostu świetnie. Nawet nie miała chleba… A jej brzuch coraz głośniej zaczynał się domagać o jedzenie. Kawa to jedyne, co mogła sobie teraz zaserwować. Wstawiła czajnik z wodą i włączyła sobie telewizor. Gdy czajnik zaczął gwizdać, ktoś zadzwonił do drzwi. Wyłączyła gaz i powlokła się otworzyć. przed jej mieszkaniem stał Piotr z walizką w ręku.
-Co tu robisz?- spojrzała na niego z nie małym zdziwieniem. Nie było jeszcze 10, i nie spodziewała się gości o tej porze.
-Umówiliśmy się wczoraj, że przywiozę Ci twoje rzeczy… Poza tym pomyślałem, że twoja lodówka świeci pustkami i kupiłem małe co nie co.- uśmiechnął się.
-Ale jest jeszcze wcześnie… Poza tym miałeś przyjechać z dzieciakami.
-No tak… Ale razem z Asią stwierdziłem, że lepiej będzie, jak zostaną w domu. Widziałaś jak wczoraj na ciebie zareagowały.
-Dlaczego nie zapytałeś mnie o zdanie. W końcu to są moje dzieci, a nie jej.- wiedział, że będzie miała do niego pretensję. I wcale się nie mylił. Patrzyła na niego czekając na wyjaśnienia, chociaż doskonale wiedziała, że nie ma nic na swoją obronę. Głupio mu było nawet się uśmiechnąć. Po kilku minutach stania w milczeniu kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła w głąb mieszkania. Poszedł za nią ciągnąć wielką walizkę. Postawił ją koło kanapy w salonie i przeszedł do kuchni ze sporą reklamówką zakupów. Kobieta kończyła parzyć kawę, a on wyją z torebki bułki i szynkę i zaczął przygotowywać kanapki.
-Jest jeszcze coś o czym chciałem z tobą pogadać.- rzucił nieśmiale. Nawet na niego nie spojrzała. Podniosła do ust swój kubek i złapała łyk ciepłej kawy.- Żenię się…- spojrzał na nią niepewnie. Zaczęła się krztusić. Upuściła kubek, przez co wylała cały wrzątek na swoją wcześniej białą sukienkę. Naczynie uderzyło o płytki, roztrzaskując się na tysiące kawałeczków. Nie wiedziała czy najpierw ma starać się łapać oddech, czy też zdjąć sukienkę, która parzyła jej ciało. Piotr stał jak wryty. Nie łapał co się dzieje. Kobieta odzyskała dech i biegiem ruszyła do sypialni. Gdy tylko tam dotarła zaczęła siłować się z sukienką. W końcu ją ściągnęła. Jej ciało było zaczerwienione. Wyjęła z szafy nowe ciuchy i szybko w nie wskoczyła. –Nie wiedziałem, że tak zareagujesz…- szepnął Gawryło, który od dłuższej chwili stał w drzwiach i przyglądał się kobiecie.
-Zaskoczyłeś mnie… Myślałam… Z resztą nie ważne.- machnęła na niego ręką.
-Nie to chciałem ci powiedzieć. Znaczy nie tylko to.
-Już chyba nic mnie nie zaskoczy.- podeszła do okna.
-Zamierzam z Asią…- zawahał się przez moment.- Ubiegać się o pełne prawo, do opieki nad dziećmi.- dokończył ledwo słyszalnie. Goldberg odwróciła się natychmiast. Twarz miała kamienną, jednak oczy wszystko zdradzały. Widział, że była na niego wściekła.- Tak będzie najlepiej. Przecież oboje wiemy, że nie odnajdujesz się w roli mamy…
-Masz jeszcze jakieś ciekawe wiadomości?!- rzuciła histerycznie.
-Nie.
-Więc się stąd wynoś- w jej oczach zobaczył łzy.
-Hana…
-O 19 przyjadę po dzieciaki. Mają być wtedy spakowane.
-Nie możesz ich zabrać.
-Mogę bo są moje! A nie tej twojej panienki! Wynoś się z mojego domu!!!- podszedł do niej z wyciągniętymi rękoma. Chciał ją przytulić, otrzeć jej łzy. Ona jednak natychmiast go odepchnęła. Zrezygnowany odwrócił się i opuścił jej mieszkanie. Usiadła na łóżku. Otarła łzy cieknące jej po policzku. Nie rozumiała jak Piotr mógł chcieć zrobić jej coś takiego…

~*~*~*~*~*~
-Hana… Wiedziałem, że przyjdziesz.- Radwan weszła do Sali męża, a ten od razu przywitał ją z uśmiechem. Dwie godziny po konfrontacji z Piotrem zadzwonił do niej Sambor i powiedział, że Krzysztof się wybudził. Postanowiła do niego pojechać. I tak nie miała nic lepszego do roboty.
-Jak się czujesz?- usiadła koło jego łóżka. Złapał ją za rękę.
-W porządku.
-Posłuchaj Krzysztof… Może to nie jest najlepszy moment. Ale muszę z tobą porozmawiać… O naszym małżeństwie.
-Mów.- szepnął.
-Nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Nie kocham cię...- wbiła wzrok w podłogę. Długo się nad tym zastanawiała. Rozpatrzyła wiele scenariuszy z Krzysztofem, jednak każdy kończył się rozwodem. W końcu zebrała się na odwagę i spojrzała na męża. Lekko kiwał głową.
-Chciałem ci powiedzieć to samo, przed wypadkiem…








Mam nadzieję, że wam się podobało ;) Wyraźcie swoją opinię w komentarzach
W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
Na mojej facebook'owej stronce "Łatwo jest stracić, trudno odzyskać." będą pojawiały się spoilery i informacje dotyczące opo ;)  
 Jak myślicie? Jak teraz ułożą się stosunki między Haną, a Piotrem? I co z Przemkiem? ;) Chętnie poczytam wasze pomysły w komentarzach.
 Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!

PS. Jak tam mijają wakacje? ;) Wyjeżdżacie gdzieś? :P


Pozdrawiam,
Alex


Witajcie, Kochani! :D

Mam nadzieję, że czekacie na nexta ;) Dodam go już dziś wieczorem, a tym czasem zapraszam was na fb, gdzie będą pojawiały się informacje i spoilery związane z opo :P Jest już spoiler do dzisiejszej części...

https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597 

I mam jeszcze: Czy zmienić wygląd bloga?


Pozdrawiam, 
Alex

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział VIII



Mam dla was obiecany rozdział... Jest chyba troszkę dłuższy od poprzednich. Dziękuję wam za komentarze i za wyświetlenia <3 zapraszam do czytania



-Hana ty…- obudziła się… otworzyła oczy i patrzyła się na mnie czekając aż coś powiem.- Ja… Ja za nic cię nie przepraszałem. Prosili mnie tylko, żebym sprawdził, czy wszystko ok.- rzuciłem jak ostatni debil. Głupio było mi się przed nią przyznać do chwili słabości.
-Ale… słyszałam…- wciąż była blada i zmarnowana.
-Nic nie mówiłem…- nie mogłem jej pokazać, że bardzo mi jej brakowało. Wiele nas poróżniło. Była moją siostrą, ale chyba wstydziłem się jej przyznać do moich uczuć. Po prostu wyszedłem zostawiając ją samą. Idiota ze mnie, wiem. Ona teraz nie powinna być sama. Ale ja nie potrafiłem się cofnąć. Nie mogłem, chociaż próbowałem. Pomyślałem, że najlepiej zamelduje Samborowi, o Hanie, a potem wrócę do hotelu. Tak też zrobiłem. Chociaż miałem do siebie okropny żal.

~*~*~*~*~*~*~*~
Było mi duszno. Powietrze które wdychałam było ciężkie jakby była to sama para. Czułam obecność Przemka. Słyszałam, że coś do mnie mówił, ale rozumiałam co drugie słowo. Jednak gdy powiedział to znamienite „przepraszam” czułam się, jakbym odrodziła się na nowo. Poczułam jak odzyskuje władzę nad swoim ciało. Poczułam chłód na dłoniach. Moje powieki uniosły się bez większego wysiłku. Zobaczyłam mojego braciszka. Miał łzy w oczach, ale chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.
-Też cię przepraszam, Przemek…- szepnęłam. Odskoczył jak poparzony… Zaczął się tłumaczyć, a potem wyszedł. Tak po prostu. Byłam pewna, że słyszałam jak mówi że mnie kocha i że przeprasza. Czekałam aż zawróci. Ale nie zrobił tego. Zamiast niego przyszedł do mnie Sambor. Pytał jak się czuję. Badał mnie. Wciąż było mi słabo. Cały czas czekałam na brata.
-Hana? Słuchasz mnie?-  Michał złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego tępym wzrokiem.
-Tak… A co mówiłeś?- uśmiechnął się szeroko. Jednak mi nie było do śmiechu.
-Że z Krzysztofem jest coraz lepiej.
-To super- szepnęłam, jednak chyba nawet Sambor wyczuł mój brak entuzjazmu.

~*~*~*~*~*~*~*~*~

-Wiesz Piotr… To chyba nie jest najlepszy pomysł- powiedziała Goldberg zapinając pas.- Zawieź mnie po prostu do mnie do mieszkania i tam przywieź dzieciaki.
-Mi się wydaje, że dla niech lepiej będzie dla nich, jak zobaczą cię znowu, w domu w którym mieszkają od prawie trzech miesięcy.- spojrzał na nią odpalając silnik samochodu.
-Boję się bardziej o reakcje twojej kobiety…
-Aśka sama to zaproponowała. Poza tym nie wie przecież, że wciąż ze sobą sypiamy.- na jego słowa Hana poczuła palące ciepło na policzkach. Gawryło uśmiechnął się na ten widok.- Uwielbiam ja się rumienisz… ślicznie wtedy wyglądasz- przejechał zewnętrzną częścią dłoni po jej twarzy.
-Przestań- zwaliła jego rękę.
-Przemek się odezwał?- położył rękę na gałce zmiany biegów.
- Nie… Nie odebrał nawet telefonu.- spojrzała na jego profil.
-Daj mu jeszcze trochę czasu…-  zaproponował.
-Tęsknię za nim… Myślałam, że już będzie między nami dobrze, ale widocznie się przeliczyłam. – położyła dłoń na jego dłoni. Jego kąciki ust powędrowały w górę. Spojrzał na nią. Siedziała poważna.
-Zaraz będziemy. Dzieciaki nie mogą się ciebie doczekać.
-Ja też…- na myśl o swoich pociechach jej oczy zaiskrzyły. Do końca drogi nie rozmawiali ze sobą. Gdy dojechali Piotr pomógł jej wysiąść. Podeszli do klatki. Gawryło zaczął klepać się po kieszeniach.
-Chyba nie wziąłem kluczy do mieszkania.- rzucił speszony. Kobieta uśmiechnęła się szeroko i objęła go. Włożyła dłonie do jego tylnych kieszeni wtulając głowę w jego tors.- Co robisz?- podążył zaskoczony za jej rękoma.
-Pomagam ci szukać. Jak dzieci śpią to lepiej nie dzwonić…- szepnęła.
-Wysyłasz mi sprzeczne sygnały, Hana…
-Nie wysyłam ci żadnych sygnałów- puściła mu oczko.- po prostu chciałam ci pomóc.-  nacisnęła guzik domofonu. Drzwi się otworzyły i Gawryło przepuścił Hanę w drzwiach. Pojechali windą na 6 piętro. Drzwi do mieszkania czekały na nich szeroko otwarte. Piotr wskazał ręką, żeby kobieta weszła pierwsza.
-Idź ty…- szepnęła. Uśmiechnął się i wszedł. Skierowali się do salonu. Na kanapie siedział jej syn. Kolorował jakąś książeczkę. Hana spojrzała na Piotra pytająco, a ten kiwnął głową. Kobieta podeszła do sofy i usiadła obok Ksendka.
-Cześć, kochanie…- szepnęła, ale chłopiec spojrzał na nią tylko wystraszony.- stęskniłam się za tobą.- położyła dłoń na jego główce, jednak on się odsunął. Hana podniosła wzrok. W tym samym momencie do salonu weszła wysoka brunetka. Na rękach trzymała zaspaną Itkę.
-Cześć… Jestem Asia- podeszła do Hany i podała jej rękę.
-Hana…- blondynka uścisnęła  lekko jej dłoń i spojrzała na swoją córeczkę. Urosła od czasu kiedy widziała ją po raz ostatni. Włoski jej wyjaśniały i zaczęły się kręcić.
-Możesz ją wziąć- uśmiechnęła się kobieta. Hana obejrzała się na Ksendka, który wciąż wpatrywał się w nią przenikliwym wzrokiem. Wyciągnęła przed siebie ręce i wzięła małą. Dziewczynka spojrzała przestraszona na Aśkę zaniosła się głośnym płaczem. W jej ślady poszedł jej straszy brat. Aśka chwyciła Itkę i niemal wyrwała ją Hanie. Piotr wziął na ręce syna. Chwilę trwało, zanim dzieci się uspokoiły Hana w tym czasie wyszła do kuchni. Nie wiedziała co ma robić. Była roztrzęsiona. Jej dzieci, które były dla niej wszystkim, nie poznały jej. Co więcej, bały się jej. Oparła się o blat. Po jej policzku popłynęła łza. Usłyszała jak ktoś wchodzi. To była Aśka. Mierzyła ją wzrokiem, który przyprawiał Hanę o jeszcze większe poczucie winy. Brunetka podchodziła coraz bliżej.
-Myślisz, że teraz pstrykniesz palcami i już wszystko będzie w porządku?- spojrzała na nią z wyrzutem.
-O czym ty mówisz?
-Doskonale wiesz. To tak nie działa. Nie było cię tyle czasu a teraz oczekujesz, że wszyscy padną do twych stóp i będzie jak dawniej. Ale wiele się zmieniło. Teraz Piotr już nie leci na każde twoje skinienie. Dzieci też już cie olały. Teraz jest mój czas. A ty powinnaś się usunąć w cień.
-Słucham?- wydusiła z siebie Hana z nutą drwiny. Mimo iż sytuacja przed chwilą ją dobiła, to teraz miała szczerą ochotę się śmiać. I jednocześnie dotarło do niej, że Aśka zgrywa aniołka tylko przy Piotrze.
-Wydaje mi się, że wszystko dobrze słyszałaś. A teraz możesz już iść. bo jakbyś jeszcze nie zauważyła to nikt cię tutaj nie chce.
-Zdziwiłabyś się.- blondynka ją wyminęła i wróciła do salon. Piotr trzymał dzieci na kolanach.- Będę już szła. Wpadnij z nimi jutro, ok.?
-Zawiozę cię.
-Nie… chcę się przejść. Przywieź mi tylko potem rzeczy. Pa maluchy- pomachała swoim dzieciom. Nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Wzięła torebkę i wyszła. Szła ulicami Warszawy i myślała. Wiedziała, że nie jest idealną mamą. Nie umiała być idealna. Jej matka nigdy nie dała jej przykładu jaka powinna być dla swoich dzieci. Ale nie wiedziała co zrobiła aż tak źle, że dzieciaki jej nie chcą. Łzy spływały jej po policzkach, jednak nie miała ochoty nawet ich ocierać. Szła przed siebie. Niebo napływało ciemnymi chmurami. W oddali słychać było grzmoty. Ludzie przyspieszali kroku, żeby uniknąć konfrontacji z żywiołem. Jej było wszystko jedno. Nie przyspieszyła nawet gdy zaczęło padać. Deszcz zmieszany z gradem bombardował ją ze wszystkich stron. Szła przed siebie. Szła, dopóki drogo nie zajechał jej motocykl. Właściciel wstał i otworzył siedzenie. Wyjął z niego kask, który jej podał.
-Siadaj!- krzyknął, żeby zagłuszyć burzę. Hana nałożyła nakrycie na głowę i usiadła za mężczyzną. Nie jechali długo, jednak pokonali spory dystans. Podjechali pod małą kawiarnię i zaparkowali pod małą altaną.
-Po co mnie tu przywiozłeś?- rzuciła podając mu kask.
-Chciałem z tobą pogadać Hana…
-Dzwoniłam. Nie odbierałeś…- spojrzała na niego z wyrzutem.
-Przepraszam… A teraz chodź do środka. Porozmawiamy na spokojnie, ok.?- kiwnęła głową i ruszyła za bratem do kawiarni. Usiedli przy swoim starym stoliku. Podszedł do nich kelner.
-Czy mogę odebrać od państwa zamówienie?- kobieta spojrzała na brata.
-Poproszę latte z karmelem z jedną kostką cukru. I assam bez cukru.- uśmiechnął się do Hany. Kelner zapisał ich zamówienie i odszedł od stolika.
-Nie spodziewałam się, że pamiętasz jaką herbatę lubię.- także lekko się uśmiechnęła. Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
-Czemu spacerujesz w taką pogodę? Dopiero wyszłaś ze szpitala. Chcesz tam wrócić z anginą?- rzucił z lekkim wyrzutem.
-Uwierz, że naprawdę jest mi wszystko jedno.- spuściła wzrok.
-Coś się stało?- złapał ją za rękę.
-Nie chce mi się o tym gadać.- powiedziała, kiedy dostali swoje zamówienie. Patrzyła na Przemka, wciąż nie dowierzając, że siedzi tu razem z nią.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda?
-Wiem.
-Hana… Ja… Tamte przeprosiny w szpitalu… Były szczere. Chciałbym naprawić to wszystko między nami. Oczywiście jeśli się zgodzisz.- spojrzał na nią pytająco, wręcz prosząco. Nic nie odpowiedziała. Tylko kiwnęła mu głową.
-Moje dzieci się mnie boją.- szepnęła w końcu. Spuściła wzrok, żeby nie patrzeć bratu w oczy.
-Czemu?
-Nie wiem. Boje się, że całkiem je straciłam. Ten aniołek z różkami mi je odebrał.
-Hana… to ty jesteś ich mamą. To ciebie kochają. Dawno cię nie widziały. Ale obiecuje ci, że wszystko wkrótce wróci do normy.
-A jeśli nie?
- Zabierz je z powrotem do siebie…
-To nie takie łatwe, Przemek. Przywiązały się do Piotra… i do tego szatana w spódnicy. Wiesz co ona mi powiedziała?
Rozmawiali ze sobą jeszcze dobrą godzinę. Nie była to taka rozmowa, jak te z dawnych lat, jednak zrobili jakiś krok ku sobie. Potem Przemek odwiózł ją do domu. Była tak padnięta, że zasnęła nawet bez kąpieli.
~*~*~*~*~*~*~*~
-Wiesz Piotr? Kocham cię…- szepnęła wtulając się w nagi tors swojego faceta.
-Ja cię też…- pocałował ją w czubek głowy.
-Co tu się dzieje?!- do sypialni wpadła rozwścieczona Aśka.
-Kochanie… To nie tak jak myślisz…- Piotr wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać. Hana leżała oparta na łokciach. Nie mogła się ruszyć.
-Robisz ze mnie idiotkę?! Od dawna to się ciągnie?!- rzuciła w Gawryłę koszulką.
-Nie.- podszedł do niej z wyciągniętymi rękoma.
-Wynoś się stąd. Wynoście się oboje!- odepchnęła go.
-Asiu…
-JUŻ!
-Zachowujesz się, jak dzieciak! Daj mi to wytłumaczyć, nie przerywając, ok?!
-Zniszczę cię! Zniszczę was oboje.- rzuciła w kierunku Hany, a jej twarz zaczęła przybierać kształt głowy węża. Źrenice zrobiły się podłużne, a tęczówka rozlała się zielenią na całą gałkę. Z ust wyłonił się cienki rozdwojony język.

~*~*~*~*~*~*~*~

Gdy zadzwonił budzik, Hana poderwała się z łóżka cała zapocona. Tego koszmaru z pewnością na długo nie zapomni...



Mam nadzieję, że wam się podobało ;) Wyraźcie swoją opinię w komentarzach(dacie rade 25? :P).
W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
i FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597 


 Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!
Tym którzy zakończyli już swój rok szkolny, życzę udanych wakacji :*


Pozdrawiam,
Alex






poniedziałek, 15 czerwca 2015

Witajcie Kochani,
Przepraszam Was za kolejny przestój, ale po prostu nie mam czasu nic napisać. Myślę, że następne opo dopiero po 26, bo teraz dopiero moi kochani nauczyciele uświadomili sobie, że nie mają wystarczająco ocen żeby wystawić oceny i tak oto w tym tygodniu mam jeszcze trzy sprawdziany i parę kartkówek <3 A w następnym mam "wycieczkę" (jedzie ktoś może na przystanek PaT, 23-24 czerwca? :P). Tak więc wtorek-środa odpada, a w czwartek i piątek mam parę spotkań ze znajomymi, żeby świętować przeżycie kolejnego roku szkolnego :P Ale obiecuje zrekompensować Wam to długiiiim rozdziałem, i mam spoiler na zachętę ;)


"Ale ja nie potrafiłem się cofnąć. Nie mogłem, chociaż próbowałem." 
"Myślisz, że teraz pstrykniesz palcami i już wszystko będzie w porządku?[...] To tak nie działa"
"Zachowujesz się, jak dzieciak! Daj mi to wytłumaczyć, nie przerywając, ok?!"
"-Przepraszam...

"-Zniszczę cię! Zniszczę was oboje."


Zapraszam już w najbliższe wakacje :)


Pozdrawiam,
Aleks

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział VII



-Hanie się pogorszyło...-rzuciła bez ogródek.
-Jak to się pogorszyło? Czemu? Przecież jak wychodziłem było wszystko ok.- usiadłem na fotelu. Aśka spojrzała na mnie pytająco.
-Nie wiem czemu... Nagle zbladła, a potem zemdlała. Nie mogliśmy jej ocucić więc zabraliśmy ją na tomografię. Wykryliśmy krwiaka. Widocznie wcześniej był zbyt mały, żeby go zauważyć. Ale prawdopodobnie pod wpływem jakiegoś stresu musiał się powiększyć. Piotr… Możesz przyjechać? Dobrze by było, żeby był przy niej ktoś bliski.- wziąłem głęboki oddech. Za dużo informacji na raz.
-Mogę wziąć dzieci? Bardzo za nią tęsknią.- nie chciałem tam jechać sam. Poza tym, już niedługo moje dzieciaczki zapomną jak wygląda ich mama.
-Piotr… przecież wiesz, że nie możesz. To wbrew zasadom.
-Lena... a jeżeli to będzie ostatnia szansa, żeby ją zobaczyły?
-Nie mów tak. Przyjeżdżaj szybko.- rzuciła i się rozłączyła.
-Muszę jechać.- powiedziałem Aśce wstając z fotela.
-Gdzie? Co jest, Piotr?
-Z Haną jest bardzo źle. Jak dzieciaki wstaną to nakarm je. Nie wiem czy wrócę na noc.
-Jak to nie wrócisz?! Przecież wiesz, że Ksendek bez ciebie nie zaśnie.
-Musisz sobie poradzić. Na razie- rzuciłem i wyszedłem. Jechałem jak szalony. Dziękować Bogu, że nie zatrzymała mnie policja. I tak wydawało mi się, że jechałem wieczność. Do szpitala wbiegłem tempem, które wydawałoby się niemożliwe. Biegłem na OIOM. Hana leżała na swoim łóżku. Jakby spała, ale oddychała bardziej spokojnie niż snu. Z daleka wyglądało, jakby wcale nie oddychała. Podszedłem do niej. Była blada jak ściana. Pogłaskałem ją po głowie. Na sale weszła Lena. Spojrzałem na nią.
-Jeżeli do pojutrza krwiak się nie wchłonie będą ją operować.- usiadła na brzegu łóżka Hany. Złapała ją za dłoń.
-Kto ją będzie operował?
-Sambor i Tretterem…
-To moja wina?
-To nie jest niczyja wina…
~*~*~*~*~*~*~*~

Mój pierwszy dzień w nowej pracy dobiegł końca. Rano strasznie się go bałam, tak strasznie, że nawet śniadania nie zjadłam. W szpitalu byłam całe pół godziny przed czasem. Jak weszłam do pokoju lekarskiego czekał na mnie komitet powitalny. Mój ukochany braciszek- Przemek i jego dziewczyna- Wiktoria, mój nowy szef-Stefan i jeszcze jeden lekarz. Chyba chirurg, bo ubrany był w niebieski uniform. Nie widziałam jego twarzy, bo stał twarzą w stronę okna.
-Hej, Hana!- rzuciła Wiki, gdy tylko mnie zobaczyła i uścisnęła mnie z uśmiechem. W tym momencie tajemniczy mężczyzna odwrócił się przez co mogłam ujrzeć jego twarz. Jedyne co wtedy pomyślałam to było „WOW!!!”.  Takie ciacho… i będę z nim pracować w jednym szpitalu??? Taaaak! Podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Cześć, jestem Piotr.- uśmiechnął się pokazując cały rządek białych zębów. Był wręcz cudowny, jak nie z tego świata. Te jego słodkie brązowe oczy… I ta siwizna na skroniach, która tak bardzo dodawała mu uroku. Miał drobne zmarszczki tu i ówdzie, ale mimo to cholernie mi się spodobał. Mogę powiedzieć więcej… zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia… Podałam mu dłoń. Gdy nasze palce się zetknęły przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-A ja Hana, miło mi cię poznać- uśmiechnęłam się lekko. I tak właśnie go poznałam. Potem się dowiedziałam, że cały dzień ma być moim „aniołem stróżem”. Bardzo mnie to cieszyło… Ale mojego brata chyba nie. No ale cóż… to nie był ciężki dzień. Spodziewałam się czegoś gorszego. A fakt, że przez cały dzień Piotr chodził za mną krok w krok jeszcze bardziej napawał mnie optymizmem. W przerwie poszliśmy na kawę do szpitalnego bufetu. Piotr kazał mi usiąść i poszedł zamówić dla nas napój. Uśmiechnęłam się do niego gdy wrócił. On także się uśmiechnął. Postawił przede mną filiżankę. Mmm… to było pyszne.
-Smakuje?- uniósł lekko kąciki ust.
-Bardzo…- zaśmiałam się.
-To bardzo się cieszę- puścił mi oczko. Bawiło mnie to. Tak samo, jak bawiło mnie moje zachowanie, zakochanej nastolatki. Ale naprawdę czułam w brzuchu te motyle…
-Słuchaj… Może dasz się dziś wyciągnąć wieczorem na jakąś kolacje? Może pokazałbym ci kawałek Warszawy?- zaraz, zaraz… czy on mnie właśnie zaprosił na randkę? No oczywiście słodziaku, że z tobą pójdę…
-Wiesz… Z przyjemnością… tylko powiedz gdzie i o której…- uśmiechnęłam się. On także się uśmiechał. Było tak słodko, że aż chyba za bardzo… Ale nie mogłam się opanować.
-Mmm…O 19 po ciebie przyjadę. Masz, napisz mi swój adres- podał mi mały notatniczek i długopis. Napisałam najwyraźniej jak tylko umiałam i podałam mu powrotem jego „gadżety”. Będę miała randkę z największym przystojniakiem jakiego kiedykolwiek widziałam…

~*~*~*~*~*~*~

-Wiesz czego najbardziej żałuje? Że cię zostawiłem kiedy potrzebowałaś mnie najbardziej. Że traciłem czas na ciąganie cię po sądach, a nawet nie zapytałem jak się czujesz, czy nie trzeba ci jakoś pomóc, że nie przytuliłem cię… widziałem, że cała ta sytuacja cię przerasta. Przepraszam cię, Hana. Zakochałem się w tobie, jak zobaczyłem cię wtedy pierwszy raz, twojego pierwszego dnia w pracy. Tak pięknie się do mnie uśmiechałaś. Nigdy nie przestałem cię kochać…- mówiłem do niej, jak kazała mi Lena. Wciąż była nieprzytomna. Wciąż blada i zimna. Zastanawiałem się, czy czuje ten chłód, albo czy słyszy co do niej mówię. Leżałem koło niej i przytulałem ją do siebie. Uświadomiłem sobie, że jednak nie powinienem przywozić tu dzieci. To nie jest mama, jaką powinny oglądać. Jeżeli coś się jej stanie, to lepiej, żeby zapamiętały ją, jeżeli w ogóle, taką jaka zawsze była. Uśmiechniętą i beztroską. Cieszącą się z każdego drobiazgu, ceniącą każde małe stworzonko. Teraz nawet jej blond włosy przybrały mysio-szarą barwę. Miałem nadzieję, że krwiak się wchłonie. Nie chciałem, by musiała przechodzić tak ciężką operacje. Bałem się o nią. A co jeżeli jej zabraknie? Co z naszymi dziećmi? Za jakąś godzinę miała mieć kolejną tomografie.


~*~*~*~*~*~

Obudziłam się, bo zrobiło mi się chłodno. Otworzyłam oczy. Piotr już nie spał. Przyglądał mi się. Nic nie powiedziałam, tylko złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
-Mmm. Dzień dobry- szepną cicho.
-Dzień dobry…- odpowiedziałam wtulając się w jego tors. Pogłaskał mnie po głowie, a następnie przykrył mnie dokładniej.
-Wyspałaś się?
-Powiedzmy…- zaśmiałam się. Tej nocy mieliśmy nasz pierwszy raz.

~*~*~*~*~*~*~*~

Druga doba po operacji, a ona wciąż spała. Tak bardzo chciałem, żeby otworzyła oczy. Albo chociaż ścisnęła moją rękę. Czekałem, bo cóż innego mogłem zrobić. Musi się w końcu obudzić. Dzieci za nią tęsknią. Z resztą ja też.
-Piotr… Jedź do domu. Wykąp się, bo naprawdę nie przyjemnie się tu wchodzi, stary- usłyszałem Przemka. Stał w drzwiach.
-Nie mogę jej zostawić samej…
-Ja z nią zostanę…- powiedział po czym niemal wyrzucił mnie z Sali… cóż innego mogłem zrobić, jak tylko jechać do domu.

~*~*~*~*~*~*~

Moja malutka siostrzyczka leżała tu taka bezbronna. Podszedłem do jej łóżka. Leżała tu już tyle czasu, a ja dopiero teraz zebrałem się na odwagę, żeby do niej przyjść. Kiedyś byliśmy nie rozłączni…  A potem? Potem padło między nami za dużo złych słów i za dużo krzywd sobie wyrządziliśmy.
-Kocham cię, mała… i przepraszam- szepnąłem. Dlaczego tylko jak spała? Zamknąłem oczy. Położyłem jej dłoń na ramieniu.
-Też cię przepraszam, Przemek…




Hej:) sorry, że tak późno, ale dopadła mnie wena ;) mam nadzieję, że wam się podobało? :P jak tak to komentujcie ;)


Pozdrawiam Aleks

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział VI



Znowu nawaliłam. Sorka, ale tak niestety wyszło :/ Teraz tylko oby do końca kwietnia, potem w szkole będą już większe luzy i będę miała więcej czasu dla was :P Dzięki za wejścia!!! Jesteście cudowni :*  Zapraszam na opo ;)




Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat… Osoba, która jest przy nas całe życie. Która nas wspiera, ale i dołuje. Której nikomu nie pozwolimy poniżyć, chociaż sami robimy to prawie codziennie. Ktoś, kogo kochamy, ale mu o tym nie mówimy. Młodszy brat… Osoba, która uważa nas za wzór do naśladowania. Która nas szanuje i jednocześnie nie szanuje. Ale jest kimś, komu możemy powierzyć nasze tajemnice… Kimś, kto zna nas lepiej, niż my sami… A ja poznałem mojego brata dopiero w wieku 42 lat. Nie wiedziałem jakim cudem mam brat. Kiedy moi rodzice się rozwiedli miałem 7 lat. Od tamtej pory nie widziałem mojej matki. Ale nie przypominam sobie, żebym miał brata. Mimo iż Krzysztof rzekomo był moim młodszym bratem to ja wciąż go nienawidziłem. Cieszyłem się, że prawdopodobnie już nigdy się nie obudzi, chociaż wiedziałem, że nie powinienem tak życzyć nawet obcemu. On odebrał mi żonę… Dzieci…
-Piotr… Piotr… Budzimy się…- usłyszałem głos Hany.
-Co jest?
-Zemdlałeś…- zamrugałem pare razy. Leżałem na szpitalnym łóżku obok Hany.- Dobrze się czujesz?
-Nie.
-To dobrze… Jak to nie?
-Nie! Nagle dowiaduje się, że mam brata! Jak ty byś się czuła?!- uniosłem głos.
-Nie krzycz na mnie Piotr… Nic nie zrobiłam.- wstałem z łóżka. Zakręciło mi się w głowie.
-Nic nie zrobiłaś…- spojrzałem na nią z lekką pogardą… no może trochę bardziej niż lekką. Ruszyłem w stronę drzwi.
-Piotr… zaczekaj…-złapała mnie za ramię. Wyrwałem się.
-Zostaw mnie.- wyszedłem. Byłem niemiły. Wiem. Ale nie umiałem inaczej. Byłem bardzo rozczarowany… wyszedłem ze szpitala. Usiadłem na ulubionej ławce i zapaliłem papierosa. Jednego, drugiego… gdy zrobiło mi się niedobrze, uświadomiłem sobie, że Hana została tam zupełnie sama. Ale nie zamierzałem wracać. Może jutro. Wsiadłem do samochodu. Prawie godzinę stałem w korku. Jednak w końcu udało mi się dotrzeć do domu. Drzwi były zamknięte. Wygrzebałem z kieszeni klucze i wszedłem do środka. Od progu usłyszałem śmiech Ksendka. Mała pewnie spała. Zdjąłem bluzę i przeszedłem do salonu. Aśka i Ksendek układali puzzle. Mały jak tylko mnie zobaczył zeskoczył z kolan mojej dziewczyny i podbiegł do mnie. Wziąłem go na ręce i ucałowałem.
-Czesc tattoooo
-Cześć… Jak się bawiłeś?- uśmiechnąłem się do niego. Położył mi głowę na ramieniu i zamknął oczy. Chyba był zmęczony. Zaniosłem go do pokoju. Położyłem go na jego łóżku. Uśmiechnął się do mnie, a chwilę potem zasnął. Poszedłem zobaczyć do Itki. Słodziutko spała. Jak jej mamusia… Nie, stop. Nie będę myśleć o Hanie. Pogłaskałem maleństwo po głowie. Odwróciłem się. U drzwiach stała Aśka. Uśmiechała się. Podeszła do mnie i mnie objęła. Schyliłem się i pocałowałem ją.
-Idę wziąć prysznic…- szepnąłem jej na ucho.
-Iść z tobą?- zagryzła wargę.
-Kuszące, ale pójdę sam.- założyłem jej za ucho kosmyk włosów i minąłem ją.
~*~*~*~*~
Znowu byłam sama… Piotr wyszedł ponad półtorej godziny temu. Miałam nadzieję, że wróci, ale chyba jakby miał wrócić to już by to zrobił. Nie powinnam była mu tego mówić. I nie powinnam tyle tego ukrywać. Byłam na siebie wściekła. Znowu zraniłam faceta, którego kochałam najbardziej na świecie.
Idiotka.
Idiotka.
Idiotka.
Zadzwonić do niego? A jak nie odbierze? A jak odbierze? Kurcze… Zaczęłam zachowywać się jak zakochana nastolatka. Wzięłam telefon i wybrałam jego numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci, szósty. W końcu ktoś odebrał.
-Cześć Piotr. Słuchaj, przepraszam…- zaczęłam mówić nie czekając zanim ktoś się odezwie po drugiej stronie.- Ja chciałam ci powiedzieć już dawno, ale nie wiedziałam jak…
-Przepraszam, że pani przerywam, ale Piotr jest pod prysznicem. Mogę jakoś pomóc?- usłyszałam głos jakiejś kobiety. Zapewne tej ze zdjęć.
-Yyyyy… Może mu pani przekazać, żeby oddzwonił?
-Oczywiście… A kto mówi?- no tak… mam zastrzeżony.
-Hana. Hana Goldberg.- szepnęłam. Zastanawiałam się, czy już się nie rozłączyć…
-Hana? Ta Hana?- zapytała po chwili
-Zależy o jaką pani pyta- odpowiedziała trochę nie miło.
-Masz wspaniałe dzieci.- od kiedy jestem z nią na TY? Zaczynała mnie coraz bardziej denerwować.
-Mogę porozmawiać z Ksendkiem?- nie miałam ochoty słuchać tej kobiety. Też mi odkrycie, że moje dzieci są wspaniałe…
-Śpi… Przekażę Piotrowi, że dzwoniłaś…
-Dziękuję… Dowidzenia.- rzuciłam i rozłączyła, się. Zaraz… Co się ze mną działo? Przecież zwykle starałam się być miła dla ludzi. A wobec niej nie miałam ochoty nawet udawać. Położyłam komórkę na szafce koło łóżka. I co teraz? Byłam sama. Nie miałam nawet książki, żeby poczytać. Może poprosić Lenkę, żeby przyszła. Albo Przemka. No fakt Przemek odpada. Odkąd wyszłam za Krzysztofa nie żyjemy ze sobą najlepiej. Owszem, jest wujkiem dla moich dzieci, ale ja nie mogę liczyć na wspólny wyskok na kawę, czy też całonocne pogaduchy. Kiedyś nienawidził Piotra, jednak w końcu się zaprzyjaźnili. Tak bardzo, że koniec końców, mój własny brat mnie znienawidził. Nie dość, że straciłam faceta to i brata. Po moim rozstaniu z Piotrem przez długi czas nie odbierał ode mnie telefonu. Unikał mnie w  szpitalu. Aż w końcu nie wytrzymałam i poszłam do niego do domu.

~*~*~*~*~

Ciepły sierpniowy wieczór. W ciągu dnia trochę padało, ale koło 16 wszystko zaczęło powoli wracać do normy. No prawie wszystko. Tak na prawdę to tylko pogoda… Dzwoniłam dziś do Przemka już pięć razy. I nic. Nie odebrał ani razu. Nie mogłam już tego wytrzymać. W ciągu trzech ostatnich miesięcy nie odezwał się do mnie ani słowem. A ja go teraz potrzebowałam. Zostałam sama… W ciąży… Od równo tygodnia nie jestem żoną Piotra. Poważnie rozważam wyjazd do Izraela. Tu moje życie już nie ma sensu. Nie poradzę sobie sama z dzieckiem. Zawsze marzyłam, żeby zostać mamą. Ale teraz? Wychowywałam się przez jakiś czas w niepełnej rodzinie. I nie było to fajne. Nie chciałam, żeby mój synek też musiał to przeżywać. Cały czas miałam nadzieję, że Piotr mi wybaczy. Kochałam go. Zawszę będę go kochać.  Tak samo jak kocham mojego brata. Jednak żaden z nich nie chciał mnie znać. Zrobiłam Piotrowi straszne świństwo. Wiem. Ale jestem pewna, że to jego dziecka się spodziewam. Musiałam teraz porozmawiać z Przemkiem. Potrzebowałam, żeby mnie przytulił, pocieszył. Prawie byłam już pod hotelem, kiedy zawahałam się. Nie. Muszę z nim pogadać. Przyspieszyłam kroku. Po chwili stanęłam przed drzwiami domu mojego brata. Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze. Nacisnęłam dzwonek. Po chwili otworzył mi mój brat. Spojrzał na mnie i zrobił sobie swoją charakterystyczną zrezygnowaną minę.
-Cześć. Mogę wejść?- zapytałam patrząc na niego prosząco.
-Oli ani Wiktorii nie ma.- rzucił oschle. Mimo tego tak miło było słyszeć jego głos.
-Wiesz przecież, że przyszłam do ciebie.
-My chyba nie mamy o czym rozmawiać.
-Przemek, proszę… Potrzebuję cię.
-Ostatnio jak kogoś potrzebowałaś, to znalazłaś sobie kochanka. Więc możesz iść do niego.
-Przemek…
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, jasne?
-Ale…
-Idź już. I nie przychodź więcej.- zamkną mi przed nosem drzwi. Po moim policzku spłynęła łza.

~*~*~*~*~*~

Po moim policzku spłynęła łza. I jeszcze jedna. A za nią kolejne. Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Zrobiło mi się bardzo zimno. Drzwi do sali się otworzyły. Stanęła w nich Starska. Spojrzałam na nią. Kręciło mi się w głowie.
-Lena… Słabo mi…

~*~*~*~*~*~

Wyszedłem spod prysznica. Trochę mi to pomogło. Mój synek dalej spał, a Aśka karmiła Itkę.
-Dzwonił do ciebie telefon- rzuciła moja kobieta jak mnie zobaczyła.
-Kto?- zdziwiłem się lekko.
-Hana. Prosiła żebyś oddzwonił. – odstawiła bulkę małej. Podszedłem i wziąłem moją córeczkę. –Oddzwonisz?
-Nie…
-Czemu? Wydaje mi się, że jej na tym bardzo zależało- spojrzałem na nią karcąco. – Dobra, już dobra. Mam się nie wtrącać. – gdy skończyła mówić zadzwonił mój telefon.- mówiłam, że jej zależało.
-To nie ona. To Lena.- rzuciłem i odebrałem telefon.- Halo?
-Piotr. Przyjeżdżaj szybko. Hanie się pogorszyło- rzuciła bez ogródek.






Co dalej? 
Może 20 kom? :P 
Tylko bez spamu :D
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie 

Pozdrawiam,
Aleks