Piotr i Hana

Piotr i Hana

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział X



Patrzyła na swojego męża z niedowierzaniem. Chciał ją zostawić?? Pokręciła z niedowierzaniem głową.
-Myślisz, że nie wiem, że miałaś romans?- rzucił po długim milczeniu.
-Krzysztof…
-Nie musisz się tłumaczyć. Najlepiej już idź.- kiwnęła głową. Miał racje. Nie miała powodu by mu się tłumaczyć. Nie musiała. Odwróciła się na pięcie i wyszła. Po prostu. A on nawet nie próbował jej zatrzymać. Może to i dobrze. Szła przed siebie. Co raz zatrzymywał ją ktoś, żeby zapytać jak się czuje, co u dzieciaczków. Wiedziała, że musi zamienić z każdym choć parę słów, żeby nie wyjść na nieuprzejmą, jednak robiła to naprawdę niechętnie. Spotkała też Przemka. Na jej widok chirurg lekko się uśmiechnął i ruszył w jej kierunku. Ona również wyszła mu naprzeciw. Kiedy stanęli naprzeciwko siebie Zapała lekko obiją siostrę i przytulił ją do siebie. Poczuła się niepewnie. Nie spodziewała się takiego gestu ze strony brata.
-Hej, siostrzyczko.- szepnął jej na ucho i odsunął się.
-Hej.- lekko się do niego uśmiechnęła.
-Myślałem, że masz zwolnienie, po tym całym wypadku. I że cały dzień spędzisz ze smykami…- spojrzał na nią oczekując wyjaśnień.
-Mam zwolnienie. Wpadłam na chwilę zobaczyć co z Krzyśkiem.- na jej słowa, usta Przemka zacisnęły się w cienką linię. Radwan położyła mu dłoń na ramieniu. Wiedziała, że jej brat absolutnie nienawidzi jej męża. Już wkrótce byłego. Ale stwierdziła, że nie powie mu jeszcze o tym, że rozstała się z Krzysztofem. Zacząłby zadawać za dużo niepotrzebnych pytań.- A po dzieciaki jadę o 7.
- Czyli jednak poszłaś za radą młodszego braciszka.- uśmiechnął się do niej. Pokiwała głową z lekkim uśmiechem. Spojrzała na zegarek.
-Wiesz, musze już iść. chciałam jeszcze wstąpić do sklepu, a jest już 18. Matko, jak ten czas szybko leci…- pokręciła głową z niedowierzaniem. Pożegnała się z bratem i ruszyła do wyjścia. Wsiadła do samochodu i powoli wyjechała z przyszpitalnego parkingu. Miała już nauczkę, że nie należy szaleć na drodze. Szczególnie w tak deszczową pogodę, jaka była dziś. Jechała przepisową sześćdziesiątką, i nic nie robiła sobie z kierowców, którzy trąbili na nią , a następnie wyprzedzali. Postanowiła wstąpić do marketu koło bloku Piotra. Weszła do sklepu i wzięła wózek. Miała w planach kupić tylko pieczywo na kolacje i coś do picia, jednak skończyło się jak zawsze. Z pięcioma torbami pełnymi zakupów i paragonem na 200zł wyszła ze sklepu. Wrzuciła zakupy do bagażnika. Wsiadła do auta i odpaliła silnik. Spojrzała na zegar na monitorze pokładowym. Było już pięć po siódmej. Do przejechania miała jeszcze jakieś pięć minut. Napisała Gawryle SMS’ a „Zaraz będę.”. Wrzuciła tylny bieg i odciągnęła ręczny. Niedługo potem stała pod drzwiami Piotra. Zadzwoniła dzwonkiem. Nie czekała długo, by mężczyzna jej otworzył. Na rękach miał jej córeczkę. Była już ubrana w jesienną kurteczkę.
-To nie jest dobry pomysł Hana. Oni nie są gotowi, żeby do Ciebie wrócić.- zaczął na „dzień dobry”.- W miał nadzieję wybić jej z głowy pomysł zabrania dzieci.
-Wiesz co nie jest dobrym pomysłem? Żeby moje dzieci wychowywała obca kobieta. Przyniesiesz mi ich rzeczy?- wzięła od niego małą. Wbrew oczekiwaniom obojga, mała zamiast zacząć płakać, tak jak dzień wcześniej, szeroko uśmiechnęła się do swojej mamy, pokazując trzy białe ząbki. Kobieta z ulgą także się do niej uśmiechnęła i pogłaskała ją po główce.
-Hana… Proszę cię.- Gawryło złapał ją za rękę. Natychmiast mu się wyrwała.
-A ja Cię proszę, żebyś przyprowadził Ksendka i przyniósł rzeczy dzieci.- kiwnął głową i odwrócił się na pięcie. Chwilę później wrócił trzymając za rączkę ich synka, i drugą ręką ciągnąc walizkę. Chłopiec też był już gotowy do wyjścia, więc Hana wyciągnęła do niego rękę, czule się przy tym uśmiechając. Malec niepewnie chwycił ją za dłoń.
-Pomóc Ci?- zapytał Gawryło wskazując na walizkę, którą wciąż trzymał.
-Byłoby miło. – spojrzała na niego i ruszyła razem z dziećmi w stronę windy. Zamknął drzwi i ruszył za nimi. Po chwili całą czwórką byli już na dole. Hana pomogła dzieciom wsiąść do samochodu, a Piotr włożył walizkę do jej bagażnika, obok toreb z zakupami. Potem pożegnał się jeszcze raz z dziećmi i wrócił do domu. Kobieta odpaliła samochód.
-Jak się czujesz, kochanie?- zaczęła zagadywać Ksendka, który wyraźnie czuł się nieswojo. Chłopiec spojrzał tylko na jej odbicie w lusterku, jednak nie odpowiedział. Kobieta westchnęła cicho. Wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer swojego brata. Włączyła głośnik i położyła telefon na fotelu obok.
-Hej Hana. Stało się coś?- Zapała odebrał po kilku sygnałach.
-Nie… Masz chwilę?- uśmiechnęła się na myśl o troskliwości brata.
-Pewnie. A co?
-Potrzebuje pomocy, przy rozładowaniu samochodu. Nie mogę zostawić dzieciaków samych, a wszystkiego na raz nie zabiorę… Poza tym, myślę, że dzieciaki stęskniły się za wujkiem.- powiedziała  patrząc w tylne lusterko.
-No pewnie, że przyjadę. Będę za jakieś 20 minut.
-Ok., trzymaj się.
-No pa.- rozłączyła się i zaparkowała pod blokiem. Wysiadła z samochodu zabierając swoje rzeczy. Podeszła do tylnich drzwi i najpierw pomogła wysiąść Ksendkowi, a potem wzięła na ręce małą. Chwilę potem byli już w mieszkaniu. Ksendek od razu poznał „swój” dom i nie czekając, aż Hana zdejmie mu kurtkę popędził do swojego starego pokoju. Kobieta w tym czasie rozebrała małą i posadziła ją do łóżeczka turystycznego w salonie. Dała jej parę zabawek.
-Zaraz do ciebie wrócę, królewno, tylko zajrzę do twojego braciszka.- pocałowała ją w czoło. Poszła po śladach ubłoconych małych bucików. Weszła do pokoju swojego synka. Usiadła koło niego na podłodze. Bawił się samochodzikami, które kiedyś kupił mu Krzysztof.-Hej, przystojniaku. Mogę zdjąć Ci kurtkę?- uśmiechnęła się do niego, ściągając mu z głowy czapkę. Spojrzał na nią brązowymi oczkami, co odebrała za zgodę. Zdjęła jego kurtkę, a potem buciki. – Odezwiesz się do mnie, dziś?- spojrzała na malca prosząco.
-Dlaczego nas zostawiłaś, mamusiu?- w końcu usłyszała jego piskliwy głosik.
-Nie zostawiłam was, kochanie. Byłam trochę chora i nie mogłam się wami zajmować przez jakiś czas, więc mieszkaliście u taty. Ale już jestem.- wyciągnęła w jego stronę ręce, a on usiadł jej na kolana.
-Ale ciocia Asia powiedziała, że już nas nie chcesz, i że już nie wrócisz- powiedział ze łzami w oczach.
-Heej… To przecież nie prawda. Kocham was najbardziej na świecie. I nie zostawiłabym was. A ciocia Asia, nie mówiła prawdy. Poza tym, teraz już nigdzie się nie wybieram. I może niedługo polecimy we trójkę do babci. Do Izraela. Co ty na to?- pogłaskała go po główce. Pierwszy raz od bardzo dawna, zobaczyła na jego twarzy uśmiech. Tak bardzo za tym tęskniła.
-Chcę!- krzyknął chłopiec.
-No dobrze- ona także się do niego uśmiechnęła.- To teraz się pobaw, a ja pójdę do twoje siostry. Zgoda?- Ksendek kiwnął głową, ponownie siadając na kolanie. Kobieta lekko pocałowała jego policzek i wyszła. Miała nadzieję, że wszystko wróci do normy. Podeszła do swojej córeczki i wzięła ją na ręce.- Ciebie też kocham najbardziej na świecie, księżniczko!- powiedziała, lekko nią zakręcając. Mała zaczęła się głośno śmiać. Wbrew obawom Hany, żadne z jej dzieci nie zanosiło się płaczem , jak podczas wczorajszego spotkania. Po krótkiej zabawie z Itką, kobieta usłyszała dzwonek do drzwi.
-Proszę!- krzyknęła. Usłyszała dźwięk otwieranych, a chwilę później zamykanych drzwi.
-To ja- krzyknął z przedpokoju jej brat.
-Słyszysz malutka? Wujek przyjechał.- uśmiechnęła się do córeczki. Na progu salon staną Przemek.
-To co mam przynieść?- zapytał bez większych wstępów.
-Tam leżą kluczyki. W bagażniku mam walizkę dzieciaków i trochę zakupów. Zrobię herbatę- uśmiechnęła się i wstała. Wzięła małą na ręce i ruszyła do kuchni.
-Widzę, że humor ci się poprawił- rzucił Zapała.- zaraz wrócę- krzyknął i chwilę potem zamknął drzwi. Hana wstawiła czajnik i wyjęła z szafki kubki. Na ręku trzymała swoją córeczkę, która bawiła się jej włosami. Wrzuciła do kubków torebki z herbatą i zalała je wrzątkiem. Drzwi ponownie się otworzyły.
-Małe zakupy- krzyknął od progu Przemek. Chwile później wszedł do kuchni z torbami. Położył je na blacie i wziął na ręce swoją siostrzenice.- Hej, piękna. Urosłaś.- uśmiechnął się. Hana w tym czasie zaczęła rozpakowywać  zakupy. – jest podobna do Ciebie, zresztą tak samo jak młody- Zapała puścił siostrze oczko.
-Lepiej siadaj i pij herbatę. Chcesz kanapkę? Musze zrobić kolacje Ksendkowi. – mówiła rozkrajając bułkę.
-Nie, dzięki nie jestem głodny… A jak tam twoje sprawy z Piotrem?- spytał nie pewnie.
-Nijak. Piotr się żeni…- szepnęła smutno. Wiedziała, że już nie uda jej się go odzyskać. Do tej pory wciąż się łudziła, że razem z Gawryłą na nowo zbudują szczęśliwą rodzinę. Że razem będą wychowywać ich dzieci. Jednak on widocznie nie miał takich planów. Trudno. Musiała przestać się łudzić.



______________________________________________________________

Przepraszam, za ten przestój, ale miałam problemy z kompem. Mam nadzieję, że część wam się podobała :P Jednak bezsenne noce, są najlepsze na pisanie ;) 


W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
 
Co będzie dalej między HaPi? Zejdą się jeszcze? Czekam na wasze pomysły w kom i zapraszam do lajkowania mojej stronki na fb ;)
 
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!



Pozdrawiam,
Alex

 


czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział IX



W końcu next :P Jest trochę krótki, ale trochę się w nim dzieje ;) Miłego czytania :P


Nie miała żadnych planów na ten dzień. Miała cały miesiąc urlopu zdrowotnego. Mimo iż była dopiero 8, to nie miała ochoty już spać. Nie po tym śnie. Postanowiła się ubrać i pojechać do Krzysztofa. W końcu był jej mężem i go kochała. Chyba. Zaczynała mieć coraz większe wątpliwości. Sambor powiedział jej, że jak wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym tygodniu będą wybudzać jej męża. Czy na pewno tego chciała? Podniosła się z łóżka i podeszła do szafy. Otworzyła drzwi i wzięła głęboki oddech. Co ma na siebie założyć? Wydawało jej się, że na dworze jest całkiem ciepło. Wzięła do ręki dwa wieszaki. Jeden z sukienką w kwiatki do kolan, a drugi z czarną skórzaną spódniczką z wysokim stanem. Spódniczka. Zdecydowanie. Dobrała do tego białą bokserkę i ruszyła do łazienki. Problemy zaczęły się, gdy chciała zapiąć spódniczkę, ponieważ suwak w po prostu stanął w połowie i ani myślał drgnąć wyżej. Czy to możliwe, żeby aż tak przytyła? Po pięciu minutach walki ze spodniczką poddała się i wróciła do swojej sypialni po sukienkę… tu też wystąpiły małe komplikacje, jednak tym razem kobieta dała sobie radę. Zadowolona wyszła z łazienki, by zrobić sobie coś do jedzenia. Jak można się było spodziewać, w jej lodówce znajdowało się niewiele poza jajkami i keczupem. Świetnie. Po prostu świetnie. Nawet nie miała chleba… A jej brzuch coraz głośniej zaczynał się domagać o jedzenie. Kawa to jedyne, co mogła sobie teraz zaserwować. Wstawiła czajnik z wodą i włączyła sobie telewizor. Gdy czajnik zaczął gwizdać, ktoś zadzwonił do drzwi. Wyłączyła gaz i powlokła się otworzyć. przed jej mieszkaniem stał Piotr z walizką w ręku.
-Co tu robisz?- spojrzała na niego z nie małym zdziwieniem. Nie było jeszcze 10, i nie spodziewała się gości o tej porze.
-Umówiliśmy się wczoraj, że przywiozę Ci twoje rzeczy… Poza tym pomyślałem, że twoja lodówka świeci pustkami i kupiłem małe co nie co.- uśmiechnął się.
-Ale jest jeszcze wcześnie… Poza tym miałeś przyjechać z dzieciakami.
-No tak… Ale razem z Asią stwierdziłem, że lepiej będzie, jak zostaną w domu. Widziałaś jak wczoraj na ciebie zareagowały.
-Dlaczego nie zapytałeś mnie o zdanie. W końcu to są moje dzieci, a nie jej.- wiedział, że będzie miała do niego pretensję. I wcale się nie mylił. Patrzyła na niego czekając na wyjaśnienia, chociaż doskonale wiedziała, że nie ma nic na swoją obronę. Głupio mu było nawet się uśmiechnąć. Po kilku minutach stania w milczeniu kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła w głąb mieszkania. Poszedł za nią ciągnąć wielką walizkę. Postawił ją koło kanapy w salonie i przeszedł do kuchni ze sporą reklamówką zakupów. Kobieta kończyła parzyć kawę, a on wyją z torebki bułki i szynkę i zaczął przygotowywać kanapki.
-Jest jeszcze coś o czym chciałem z tobą pogadać.- rzucił nieśmiale. Nawet na niego nie spojrzała. Podniosła do ust swój kubek i złapała łyk ciepłej kawy.- Żenię się…- spojrzał na nią niepewnie. Zaczęła się krztusić. Upuściła kubek, przez co wylała cały wrzątek na swoją wcześniej białą sukienkę. Naczynie uderzyło o płytki, roztrzaskując się na tysiące kawałeczków. Nie wiedziała czy najpierw ma starać się łapać oddech, czy też zdjąć sukienkę, która parzyła jej ciało. Piotr stał jak wryty. Nie łapał co się dzieje. Kobieta odzyskała dech i biegiem ruszyła do sypialni. Gdy tylko tam dotarła zaczęła siłować się z sukienką. W końcu ją ściągnęła. Jej ciało było zaczerwienione. Wyjęła z szafy nowe ciuchy i szybko w nie wskoczyła. –Nie wiedziałem, że tak zareagujesz…- szepnął Gawryło, który od dłuższej chwili stał w drzwiach i przyglądał się kobiecie.
-Zaskoczyłeś mnie… Myślałam… Z resztą nie ważne.- machnęła na niego ręką.
-Nie to chciałem ci powiedzieć. Znaczy nie tylko to.
-Już chyba nic mnie nie zaskoczy.- podeszła do okna.
-Zamierzam z Asią…- zawahał się przez moment.- Ubiegać się o pełne prawo, do opieki nad dziećmi.- dokończył ledwo słyszalnie. Goldberg odwróciła się natychmiast. Twarz miała kamienną, jednak oczy wszystko zdradzały. Widział, że była na niego wściekła.- Tak będzie najlepiej. Przecież oboje wiemy, że nie odnajdujesz się w roli mamy…
-Masz jeszcze jakieś ciekawe wiadomości?!- rzuciła histerycznie.
-Nie.
-Więc się stąd wynoś- w jej oczach zobaczył łzy.
-Hana…
-O 19 przyjadę po dzieciaki. Mają być wtedy spakowane.
-Nie możesz ich zabrać.
-Mogę bo są moje! A nie tej twojej panienki! Wynoś się z mojego domu!!!- podszedł do niej z wyciągniętymi rękoma. Chciał ją przytulić, otrzeć jej łzy. Ona jednak natychmiast go odepchnęła. Zrezygnowany odwrócił się i opuścił jej mieszkanie. Usiadła na łóżku. Otarła łzy cieknące jej po policzku. Nie rozumiała jak Piotr mógł chcieć zrobić jej coś takiego…

~*~*~*~*~*~
-Hana… Wiedziałem, że przyjdziesz.- Radwan weszła do Sali męża, a ten od razu przywitał ją z uśmiechem. Dwie godziny po konfrontacji z Piotrem zadzwonił do niej Sambor i powiedział, że Krzysztof się wybudził. Postanowiła do niego pojechać. I tak nie miała nic lepszego do roboty.
-Jak się czujesz?- usiadła koło jego łóżka. Złapał ją za rękę.
-W porządku.
-Posłuchaj Krzysztof… Może to nie jest najlepszy moment. Ale muszę z tobą porozmawiać… O naszym małżeństwie.
-Mów.- szepnął.
-Nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Nie kocham cię...- wbiła wzrok w podłogę. Długo się nad tym zastanawiała. Rozpatrzyła wiele scenariuszy z Krzysztofem, jednak każdy kończył się rozwodem. W końcu zebrała się na odwagę i spojrzała na męża. Lekko kiwał głową.
-Chciałem ci powiedzieć to samo, przed wypadkiem…








Mam nadzieję, że wam się podobało ;) Wyraźcie swoją opinię w komentarzach
W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
Na mojej facebook'owej stronce "Łatwo jest stracić, trudno odzyskać." będą pojawiały się spoilery i informacje dotyczące opo ;)  
 Jak myślicie? Jak teraz ułożą się stosunki między Haną, a Piotrem? I co z Przemkiem? ;) Chętnie poczytam wasze pomysły w komentarzach.
 Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!

PS. Jak tam mijają wakacje? ;) Wyjeżdżacie gdzieś? :P


Pozdrawiam,
Alex


Witajcie, Kochani! :D

Mam nadzieję, że czekacie na nexta ;) Dodam go już dziś wieczorem, a tym czasem zapraszam was na fb, gdzie będą pojawiały się informacje i spoilery związane z opo :P Jest już spoiler do dzisiejszej części...

https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597 

I mam jeszcze: Czy zmienić wygląd bloga?


Pozdrawiam, 
Alex

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział VIII



Mam dla was obiecany rozdział... Jest chyba troszkę dłuższy od poprzednich. Dziękuję wam za komentarze i za wyświetlenia <3 zapraszam do czytania



-Hana ty…- obudziła się… otworzyła oczy i patrzyła się na mnie czekając aż coś powiem.- Ja… Ja za nic cię nie przepraszałem. Prosili mnie tylko, żebym sprawdził, czy wszystko ok.- rzuciłem jak ostatni debil. Głupio było mi się przed nią przyznać do chwili słabości.
-Ale… słyszałam…- wciąż była blada i zmarnowana.
-Nic nie mówiłem…- nie mogłem jej pokazać, że bardzo mi jej brakowało. Wiele nas poróżniło. Była moją siostrą, ale chyba wstydziłem się jej przyznać do moich uczuć. Po prostu wyszedłem zostawiając ją samą. Idiota ze mnie, wiem. Ona teraz nie powinna być sama. Ale ja nie potrafiłem się cofnąć. Nie mogłem, chociaż próbowałem. Pomyślałem, że najlepiej zamelduje Samborowi, o Hanie, a potem wrócę do hotelu. Tak też zrobiłem. Chociaż miałem do siebie okropny żal.

~*~*~*~*~*~*~*~
Było mi duszno. Powietrze które wdychałam było ciężkie jakby była to sama para. Czułam obecność Przemka. Słyszałam, że coś do mnie mówił, ale rozumiałam co drugie słowo. Jednak gdy powiedział to znamienite „przepraszam” czułam się, jakbym odrodziła się na nowo. Poczułam jak odzyskuje władzę nad swoim ciało. Poczułam chłód na dłoniach. Moje powieki uniosły się bez większego wysiłku. Zobaczyłam mojego braciszka. Miał łzy w oczach, ale chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.
-Też cię przepraszam, Przemek…- szepnęłam. Odskoczył jak poparzony… Zaczął się tłumaczyć, a potem wyszedł. Tak po prostu. Byłam pewna, że słyszałam jak mówi że mnie kocha i że przeprasza. Czekałam aż zawróci. Ale nie zrobił tego. Zamiast niego przyszedł do mnie Sambor. Pytał jak się czuję. Badał mnie. Wciąż było mi słabo. Cały czas czekałam na brata.
-Hana? Słuchasz mnie?-  Michał złapał mnie za ramię. Spojrzałam na niego tępym wzrokiem.
-Tak… A co mówiłeś?- uśmiechnął się szeroko. Jednak mi nie było do śmiechu.
-Że z Krzysztofem jest coraz lepiej.
-To super- szepnęłam, jednak chyba nawet Sambor wyczuł mój brak entuzjazmu.

~*~*~*~*~*~*~*~*~

-Wiesz Piotr… To chyba nie jest najlepszy pomysł- powiedziała Goldberg zapinając pas.- Zawieź mnie po prostu do mnie do mieszkania i tam przywieź dzieciaki.
-Mi się wydaje, że dla niech lepiej będzie dla nich, jak zobaczą cię znowu, w domu w którym mieszkają od prawie trzech miesięcy.- spojrzał na nią odpalając silnik samochodu.
-Boję się bardziej o reakcje twojej kobiety…
-Aśka sama to zaproponowała. Poza tym nie wie przecież, że wciąż ze sobą sypiamy.- na jego słowa Hana poczuła palące ciepło na policzkach. Gawryło uśmiechnął się na ten widok.- Uwielbiam ja się rumienisz… ślicznie wtedy wyglądasz- przejechał zewnętrzną częścią dłoni po jej twarzy.
-Przestań- zwaliła jego rękę.
-Przemek się odezwał?- położył rękę na gałce zmiany biegów.
- Nie… Nie odebrał nawet telefonu.- spojrzała na jego profil.
-Daj mu jeszcze trochę czasu…-  zaproponował.
-Tęsknię za nim… Myślałam, że już będzie między nami dobrze, ale widocznie się przeliczyłam. – położyła dłoń na jego dłoni. Jego kąciki ust powędrowały w górę. Spojrzał na nią. Siedziała poważna.
-Zaraz będziemy. Dzieciaki nie mogą się ciebie doczekać.
-Ja też…- na myśl o swoich pociechach jej oczy zaiskrzyły. Do końca drogi nie rozmawiali ze sobą. Gdy dojechali Piotr pomógł jej wysiąść. Podeszli do klatki. Gawryło zaczął klepać się po kieszeniach.
-Chyba nie wziąłem kluczy do mieszkania.- rzucił speszony. Kobieta uśmiechnęła się szeroko i objęła go. Włożyła dłonie do jego tylnych kieszeni wtulając głowę w jego tors.- Co robisz?- podążył zaskoczony za jej rękoma.
-Pomagam ci szukać. Jak dzieci śpią to lepiej nie dzwonić…- szepnęła.
-Wysyłasz mi sprzeczne sygnały, Hana…
-Nie wysyłam ci żadnych sygnałów- puściła mu oczko.- po prostu chciałam ci pomóc.-  nacisnęła guzik domofonu. Drzwi się otworzyły i Gawryło przepuścił Hanę w drzwiach. Pojechali windą na 6 piętro. Drzwi do mieszkania czekały na nich szeroko otwarte. Piotr wskazał ręką, żeby kobieta weszła pierwsza.
-Idź ty…- szepnęła. Uśmiechnął się i wszedł. Skierowali się do salonu. Na kanapie siedział jej syn. Kolorował jakąś książeczkę. Hana spojrzała na Piotra pytająco, a ten kiwnął głową. Kobieta podeszła do sofy i usiadła obok Ksendka.
-Cześć, kochanie…- szepnęła, ale chłopiec spojrzał na nią tylko wystraszony.- stęskniłam się za tobą.- położyła dłoń na jego główce, jednak on się odsunął. Hana podniosła wzrok. W tym samym momencie do salonu weszła wysoka brunetka. Na rękach trzymała zaspaną Itkę.
-Cześć… Jestem Asia- podeszła do Hany i podała jej rękę.
-Hana…- blondynka uścisnęła  lekko jej dłoń i spojrzała na swoją córeczkę. Urosła od czasu kiedy widziała ją po raz ostatni. Włoski jej wyjaśniały i zaczęły się kręcić.
-Możesz ją wziąć- uśmiechnęła się kobieta. Hana obejrzała się na Ksendka, który wciąż wpatrywał się w nią przenikliwym wzrokiem. Wyciągnęła przed siebie ręce i wzięła małą. Dziewczynka spojrzała przestraszona na Aśkę zaniosła się głośnym płaczem. W jej ślady poszedł jej straszy brat. Aśka chwyciła Itkę i niemal wyrwała ją Hanie. Piotr wziął na ręce syna. Chwilę trwało, zanim dzieci się uspokoiły Hana w tym czasie wyszła do kuchni. Nie wiedziała co ma robić. Była roztrzęsiona. Jej dzieci, które były dla niej wszystkim, nie poznały jej. Co więcej, bały się jej. Oparła się o blat. Po jej policzku popłynęła łza. Usłyszała jak ktoś wchodzi. To była Aśka. Mierzyła ją wzrokiem, który przyprawiał Hanę o jeszcze większe poczucie winy. Brunetka podchodziła coraz bliżej.
-Myślisz, że teraz pstrykniesz palcami i już wszystko będzie w porządku?- spojrzała na nią z wyrzutem.
-O czym ty mówisz?
-Doskonale wiesz. To tak nie działa. Nie było cię tyle czasu a teraz oczekujesz, że wszyscy padną do twych stóp i będzie jak dawniej. Ale wiele się zmieniło. Teraz Piotr już nie leci na każde twoje skinienie. Dzieci też już cie olały. Teraz jest mój czas. A ty powinnaś się usunąć w cień.
-Słucham?- wydusiła z siebie Hana z nutą drwiny. Mimo iż sytuacja przed chwilą ją dobiła, to teraz miała szczerą ochotę się śmiać. I jednocześnie dotarło do niej, że Aśka zgrywa aniołka tylko przy Piotrze.
-Wydaje mi się, że wszystko dobrze słyszałaś. A teraz możesz już iść. bo jakbyś jeszcze nie zauważyła to nikt cię tutaj nie chce.
-Zdziwiłabyś się.- blondynka ją wyminęła i wróciła do salon. Piotr trzymał dzieci na kolanach.- Będę już szła. Wpadnij z nimi jutro, ok.?
-Zawiozę cię.
-Nie… chcę się przejść. Przywieź mi tylko potem rzeczy. Pa maluchy- pomachała swoim dzieciom. Nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Wzięła torebkę i wyszła. Szła ulicami Warszawy i myślała. Wiedziała, że nie jest idealną mamą. Nie umiała być idealna. Jej matka nigdy nie dała jej przykładu jaka powinna być dla swoich dzieci. Ale nie wiedziała co zrobiła aż tak źle, że dzieciaki jej nie chcą. Łzy spływały jej po policzkach, jednak nie miała ochoty nawet ich ocierać. Szła przed siebie. Niebo napływało ciemnymi chmurami. W oddali słychać było grzmoty. Ludzie przyspieszali kroku, żeby uniknąć konfrontacji z żywiołem. Jej było wszystko jedno. Nie przyspieszyła nawet gdy zaczęło padać. Deszcz zmieszany z gradem bombardował ją ze wszystkich stron. Szła przed siebie. Szła, dopóki drogo nie zajechał jej motocykl. Właściciel wstał i otworzył siedzenie. Wyjął z niego kask, który jej podał.
-Siadaj!- krzyknął, żeby zagłuszyć burzę. Hana nałożyła nakrycie na głowę i usiadła za mężczyzną. Nie jechali długo, jednak pokonali spory dystans. Podjechali pod małą kawiarnię i zaparkowali pod małą altaną.
-Po co mnie tu przywiozłeś?- rzuciła podając mu kask.
-Chciałem z tobą pogadać Hana…
-Dzwoniłam. Nie odbierałeś…- spojrzała na niego z wyrzutem.
-Przepraszam… A teraz chodź do środka. Porozmawiamy na spokojnie, ok.?- kiwnęła głową i ruszyła za bratem do kawiarni. Usiedli przy swoim starym stoliku. Podszedł do nich kelner.
-Czy mogę odebrać od państwa zamówienie?- kobieta spojrzała na brata.
-Poproszę latte z karmelem z jedną kostką cukru. I assam bez cukru.- uśmiechnął się do Hany. Kelner zapisał ich zamówienie i odszedł od stolika.
-Nie spodziewałam się, że pamiętasz jaką herbatę lubię.- także lekko się uśmiechnęła. Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
-Czemu spacerujesz w taką pogodę? Dopiero wyszłaś ze szpitala. Chcesz tam wrócić z anginą?- rzucił z lekkim wyrzutem.
-Uwierz, że naprawdę jest mi wszystko jedno.- spuściła wzrok.
-Coś się stało?- złapał ją za rękę.
-Nie chce mi się o tym gadać.- powiedziała, kiedy dostali swoje zamówienie. Patrzyła na Przemka, wciąż nie dowierzając, że siedzi tu razem z nią.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda?
-Wiem.
-Hana… Ja… Tamte przeprosiny w szpitalu… Były szczere. Chciałbym naprawić to wszystko między nami. Oczywiście jeśli się zgodzisz.- spojrzał na nią pytająco, wręcz prosząco. Nic nie odpowiedziała. Tylko kiwnęła mu głową.
-Moje dzieci się mnie boją.- szepnęła w końcu. Spuściła wzrok, żeby nie patrzeć bratu w oczy.
-Czemu?
-Nie wiem. Boje się, że całkiem je straciłam. Ten aniołek z różkami mi je odebrał.
-Hana… to ty jesteś ich mamą. To ciebie kochają. Dawno cię nie widziały. Ale obiecuje ci, że wszystko wkrótce wróci do normy.
-A jeśli nie?
- Zabierz je z powrotem do siebie…
-To nie takie łatwe, Przemek. Przywiązały się do Piotra… i do tego szatana w spódnicy. Wiesz co ona mi powiedziała?
Rozmawiali ze sobą jeszcze dobrą godzinę. Nie była to taka rozmowa, jak te z dawnych lat, jednak zrobili jakiś krok ku sobie. Potem Przemek odwiózł ją do domu. Była tak padnięta, że zasnęła nawet bez kąpieli.
~*~*~*~*~*~*~*~
-Wiesz Piotr? Kocham cię…- szepnęła wtulając się w nagi tors swojego faceta.
-Ja cię też…- pocałował ją w czubek głowy.
-Co tu się dzieje?!- do sypialni wpadła rozwścieczona Aśka.
-Kochanie… To nie tak jak myślisz…- Piotr wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać. Hana leżała oparta na łokciach. Nie mogła się ruszyć.
-Robisz ze mnie idiotkę?! Od dawna to się ciągnie?!- rzuciła w Gawryłę koszulką.
-Nie.- podszedł do niej z wyciągniętymi rękoma.
-Wynoś się stąd. Wynoście się oboje!- odepchnęła go.
-Asiu…
-JUŻ!
-Zachowujesz się, jak dzieciak! Daj mi to wytłumaczyć, nie przerywając, ok?!
-Zniszczę cię! Zniszczę was oboje.- rzuciła w kierunku Hany, a jej twarz zaczęła przybierać kształt głowy węża. Źrenice zrobiły się podłużne, a tęczówka rozlała się zielenią na całą gałkę. Z ust wyłonił się cienki rozdwojony język.

~*~*~*~*~*~*~*~

Gdy zadzwonił budzik, Hana poderwała się z łóżka cała zapocona. Tego koszmaru z pewnością na długo nie zapomni...



Mam nadzieję, że wam się podobało ;) Wyraźcie swoją opinię w komentarzach(dacie rade 25? :P).
W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
i FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597 


 Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!
Tym którzy zakończyli już swój rok szkolny, życzę udanych wakacji :*


Pozdrawiam,
Alex