Cześc wszystkim!
Przepraszam za to opóźnienie, ale mam "problem" z opo i nie tylko. Obiecuję, że jak tylko trochę się ogarnę to dodam next, ale teraz nawet jak bym chciała to jest to nie możliwe. Myślę, że najpóźniej w niedziele dodam 15 rozdział, ale trzymajcie kciuki, żeby tak było... I mam teraz do was takie pytanie w zasadzie to nawet prośbę... Jeżeli ktoś prowadzi lub zna blog o HaPi którego nie ma na naszej liście, to proszę o link... Uzbrójcie się w cierpliwośc, a ja lecę szukac szkoły ponadgimnazjalnej dla siebie! :)
Piotr i Hana
poniedziałek, 10 marca 2014
czwartek, 27 lutego 2014
Rozdział
14
„Z
nią będziesz szczęśliwszy”
Mijały tygodnie. Związek Piotra i Hany kwitł w najlepsze.
Kobieta rozwiodła się z Jamesem… Gawryło natomiast postanowi lepiej poznać
swoją córkę. W weekendy zabierał ją na różne wycieczki. Czasem jeździli do
centrum handlowego, czasem do muzeów, a czasem poza miastem oglądali piękno
świata. Jednak Piotr wciąż nie przedstawił Tosi swojej ukochanej. W końcu
postanowił to zrobić. Był 25 kwietnie. Czwartek. Jak na ten okres w roku było
całkiem ciepło. Na zewnątrz świeciło słońce. Ptaki śpiewały, a chirurg szykował
się na kolejne spotkanie z córką.
-Hana może byś poszła dzisiaj ze mną na spotkanie z
Tosią?- spytał zapinając ostatni guzik koszuli. Kobieta popatrzyła na niego
zdziwiona.
-Piotr ja myślę że to jeszcze nie ten czas- odpowiedziała
podnosząc się z łóżka do pozycji siedzącej.
-Jednak ja mam inne zdanie- uśmiechnął się do niej ciepło
-A jeśli mnie nie polubi? Tak jak Szymek...
-Szymek boi się nieznajomych, a Tosia taka nie jest.-
powiedział siadając obok niej
-A może po prostu boi się mnie... Nie chce Piotr. Nie
teraz...
-Proszę cię kochanie-powiedział, podszedł do niej i
namiętnie ją pocałował
- No dobrze... Ale może przywieź ja tutaj...
-Dziękuję-powiedział pełen entuzjazmu i kolejny raz wpił
się w jej usta
-Nie masz mi za co dziękować- powiedziała gładząc jego
twarz.
-Kocham cię, wiesz o tym ?-spytał
-Hmmm... Chyba nie- uśmiechnęła się prowokująco.
-Hana, jak się mają nasze sprawy- powiedział kładąc swoją
dłoń na jej brzuchu. Goldberg momentalnie posmutniała.
-Ostatnio robiłam test 3 tygodnie temu. Nic nie było. Miesiączka
skończyła mi się tydzień temu...-
Piotr przytulił ukochaną do swojej piersi.
-Teraz nam się uda, na pewno się uda-szeptał jej na ucho
-Nie wiem. Może ja po prostu nie mogę mieć
dzieci...-zaczęła lekko łkać w jego pierś.
-Hana, co ty mówisz ?- odsunął ją od siebie i spojrzał
prosto w oczy
-Próbujemy już tyle czasu. I nic! Ty masz córkę więc to
moja wina!
-Nie, po prostu jeszcze się nie poszczęściło-pocieszał
ukochaną
-Piotr, przecież nawet ty w to nie wierzysz!- powiedziała
ocierająca łzę płynącą po jej policzku. Położyła się na poduszkę. Pogładził
delikatnie jej nogę.
-Kochanie, uda się...
-A jeśli nie?
-Nie ma takiej opcji-odpowiedział całując ją w czubek
głowy
-Piotruś, a może pójdziemy do Darka na badania ?-spytała
siadając na łóżku
-Kochanie nie ma takiej potrzeby. Wszystko jest w
porządku. Na prawdę!- powiedział przytulając ją do siebie.
-Ale w tedy będziemy spokojniejsi -Powiedziała
-Hana, kocie. Nie ma takiej potrzeby. Przecież niedawno
sama mówiłaś że to nie jest pstrykniecie palcami...
-Tak, ale to już za długo trwa...
-Okres skończył ci się tydzień temu. Tak? Czyli teraz
masz dni płodne.- powiedział kładąc się na niej.
-Do czego zmierzasz, bo nie nadążam
-Mam jeszcze godzinę do spotkania z Tosia...
-Nadal nie wiem o co ci chodzi-zaczęła się z nim droczyć
-Oj ty doskonale wiesz o co mi chodzi, miśku- powiedział całując
jej szyję.
…
Wstała I naciągnęła T-shirt przez głowę. Usłyszeli
pukanie do drzwi
-Hmmm. Ale się wyrobiłeś.- zaśmiała się cicho Hana.
-Mówiłem, że zdążę- zaśmiał się i szybko ubrał
Poszedł otworzyć drzwi. Stała w nich Tosia z Magdą
-Cześć. Wchodzicie proszę
-Tata !!!- krzyknęła mała i rzuciła się w ramiona Piotra
-Cześć mała. Chce żebyś kogoś poznała- Piotr kucnął przy
niej i złapał za jej malutka dłoń.
-Kogo? -Spytała zaciekawiona.
-Moja ukochaną…- powiedział czekając na jej reakcję
-A Ty nie kochasz mamy?
-Tosiu, kocham Hane... I ciebie.- powiedział lekko
zakłopotany.
-Ale koleżanka mi powiedziała, że mama i tata muszą się
kochać bo inaczej nie będą mieli dziecka-powiedziała
-kiedyś kochałem twoja mamę. Ale to było dawno…
-Dlaczego już nie kochasz? -dopytywała Tosia
-To skomplikowane- powiedział patrząc jednocześnie na
Magde.
-A powiesz mi?- powiedziała mała ściągając buty
-Może kiedyś. Teraz idź do salonu, a ja zamienię dwa
słowa z mamą
-Tatooo, powiedz mi dzisiaj...
-Idź do salonu proszę. Ja zaraz przyjdę
-Ale tatooo...
-Tosiu zaraz
porozmawiamy...
-Obiecujesz ?-spytała
-Tak
-A mogę popatrzeć na bajki ?-spytała
-Tak możesz. W salonie siedzi Hana. Moja dziewczyna. Poproś
ją to ci włączy.- powiedział na skraju wytrzymania nerwowego.
-Dobrze. Już idę.- dziewczynka zostawiła rodziców samych
i poszła do pomieszczenia obok.
-Dzień dobry, tatuś powiedział, że mogę popatrzeć na
bajki-powiedział nie śmiało, wchodząc do salonu
-Cześć Tosiu jestem Hana- powiedziała entuzjastycznie
Goldberg
-To przez panią tatuś z nami nie mieszka?- szepnął
dziewczyna nieświadoma swoich słów
Hane zamurowało, nie wiedziała co małej odpowiedzieć. W
jednym momencie łzy napłynęły jej do oczu. Wstała z kanapy i biegiem ruszyła do
wyjścia. Minęła Piotra i Magdę rozprawiających na klatce schodowej, nie
zwracając najmniejszej uwagi na pytania Piotra "co się stało”, „o co
chodzi"
Piotr pobiegł za Haną, ale gdy wybiegł na dwór jego
ukochanej już nie było. Wrócił więc do domu, w salonie zastał Tosię oglądającą
bajkę...
-Tosiu, co stało się tutaj jak mnie nie było?
-Pani Hana pobiegła gdzieś...
-A wiesz, dlaczego pobiegła-spytał Gawryło kucając na
przeciwko córki
-Ja się jej tylko zapytałam, czy to przez nią nie
mieszkasz z nami...- Piotr na te słowa złapał się za głowę -Tatuś obiecałeś mi
coś...-powiedziała nie świadoma niczego Tosia
-Nie teraz !!!-odpowiedział podniesionym głosem. Był tak
głośny, że dziewczynka natychmiast zaczęła płakać
-Tosiu... Nie płacz przepraszam...-odpowiedział spokojnym
tomem głosu. Jednak dziewczyna dalej się nie uspokajała -Córeczko...
Przepraszam- powiedział, przytulając ją do swojej piersi Nic nie pomagało... Magda
usłyszała płacz córki, więc natychmiast do niej podeszła...
-Tosiu, co się stało? -spytała zatroskana matka
-Tata na mnie krzyczy- wycedziła przez łzy
-Piotr, ty jesteś mądry- teraz to ona podniosła ton głosu
-Przepraszam! Zdenerwowałem się...
-To nie jest powód żeby krzyczeć na małe dziecko
-Zostań z nią tutaj. Ja muszę natychmiast jechać!
-Miałeś się zająć Tosią- krzyknęła, ale Piotr już tego
nie usłyszał. W biegu złapał klucze do auta i ruszył. Pojechał do Przemka. Po
kilku minutach był pod jego drzwiami Zadzwonił dzwonkiem. Otworzył mu zapala
który wyraźnie spodziewał się jego wizyty.
-Jest w sypialni- powiedział krótko
-Dzięki stary...-powiedział wchodząc do środka
Pognał do pokoju w którym była jego ukochana. Leżała na
łóżku i płakała.
-Hana... -Podszedł do niej i usiadł na brzegu łóżka
-Proszę cię. Idź stąd i zostaw mnie sama!
-Kochanie...-nie odpuszczał
-Piotr, przestań. To nie ma sensu
-Kochanie, co nie ma sensu ?-spytał siadając bliżej Hany
-Nasz związek- szepnęła niepewnie.
-Hana, co ty mówisz ? Jak nie ma sensu ? Przecież
wystarczy że się kochamy...
-Ja nie mogę z tobą być!
-Żartujesz, prawda ? Dzisiaj mamy prima aprilis ?-spytał
choć wcale nie było mu do śmiechu
-Nie mam jakoś nastroju do żartów. Mówiłam ci, że moje
spotkanie z Toska nie jest dobrym pomysłem...
-Tosia, nie rozumiała znaczenia tych słów...
-Ale to nie zmienia faktu, że to przeze mnie wychowuje
się bez ojca!
-Przecież spędzam z nią każdą wolną chwilę
-To nie jest to samo!
-To co mam zrobić ?-spytał zrezygnowany
-Jedź do niej. Mną się nie przejmuj...
-Hana... Jesteś tego pewna ?
-To koniec, Piotr- szepnęła i pierwszy raz odkąd tam był
spojrzała na niego. Po jej policzku popłynęła łza
-Nie zostawię cię... Chcemy mieć dziecko. Pamiętasz....
- Ty już masz dziecko
-I będę miał kolejne. Z tobą...
-Nie będziemy mieć dziecka, może nawet i lepiej.
Przynajmniej kolejno dziecko nie będzie się musiało wychowywać bez ojca…
-Hana, o czym ty mówisz. Kochanie! Jak bez ojca?!
-Normalnie! To koniec!!! Poza tym ja jak widać nie mogę
mieć dzieci!?
-Jak koniec? Co ty mówisz ?
-Normalnie…
-Nie kochasz mnie ?-spytał prosto z mostu
-Kocham. Kocham cię jak jasna cholera. Ale nie mogę być z
tobą...
-To dlaczego chcesz mnie zostawić ?
-Piotr... Ja wiem jak to jest wychowywać się w rozbitej
rodzinie. Nie jest fajnie.... Chce żeby twoja córka miała prawdziwy dom...
-Zdecyduj się czego ty chcesz !!!-uniósł głos Gawryło
-Nie krzyczy! Dobrze?! Chce po prostu jak najlepiej dla
Tosi!- Nie odpowiedział odwrócił się napięcie i wyszedł bez słowa. Wrócił do
domu, Magda z Tosią siedziały i oglądały bajki...
-Cześć tato-powiedziała Tosia nie odrywając oczu od
telewizora
-Cześć- odpowiedział smutnym głosem
-Tato, powiesz mi teraz ?
-Toska nie mam nastroju...
-Ale obiecałeś...-udała obrażoną
-Spytaj mamy!
-Ale ja chcę żebyś ty mi powiedział, proszę...-zrobiła
minę zabitego psa
-Toska, nie!- znowu krzyknął na dziewczynkę
-Ja chciałam tylko wiedzieć dlaczego nie kochasz mamy, bo
wszyscy mają rodzeństwo tylko nie ja...- powiedziała i uciekła do innego pokoju
-Mogłabyś rodzeństwo jakbyś choć trochę umiała się
zachować!- krzyknął za nią...
-Piotr co się z Tobą dzieje-spytała Magda
-Dajcie wy mi wszyscy święty spokój!- Wyszedł z domu i
poszedł prosto do pobliskiego baru
Wszedł z impetem do środka i zamówił sobie 100. Po kilku
godzinach był totalnie scioprany, ledwo trafił do domu. Wszedł do środka, na szczęście
Tosia już spała, a Magda na niego czekała. Gawryło ściągnął kurtkę i buty.
Podszedł do kobiety, a ta wpiła się w jego usta, on odwzajemnił pocałunek
-Hana, tak cholernie cię kocham- jęknął jej w usta.- Magda
udawała, że tego nie słyszała, zaczęła rozpinać jego koszulę. Pociągnął ja za
rękę do sypialni, w trakcie drogi przewracając się kilkakrotnie. Piotr opadł na
łóżko, a Magda na niego, dociskając go do materaca. Zaczęła całować jego tors,
jednak po chwili usłyszała jego głośne chrapanie. Mimo tego nie zaprzestawała
czynności, po chwili pod naciskiem ust Magdy Piotr się obudził... Zebrał
wszystko swoje siły i przewrócił Magdę na plecy teraz to on obdarowywał jej
ciało pocałunkami
-Hana!!!- krzyczał co sil w płucach.
-Piotr, Hana cię nie chce... A ja chcę stworzyć Tosi
prawdziwy dom, wiem że chcesz mieć drugie dziecko… Kochaj się ze mną- szepnęła
mu do ucha, a to zadziałało na Piotra jak afrodyzjak
Momentalnie zdarł z nich ubrania I wszedł w Magdę . Doszedł
po kilku ruchach, nie zapewniając Soszyńskiej wymarzonej przyjemności.
Następnie padł obok niej i zasnął jak małe dziecko.
-Pozbędę się tej twojej niuni jak zajdę z tobą w ciąże- powiedziała
sama do siebie Magda
Hana postanowiła jednak nie rozstawać się z Piotrem.
Pojechała do niego następnego dnia z samego rana by wszystko sobie wyjaśnili. Weszła
cicho do jego mieszkania. Była dopiero 5.30 i wiedziała że Gawryło śpi jeszcze.
Postanowiła zrobić mu niespodziankę. Skierowała się do jego sypialni... Zobaczyła
tam Śpiącego Piotra. Był nagi a dookoła walały się ubrania. Jego i jakiejś
kobiety... Domyśliła się że to ubrania Magdy
-Piotr!- krzyknęła. Gawryło natychmiast się ocknął... Strasznie
bolała go głowa, nie dziwił się bo wiedział że przesadził z procentami. Spojrzała
najpierw na smutna minę Hany, a potem na pokój
Zauważył swoje ubrania, nagle do jego mózgu doszedł
impuls że jest nagi
-Cholera jasne... Hana co ja robiłem?- zapytał swoją
ukochaną przerażonym głosem
-Jeszcze ma odwagę się pytać!?- powiedziała zdenerwowana
-O co chodzi?! Hana błagam...
-Z nami koniec- krzyknęła. Wstał z łóżka i podszedł do
niej złapał za ramiona i próbował pocałować
-Po pierwsze się ubierz, po drugie zostaw mnie w spokoju
-Hana, wytłumacz mi o co ci znowu chodzi...- powiedział
spokojnie
-Zdradziłeś mnie !!!
-Słucham?! Kochanie ja na poważnie pytam- powiedział a w
tym momencie do jego uszy dobiegł szum wody w łazience.
-Hani… przecież wiesz że cię kocham i nigdy bym tego nie
zrobił...
-To wytłumacz mi dlaczego jesteś nagi, a wokół łóżka leży
damska bielizna
-Ja... Ja nie wiem. Poszedłem do baru. Dalej nic nie
pamiętam...
-To ja ci wytłumaczę, przespałeś się z Magdą, czyżby było
kolejne wspólne dziecko-powiedziała z ironią w glosie
-Hana, to nie tak... Kocham cię!
-Ale ja już ciebie nie !!!
-Hana, proszę...
-Wiesz jesteś taki sam jak James! Ja nie mogłam dać ci
dziecka, to poszedłeś sobie do innej. DZIĘKUJĘ!!!
-Doskonale wiesz, że to nie tak! -A jak!?!?!??!
-To wszystko wina Magdy!!!
-Najlepiej na kogoś zrzucić, dziecko to też jej wina
?!-powiedziała poirytowana
-Przestań w kółko wplątywać w to bogu ducha winne
dziecko!?
-Mam cię już po dziurki w nosie !!!
-A ja mam dosyć tych twoich ciągłych humorków!
"Piotruś dlaczego nie możemy mieć dziecka... Hmmm… to moja wina"-
zacząć histerycznie udawać jej głos. Goldberg nie wytrzymała i z całej siły
uderzyła go w twarz. Odwróciła się napięcie i wyszła w mieszkania Gawryły. Mężczyzna
od razu pożałował swoich słów, jednak wiedział że jest już za późno.
Czytajcie, komentujcie udostępniajcie!
25kom= next
UWAGA! Proszę więcej nie spamować, bo wcale nie będę brać tego pod uwagę...
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział
13 (HOT!!!)
„Nikt
nie zna ścieżek gwiazd…”
Cześć czołem! Miałam dodać wczoraj, ale nie wyszło :'( No ale dodaję dziś... dziękuję za ponad 6000 wejść... chociaż z komentarzami się zbytnio nie wysililiście i nwm cz zasłużyliście na tego hota... mam nadzieję, że wam się spodoba...
Tego dnia Hana wstała bardzo wcześnie. Postanowiła zrobić
ukochanemu śniadanie, więc udała się do kuchni. Wstawiła wodę na kawę i
włączyła radio. Właśnie leciała jej ulubiona piosenka. Rozgłośnia radio i
zaczęła wirować po kuchni jak na parkiecie dyskoteki.
Obudził się... Położył rękę na materacu obok ale nie
poczuł tam leżącej Hany. Przetarł oczy i wstał z łóżka. Usłyszał dźwięk muzyki,
dochodzący z kuchni. Poszedł w tamtym kierunku. Uśmiechnął się gdy zobaczył Hane
poruszająca biodrami w rytm piosenki Michaela Jaksona i krojącą warzywa.
Podszedł do niej bliżej, objął delikatnie od tyłu i pocałował ją w czubek głowy
Na jaj twarzy pojawił się wielki rumieniec. Stała tam tylko w kusej koszulce,
która niewiele co zakrywała. Złapał ja za ręką i razem z nią zaczął kroić
ogórka.
-Jak ci się spało, kochanie?- zapytał z uśmiechem.
-Bardzo dobrze, a Tobie ?- spytał odwracając się w jego
stronę
Wykorzystał sytuację i zatopił się w jej ustach.
Pogłębiła pocałunek, by za chwilę go przerwać.
-No ej...- powiedział smutno Gawryło.
-Kawę ci zrobiłam i nie chcę żeby wystygła- powiedziała
lekko się uśmiechając
-Zrobię potem drugą- zaśmiał się całując jej szyję.
-Dzieci w Afryce głodują, a ty chcesz zmarnować kawę ?! -
Spytała z udawanymi wyrzutami
-Dla ciebie skarbeczku...
-Skar... Co?- zaśmiała się i delikatnie pocałowała jego
wargi.
-Skarbeczku... Nie podoba ci się ?
-Podoba, tylko po prostu jeszcze nigdy, nikt tak do mnie
nie mówił...
- A ja mogę tak do Ciebie mówić-spytał z nutką nadziei w
głosie
-Mhm... A teraz chodź pić ta kawę, bo naprawdę ci
wystygnie...
-Ale, powiedziałem, że później zrobię drugą- uśmiechnął
się cwaniacko
-To co zamierzasz teraz robić
-Noo nie wiem, a ty masz jakiś pomysł ?
- Nie, liczyłam na ciebie...
-Ja jednak nie mam żadnych koncepcji na spędzanie z tobą
czasu- postanowił się z nią trochę podroczyć
-To chodź zjeść śniadanko...
-Chyba nie jestem głodny-odpowiedział i uśmiechną się do
ukochanej
-A ja tak się starałam...- powiedziała biorąc talerz z
kanapkami i siadając przy stole.
-Albo wiesz co ? Jednak zgłodniałem- powiedział i poszedł
za nią do stołu
-Chcesz tą kawę ?-spytała
-Tak. A co porobimy potem?
-Ja muszę jechać do pracy...
-Mogę się zabrać z tobą ?- zapytał kończąc kawę
-No nie wiem czy zasłużyłeś- uśmiechnęła się promiennie i
kopiąc go delikatnie pod stołem. Wstał i podszedł do niej. Delikatnie przytulił
ją do siebie.
-Dlaczego nie zasłużyłem- powiedział skradając jej całusa
-Byłeś tej nocy bardzo niegrzeczny.- powiedziała dając mu
pstry czka w nos
-Ja ?... Przecież mówiłaś, że Ci się podobało- spytał
zdziwiony
-Bo podobało mi się. Na kiedy umówiłeś się z ta swoją
krzywa wydrą?
-Dzisiaj przed pracą w szpitalu-odpowiedział ze
spuszczoną głową
-Mam nadzieję, że nie będzie mi próbowała cię odbić- zaśmiała
się by poprawić ukochanemu humor.
-Jeśli chciałaś mi pocieszyć, to oznajmiam, że ci się nie
udało-powiedział jeszcze bardziej smutnym głosem Gawryło
-Hej no... Please smile... No a co mam zrobić żeby
polepszyć ci nastrój?- twarz mężczyzny momentalnie się rozjaśniła.
-Zgadnij- odpowiedział szybko a następnie podszedł do
Hany i namiętnie ją pocałował
-Ale teraz?- zaśmiała się między kolejnymi pocałunkami.
-Noo, obiecuje, że na pewno mi wtedy poprawisz humor…-
mruknął
-Ale spóźnimy się do pracy...
-Winę biorę na siebie- powiedział chirurg i ponownie
pocałował ukochaną.
-No skoro tak...- pociągnęła go za rękę do sypialni i
rzuciła się na łóżku. Położył się na niej, namiętnie pieszcząc jej szyje. Po
chwili jednak zaprzestał tej czynności...
-Hana a co z naszym małym "twardzielem"-
zapytał, podnosząc się z kobiety
-A co ma być?
-Chcesz, czy nie ?
-Piotr ja bardzo chce, ale nie mogę, ani tym bardziej nie
chce cię do niczego zmuszać. Możemy z tym poczekać jeśli chcesz...- powiedziała
patrząc mu prosto w oczy.
-Chcę mieć dziecko z kobietą, którą kocham... Dla niej
zrobię wszystko- odpowiedział czekając na jej reakcje. Ona pogodziła jego
twarz, a następnie pokiwała głową na znak zgody.
-Czyli... My za jakiś czas zostaniemy
rodzicami-powiedział z entuzjazmem. Tyle czasu czekał na tą jedyną kobietę z
która stworzy rodzinę
-Jeżeli nam się uda, to tak - powiedziała po czym
pocałowała go w czoło.
-Jasne, że się uda, przecież kochamy się
nawzajem-odpowiedział zadowolony
-Piotr, ale to nie jest pstrykniecie palcami i dziecko.
To nie dzieje się na zawołanie...
-Eee tam, przesadzasz kochanie...
-Obyś miał rację Piotruś...- objęła rękami jego twarz i
delikatne musnęła jego usta
Z chęcią odwzajemnił jej pocałunek kładąc się na niej
jednocześnie.
-Ale teraz to już chyba na prawdę trzeba szykować się do
pracy, kotek...
-Noo nie...- powiedział załamany
-A co chcesz, żeby twoja ex zabiła mnie spojrzeniem, bo
spóźnisz się, żeby poznać własną córkę?- zaśmiała Sie
-Wciąż nie potrafię uwierzyć, że mam córkę... Muszę ją
kiedyś przedstawić Szymkowi...-odpowiedział
-Tak od razu ich że sobą zeswataj.- powiedziała wyjmując
ciuchy z szafy.
-Haha, bardzo śmieszne... Choć swoją drogą to bardzo
dobry pomysł- odpowiedział równocześnie szukając swoich spodni po pokoju
-Przestań. Przecież to tylko dzieci.- powiedziała
rzucając w jego stronę jeansy.
-Noo i w czym problem ?- zapytał łapiąc ciuch.
-W tym, że bawisz się w swatkę. Jak będę sobie
przeznaczeni, to sami na siebie trafią... tak jak my- uśmiechnęła się do niego.
-Ale zaszkodzi jak ich ze sobą poznam...
-Dobra skończmy ten temat. Nie chce się znów kłócić.
-Skarbie, przecież my się kłócimy-powiedział równocześnie
podchodząc do niej i czule ją pocałował
-Ale jeszcze chwila i będziemy. Nie wiem... Idę się
wykąpać.
-Mogę z tobą ?-spytał puszczając jej oczko
-Nie...- powiedziała, jednak jej uśmiech mówił coś innego
-A może jednak-brnął dalej Gawryło
-Wieczorem, kochanie- pocałowała lekko jego policzek
-Niech ci będzie... Ale obiecaj-odpowiedział kończąc
zapinać koszulę
-A co jeśli nie?- przekręciła figlarnie głowę
-A jeśli nie, to będę cię tutaj trzymał póki nie
obiecasz- rzucił zamykając drzwi
-Chcesz mnie tu przetrzymywać ?
-A żebyś wiedziała.
-Nie poznaje cię Piotrusiu- zaśmiała się i namiętnie
pocałowała Gawryłę. Po nie całej godzinie dotarli do szpitala. Piotr poszedł do
bufetu, by poznać swoją córkę. Wszedł do bufetu i od razu zauważył Magdę z jego
córką. Dziewczynka była drobną blondynka. Miała niebieskie oczy i pełne usta.
Po chwili chirurg poczuł jak Tosia się do niego przytuliła... Całą tą scenę z
za drzwi widziała Hana... łezka zakręciła jej się w oku. Piotr tak uroczo
wyglądał z dziecko.
-Cześć, mała powiedz co u ciebie słychać- spytał Piotr,
siadając przy stole
-Dobrze proszę pana.
-Tosiu, to jest twój tatuś-wtrąciła Magda
-Naprawdę?! I będziemy z nim mieszkać, tak jak z tata
Andrzejem?- zapytała podekscytowana dziewczynka. Piotr patrzył na Magdę
wielkimi oczami i nie wiedział jak na to wszystko zareagować
-Tak...- odpowiedziała kobieta
-Przepraszam, bo chyba nie dosłyszałem-powiedział Gawryło
-No co?. Mówię nie prawdę!?
-Ale Magda, ja mam dziewczynę... Kocham ją, chcemy mieć
dziecko. Nie mogę jej tak nagle zostawić, a poza tym nie chcę
-Jakaś kobieta jest ważniejsza od twojego własnego
dziecka, tak?!
-Ale to nie tak jak myślisz- odpowiedział zakłopotany
-Dobrze idź do niej skoro wolisz ja od nas...
-Chcę mieć kontakt z moją córką- uniósł się Gawryło
-Wybieraj, albo ta twoja lalunia, albo Toska!
Całą tą rozmowę słyszała Hana i bała się odpowiedzi
ukochanego... Gawryło widział smutne oczy dziewczynki, nie chciał jej jeszcze
bardziej sprawiać przykrości...
-Chcę spotykać się z córką-odpowiedział spuszczając
głowę. Goldberg wybiegła z bufetu. Usiadła przy swoim biurku i zaczęła głośno.
Po chwili przyszedł do niej Piotr.
-Kochanie, dla płaczesz-podszedł do niej i zagarnął w
swoje ramiona
-Przestań udawać, Piotr. Po prostu powiedz co masz
powiedzieć!- rzuciła z wyrzutem.
-Ale co chcesz usłyszeć?- zapytał ze zdziwieniem
-Że to koniec, że masz córkę którą musisz się zająć i dla
mnie nie ma już miejsca w twoim sercu!
-Hana, co ty mówisz ? Przecież jesteś najważniejszą osobą
w moim życiu...-odpowiedział jednocześnie mocniej przytulając ją do siebie
-Przestań! W ten sposób tylko pogarszasz sprawę!
-Hana, znowu zaczynasz ? Przecież Cię kocham
-na prawdę?- spytała z nadzieją.
-Tak, bardzo cię kocham
-Ja ciebie też...- szepnęła ocierając łzy.
-Już wszystko w porządku ?-zapytał. Pokiwała twierdząco
głową i zatopiła się w jego ustach.
Gawryło odwzajemnił pocałunek. Wstała z fotela i
pociągnęła go w stronę kozetki.
Piotr uśmiechnął się cwaniacko. Pchnął ja lekko i położył
się na niej.
-Chcesz tutaj?- zapytał zdziwiony
-Mhm...
-Nie poznaję cię,
kotek...- tylko tyle zdążył powiedzieć, ponieważ Goldberg „przyssała” się do
niego.
-Ale musisz zamknąć drzwi-dodała po chwili
-Już idę, idę...- pocałował jej słodkie usta i podniósł
się. Podszedł do drzwi i szybko przekręcił klucz. Wracając ściągnął przez głowę
swój t-shirt.
-Ale Hana...
-Co jest, kochanie?
-Nie mam przy sobie prezerwatyw...
-A pamiętasz o czym rozmawialiśmy rano???
-Nie jestem wstanie teraz myśleć
-O dziecku...
-Dobra nie było tematu-odpowiedział zadowolony. Położył
się na niej ponownie, zsuwajac z jej ramion kitel. Przekręciła się. Teraz to on
leżał pod nią. Zaczęła błądzić rękami po jego nagim torsie
Rozpinała kolejne guziki jej koszuli. A ona namiętnie go
pocałowała. Rękoma sięgając do jego rozporka. Piotr na tą czynność uśmiechnął
się do siebie. Nie musiała długo czekać by zostać w samej bieliźnie. Gawryło
zrzucił z siebie Hane i teraz to on górował. Zaczął delikatnie całować jej
szyję. Jęknęła mu cicho do ucha. Gawryłę to bardzo podniecało dlatego zaczął
zjeżdżać pocałunkami coraz niżej. Pozbył się jej stanika i zaczął delikatnie
pieścić jej piersi jednocześnie zdejmując z niej spodnie. Poczuła na swoim
nagim udzie jego napierającą męskość
Uśmiechnęła się do siebie.
-Piotr! Zrób to. Teraz...- wyszeptała, a na niego
podziałało to jak płachta na byka. Szarpał za jej majtki tak mocno że pękły.
Ona zsunęła jego bokserski. Wszedł w nią bardzo delikatnie, jakby bal się że
każdy jego ruch może sprawić jej ból. Uśmiechnęła się gdy poczuła go w sobie.
Zaczęła cicho wzdychać ukochanemu do ucha. Przyspieszył. Poczuła jak leżanka
pod nią się trzęsie.
Po chwili poczuł, że dłużej takiego tempa nie wytrzyma. Dlatego
zwolnił swoje ruchy
Dziewczyna jęknęła głośno, a jej ciało przeszedł
przyjemny dreszcz. Spięła się, a Gawrylo pogłaskał jej twarz. Uśmiechnął się, a
po chwili wypełni jej wnętrze swoim nasieniem. Poczuł się spełniony. Opadł na
nią.
-Kocham cię- powiedział kiedy jego oddech wrócił do normy
-Ja ciebie też. Myślisz że się udało?
Gawryło podniósł się, popatrzył prosto w jej oczy i
powiedział...
-Na pewno kochanie, na pewno- gdy skończył mówić
pocałował ją w czubek głowy
-Mam taka nadzieję.- powiedziała wychodząc spod niego.
Zaczęła się ubierać.
Ubrali się i każdy poszedł w swoją stronę
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!!!
Czytam= komentuję
Myślicie, że poznanie Tosi z Piotrem to dobry pomysł? Co z tego wyjdzie?
Jak chcecie się dowiedzieć to prosimy 25 kom :)
Pozdrawiam
Aleks
czwartek, 13 lutego 2014
Rozdział 12
„Twardziel”
Cześć wszystkim! Udało nam się wyrobić z nextem na dziś. Ta część jest mało cukrowa, ale jak będzie dużo komentarzy to w następnej może rzucimy jakiegoś hocika :D Zapraszam do czytania...A i dziękujemy za prawie 5300 wejść :)
Zobaczył tam Jamesa. Czuł, że ma jakieś zwidy. Ten facet to dopiero miał
tupet. Kiedy Gawryło na niego patrzył co się w nim gotowało.
-Czego tu szukasz?
- Wiedzę, że
wam w czymś przerwałem- powiedział wskazując na nie równo zapiętą koszulę i
potargane włosy Piotra.
-Dobra, facet
mów co chcesz albo spadaj stąd, bo jak zdarzyłeś zauważyć jesteśmy zajęci...
-Przyszedłem
po moją żonę.
-Słucham?!
-Zawołaj
Hane. Zabieram ja do domu
- Ty chyba
sobie żartujesz !!!- mówił póki co spokojnym tonem Piotr
-Chcę żeby
moja żona wróciła do domu ze mną, przecież planowaliśmy wspólny wyjazd
- Hana jest
ze mną szczęśliwa i nie wróci do takiego bydlaka jak ty, a teraz powtórzę
ostatni raz spadaj stąd póki jestem spokojny...
James zaśmiał
się szyderczo.
-Hania,
kochanie... Chodź jedziemy do domu- krzyknął Coldwell. Piotr poczuł ukłucie
zazdrości. Nawet no nie mówił do nie "Hania". W tym momencie w holu
ukazała się smukła sylwetka Goldberg
-Ooo dobrze,
że cię widzę Haniu, przepraszam, że wam przerwałem, ale jak wrócimy razem do
domu to obiecuje, że dokończymy to co wam przerwałem i będę na pewno 100 razy
lepszy niż ten twój doktorek... A może pomyślimy o jakimś małym brzdącu ?-
powiedział pewnym głosem James. Piotr złapał mężczyznę za kołnierzyk.
-Uważaj na
słowa!- powiedział i uderzył Coldwella z całej siły w twarz.
Hana widząc
całą sytuację natychmiast podbiegła do męża...
-James,
wszystko w porządku ?- spytał zmartwiona Hana
-Tak, tylko
twój kochałaś się chyba zdenerwował jak usłyszał prawdę o sobie- ciągnął dalej
tą chorą grę James
-Uważaj
człowieku, bo zaraz ci poprawie!
-Uspokój się
Piotr!
-A ty co!?
Najpierw się nad sobą użalasz jakiego to masz okropnego męża a teraz lepisz się
do niego jak jakaś pierwsza lepsza...- nie zdążył dokończyć ponieważ Hana mu przerwała.
-Uważaj na
słowa kochanie. Bo jeszcze możesz ich pożałować
- Zobacz
Hana, ten debil znowu próbuje nas skłócić, zostaw go i wracajmy bo przecież
"Pan James nam przerwał"...- powiedział z nutą zwycięstwa w głosie Piotr
-I co, teraz
do ciebie mam się lepić jak pierwsza lepsza?!- powiedziała jeszcze bardziej
zdenerwowana kobieta.
-chodź do
domu Hania. Zostaw tego dupka i chodź że mną.- powiedział James łapiąc ją rękę.
- Hana, wiem
że było ci z nim źle, chcesz z nim być tylko dlatego że chce mieć dziecko ?...
Ja przecież też mogę ci je dać. Pamiętasz co ci ostatnio powiedziałem ? "
obiecuje, że będziemy mieć dziecko, gromadkę dzieci"- powiedział Piotr
Goldberg
wyrwała rękę z uścisku swojego męża.
-Nie chce z
nim być, Piotr.- powiedziała i minęła Gawryłe. Kobieta weszła do kuchni i
zaparzyła sobie mocnej kawy, musiała odreagować to co się stało kilkanaście
sekund temu... Piotr zamknął drzwi Jamesowi przed nosem i pobiegł do kuchni za
Haną...
-Przepraszam,
kochanie.- powiedział obejmując ja od tyłu. Wyrwała mu się szybko.
-wiesz gdzie
mam twoje przepraszam?!
-Ale... Nie
chcę cię znowu stracić
- Piotr, nie
ma żadnego- powiedziała ze złością w głosie Hana
-Hana, kocham
cię,! Czy do ciebie to nie dociera?!- krzyknął, a ona zaczęła płakać.
-Właśnie
widzę jak ty mnie bardzo kochasz- powiedziała przewracając oczami
-Co mam
zrobić, żeby ci to udowodnić
-Nic nie rob!
Wszyscy jesteście tacy sami!- Powiedziała ze łzami w oczach. Szybko się ubrała
i wybiegła z domu trzaskają drzwiami
Pobiegł za
nią. Lecz mimo srogiej zimy nie wziął nawet kurtki. Dogonił ja gdy wsiadła do
auta. Obrócił ja w swoją stronę o namiętnie pocałował.
-Hana...
Błagam daj mi szansę, ja na prawdę cię kocham- Powiedział kiedy się od siebie
oderwali.
-Piotr, ja mam dosyć, tego, że od jakiegoś
czasu nie wiem na czym stoję! Zdecyduj się czego ty chcesz!
-Ja chcę
tylko ciebie, chcę zasypiać i budzić się przy tobie...
-Obiecaj, że
już na zawsze będziemy razem
-Obiecuję...
-A teraz
przepraszam, ale muszę jechać do pracy bo Wójcik mnie powiesi jeśli się znowu
spóźnię... A ty biegusiem do domu bp się rozchorujesz...- Powiedziała uradowana
kobieta i delikatnie musnela jego wargi.
-Spotkamy się w szpitalu...
Po nie całej
godzinie Gawryło także dotarł do szpitala, po czym skierował się do sali Szymka
zahaczając o kiosk żeby kupić małemu komiks. Chciał mu wynagrodzić wczorajszą
nie zręczną sytuacje...
Po zakupieniu
magazynu skierował się na OIOM. Chłopiec jeszcze spał... Postanowił więc swoje
kroki skierować na ginekologie.
-Hej Darek,
wiesz gdzie jest Hana ?
-nie,
niestety nie wiem- Piotr poszedł więc na salę z noworodkami, zobaczył tam Hanę
z nowo narodzonym dzieckiem na rękach. Na sam widok robiło mu się cieplej na
sercu...
Dopiero teraz
dostrzegł, jak kobieta uwielbiała dzieci. Miał nadzieję, że na niedługo sami
będą mieli takiego malca, który nie będzie dawał im spać po nocach...
Podszedł do
niej od tylu i złapał ją w pasie. Ona na sam dotyk Piotr wzdrygnęła się...
-Spokojnie.
To tylko ja- zaśmiał się, na co i ona się uśmiechnęła
-Chcesz potrzymać?-
Zapytała z nadzieja w głosie
-Jaaa, nie
wiem jak, boję się że coś mu zrobię...- odpowiedział szybko zszokowany tym
pytaniem Gawryło
-Spokojnie,
to mały twardziel.- powiedziała wysuwają dziecko w jego stronę. Po chwili
zastanowienia wziął go delikatnie.
-Dlaczego
uważasz, że to twardziel???
-Powiedzmy,
że mieliśmy małe problemy przy porodzie...
-A chciałabyś
mieć takiego twardziela w domu? -A ty byś chciał,?
-Bardzo bym
chciał, ale boję się że nie byłbym dobrym ojcem...
-Dlaczego? Ja
uważam, że byłbyś wspaniałym tatusiem
- Ale ja
nawet nie wiem jak nosić takiego brzdąca...
-Bardzo dobrze
ci idzie, kochanie...
-Myślisz?
-No jasne...
-Ale, ja
chyba jeszcze nie jestem gotowy na dziecko... Przepraszam Hana... - Powiedział
Piotr odkładając maluszka do łóżeczka
-Nie, no
dobra. Ok.- powiedziała, chociaż było jej cholernie przykro
-Hana, ja na
prawdę przepraszam... Jeśli chcesz to możemy mieć dziecko... Wystarczy że tylko
mi o tym powiesz... Ja dla ciebie zrobię wszystko
-Chce, żeby
to była nasza wspólna decyzja, Piotr... Nie chce żebyś potem żałował..
-Jestem tak w
tobie zakochany, że niczego nie będę żałował...
-Teraz tak
możesz.
-Ja mówię na
prawdę
-dobrze, już
chodź stąd...
-Ale mi się
tu bardzo podoba, kochanie
-To zostań,
jak chcesz.- powiedziała i minęła go. Gdyby tam została choć chwilę dłużej
wybuchłaby płaczem...
-Kurczę,
co ja narobiłem ? Przecież chce mieć dzieci... Co się ze mną stało, że jej tak
powiedziałem ?- bił się z myślami Gawryło. Poszedł za
nią. Znalazł ja w lekarskim. Po jej policzkach spływały łzy.
-Hana, ja
przepraszam... To nie jest tak, że nie chcę...
-Wiem! Nie
tłumacz się!!!- zaczęła krzyczeć
-Kochanie co
się stało?
-Poza tym, że
jesteś dupkiem to nic!
-O co ci
znowu chodzi?
-Żona cię
szukała. Razem z córka
- Ja nie mam
żony, a tym bardziej córki !!! Hana co cię znowu ugryzło ?!- powiedział
poirytowanym głosem
-Proszę cię,
przestań grać. Widziałam ją. Jest skórą zajęta z ciebie!
-Rozumiem,
masz prawo być zła że nie chcę mieć na razie dziecka, ale nie musisz od razu
mówić że jestem ojcem wszystkich dzieci na świecie !!!- zaczynały mu pomału
puszczać nerwy
-To co może
mi powiesz, że jakaś kobieta tak o sobie tu przyszła i powiedziała
"przepraszam, gdzie mogę znaleźć mojego męża. Piotra Gawryle. Chciałam
żeby zajął się nasza córką, bo ja muszę jechać do pracy"!!!
- Powtórzę ci
kolejny raz że nie mam dzieci !!!
-Proszę cię.
Nie rób że mnie idiotki!
-Kto z kogo
robi idiotę ?!
-Co mi
próbujesz zarzucić?! Że sobie to wymyśliłam!!!
-Czytasz mi w
myślach !!!
-Wiesz co, ja
się poważnie zastanawiam nad sensem naszego związku!!!
- I co wymyśliłaś ?
-że skoro taki masz do mnie stosunku,
to nie ma on żadnego sensu!!- krzyknęła.
-Nie ma sensu
to że mi nie ufasz !!! Jakbym miał dziecko to bym chyba o tym wiedział nie prawdaż
?
-No jakoś mi
nie powiedziałeś! Powiedz ile czasu chciałeś się tak mną zabawiać, co? Tydzień,
dwa'?!
-Ja cię
kocham !!!
-Piotr? W
końcu cię znalazłam- powiedziała wchodząca do lekarskiego kobieta...
-Dalej mi nie
wierzysz ?!
-Magda?! Co
ty tutaj robisz!!?
- Czyli,
jednak znasz tą kobietę !!!
-Jezu, Hana
to nie tak...
- A jak ?!
-To nie jest
moja żona.
-A kto?!
-Narzeczona- wtrąciła Magda. -Była narzeczona!- poprawił ja Gawryło
-Bardzo
dziękuję, że wreszcie zechciałeś mnie o tym nie istotnym fakcie poinformować!!!
-Do jasnej
cholery, nic mnie z Magdą nie łączy !!!
-Przeciwnie
Piotruś. Mamy córkę. Czeka aż nas weźmiesz do domu, w bufecie...
-Jaką córkę ?
Przecież my się zabezpieczaliśmy...- zaczął się zastanawiać
- No jak
widać nie zawsze. Twoja córka ma 8 lat. I ma na imię Tosia...
-Jestem
pewien, że zawsze, jeszcze sama mnie pilnowałaś- Hana coraz bardziej była
zdziwiona całą sytuacją...
-Możecie mi w
końcu do cholery wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi- wybuchła w końcu. -Nie wtrącaj
się blondi!- Hana nie wytrzymała tej sytuacji, ze łzami w oczach wybiegła ze
szpitala
-Kochanie
zaczekaj!
-Zostaw mnie
w spokoju!
-Ale Hana, to
na prawdę nie tak, nic mnie z Magdą nie łączy
-Tak, a
dziecko, to nic. Piotr, błagam. Nie pogrążaj się już...
-kocham
ciebie, a nie Magdę
-Jezu, Piotr.
Cały czas coś stoi nam na przeszkodzie. Może to po prostu znak, że nie jesteśmy
dla siebie...
-Nikogo nie
kochałem tak jak ciebie !!!
-Ja też nie.
Ale ja juz nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Może wyjedźmy gdzieś. Tylko
ty i ja...
-Z tobą Hana,
pojadę nawet na koniec świata...
-Rozwiodę sie
z Jamesem. I rzucimy to wszystko w cholerę.- pocałowała go delikatnie...
-Zapomniałaś
dodać jedną rzecz...
-Tak? Jaką?
-Że będzie z
nami mały "twardziel"- powiedział, puszczając do Hany oczko.
JJak myślicie, będzie twardziel?
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!!! Czytam= komentuję ;)
Przepraszam za błędy i w ogóle, ale część pisana na telach. Co wyłapałam to poprawiłam...
Pozdrawiam Aleks
sobota, 8 lutego 2014
ROZDZIAŁ 11 (HOT!!!)"CISZA PRZED BURZĄ"
Hejka! Na początku chciałam przeprosić za wszystkie opóźnienia i przyznaję bez bicia, że to tylko i wyłącznie moja wina... Dziękuję za wszystkie komentarze i za 4639 wejść!!! Jesteście wielcy. Nie wiem jak mam wam za to dziękować, naprawdę... Od razu mówię, że nie wiem kiedy next. Zapraszam do czytania mam nadzieję, że wam się spodoba...
Siedzieli
przytuleni do siebie przez bardzo długi czas. W końcu jednak postanowili się
ogarnąć. Gawryło odepchnął ją od siebie delikatnie. Spojrzała na niego
zdziwiona. Mężczyzna otarł swoje łzy.
-Chodź
do małego.- szepnął i dłonią przejechał jej mokry policzek. Następnie go
pocałował. Wstali z kozetki i poszli razem do Sali Szymka. Na szczęście ten
zaczął się powoli wybudzać. Leki zadziałały! Piotr spojrzał w stronę Hany i
uśmiechnął się do niej lekko. Objęła go ramieniem i wtuliła się w jego męski
bark. Piotr wszedł do Sali chłopca, ciągnąc Hanę za rękę jednak ta nie chciała
tam wchodzić. Gawryło pokiwał głową i poszedł do Szymka, który cały czas
wyglądał mizernie. Usiadł na krześle przy jego łóżku, łapiąc chudą i zimną dłoń
chłopca. Zaczął coś do niego szeptać. Gdy Hana obserwowała to wszystko przez
szybę robiło jej się ciepło na sercu. „Będzie kiedyś idealnym ojcem”
przeleciało jej przez głowę. „Nie, nie, nie! O czym ja myślę, znam go raptem
kilka dni, a już chcę mieć z nim dzieci?- mówiła do siebie…
-Panie
Piotrze, co się stało- wydusił z siebie chłopiec. Popatrzył na Gawryłę swoimi
dużymi niebieskimi oczkami.
-Nic,
smyku. Wszystko już dobrze. Niedługo wrócisz do zdrowia.- uśmiechnął się do
malca. Szymek spojrzał w stronę drzwi. Za nimi stała Hana. Widząc ją chłopiec
skulił się i mocniej uścisnął dłoń Piotra. Gawryło spojrzał w kierunku w który
patrzył malec. Zobaczył tylko zatrzaskujące się za jego kobietą drzwi.
Wiedział, że jej przykro, i że strasznie to przeżywa. Postanowił porozmawiać z
Szymkiem, na ten temat.
-Ta
kobieta, która tutaj, przed chwilą była… ona jest dla mnie strasznie ważna…
-Ważniejsza
niż ja?- zapytał chłopiec, czym kompletnie zwalił mężczyznę z tropu. Gawryło
nie miał pojęcia, że Szymek tak się do niego przywiązał. Wiedział, że to bardzo
źle… bo nastąpi moment gdy będą musieli się, rozstać i będzie wtedy ciężko im
obu. Nie chciał tego…- ważniejsza niż ja?- powtórzył…
-Jesteście
dla mnie tak samo ważni…- szepnął.- proszę, żebyś jej dał szansę. Jest naprawdę
wspaniałą osobą…
-Nie!
Nie chcę…
-Szymek,
błagam…
-Jakby
pan musiał wybierać, to wybrałby pan mnie, czy ją?- powiedział, znów stawiając
Piotra, pod ścianą.
-Szymek,
to jest teraz nie istotne…
-Niech
mi pan powie!
-Wybrałbym…wybrałbym
ją…-powiedział spuszczając głowę. Nie chciał zrobić chłopcu przykrości, ale nie
chciał też kłamać.
-Niech
pan do niej idzie…- powiedział malec, przez łzy.
-Zostanę
z tobą.
-NIE!
NIE CHCĘ!!!
-Dobrze,
spokojnie Szymek…- powiedział i po chwili wstał i wyszedł. W zasadzie to mógł
już wracać do domu. Był po pracy. Zresztą Hana też. Poszedł do lekarskiego i
przebrał się. Nie było już kurtki jego kobiety. Musiała iść… Wybiegł ze
szpitala i wsiadł do samochodu z nadzieją, że gdzieś ją jeszcze dogoni. Nie
mylił się. nie oddaliła się od szpitala nawet o kilometr. Zjechał na pobocze i
opuścił szybę w swoim sportowym ferrari…
-Wsiadaj,
do samochodu. Zmarzniesz…
-Nie
chcę. Przejdę się.
-Hana,
przestań błaznować… wsiadaj!
-Nie…-
powiedziała. Wysiadł z samochodu. Złapał ją w pół i przerzucił sobie przez
ramie- Postaw mnie dzikusie!!!- krzyknęła rozbawiona.
-Nie!-
zaśmiał się i wsadził ją do samochodu. Zapiął jej pas, całując ją w usta. Z
chęcią odwzajemniła jego pocałunek. Wsadził jej dłoń pod bluzkę.
-Piotr…
jedźmy do domu.- westchnęła.
-Już…-
oderwał się od niej i zamknął drzwi. Wsiadł z drugiej strony. Odpalił samochód
i wcisnął gaz do dechy.
-Nie
wiem czy wiesz, ale na szybką jazdę mnie nie poderwiesz. Nie rusza mnie to-
zaśmiała się Goldberg.
-Nie,
a na co???- on również się uśmiechnął
-Sam
musisz do tego dojść…
-A
może mi pomożesz, co?
-Nie!-
powiedziała i wysiadła z samochodu, który stał już pod blokiem Piotra. Wbiegła
na górę. Wiedziała, że Piotr też zaraz tu będzie. Rzuciła torebkę i płaszcz na
łóżko. Poszła do kuchni, żeby zaparzyć kawę. Nie zdążyła nawet nalać wody do
czajnika, a już usłyszała trzaśnięcie drzwiami. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy
poczuła jego ręce na swoich biodrach. Odwrócił ją do siebie przodem.
-Czemu tak szybko mi uciekłaś, co?- powiedział, nie dając jej szansy na
odpowiedź, zaraz po tym ją pocałował. Namiętnie, a jednocześnie romantycznie…
kiedy to robił, ona rozpływała się w jego ramionach. Podniósł ja i posadził na
kuchennym blacie. Zszedł z pocałunkami na jej szyję, potem na dekolt.
Odepchnęła do lekko i zeszła na ziemię. Złapała mężczyznę za rękę i pociągnęła
w stronę sypialni. Kiedy już tam byli kobieta pchnęła Gawryłę na łóżko. On
pokręcił z niedowierzaniem głową. Usiadła na nim okrakiem i po kolei rozpinała
guziczki jego koszuli. Potem zsunęła ją z jego ramion i delikatnie pocałowała
jego tors. Uśmiechnął się i przekręcił ją na plecy. Z ciągnął przez głowę jej
luźną bluzkę i rozpiął stanik, który po chwili leżał na podłodze koło łóżka.
Całował i pieścił jej piersi, wywołując u niej dziką falę rozkoszy. Jęczała mu
do ucha i nie mogła tego powstrzymać. Odsunął się od niej i rozpiął guzik przy
jej biodrówkach, a następnie zdjął je jednym ruchem. To samo zrobił ze swoimi
spodniami oraz bokserkami. Złapał jej nogi i mocno do siebie przyciągnął. Zerwał
jej koronkowe figi. Spojrzała na niego wyczekująco. Włożył rękę pod poduszkę i
wyją szeleszczącą paczuszkę. Podał jej, a ona rozerwała ją i pomogła mu
nałożyć. Wszedł w nią delikatnie. Czuł, że dziewczyna zaraz dojdzie, więc
przyspieszył ruchy. Nie musieli czekać długo, by razem szczytować. Szepnęła
jego imię, a następnie jej mięśnie zaczęły się rozluźniać. Położył się obok
niej. Kobieta wtuliła się w jego ramiona. Głaskał ją po włosach. Nagle
usłyszeli dzwonek do drzwi. Goldberg spojrzała zdziwiona na swojego ukochanego.
On tylko wzruszył ramionami i szybko się ubrał. Poszedł otworzyć drzwi. Zobaczył
tam…Jak wrażenia? Co myślicie o tajemniczym gościu? Kto to może być?
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...
Zapraszam na mojego fp HaPi
https://www.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597?fref=ts
Ps. jak się podoba nowy kolaż?
Pozdrawiam
Aleks
Subskrybuj:
Posty (Atom)