Piotr i Hana

Piotr i Hana

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 22



 Jakoś nie jestem zadowolona z tej części... Ale cóż...



Otworzyła z trudem oczy. Od razu spostrzegła, ze jest w szpitalu. Koło jej łóżka siedział Piotr. Trzymał jej dłoń przy ustach. Miał zamknięte oczy. Wiedziała jednak, że nie śpi. Słyszała jego cichy szloch. Wolną dłoń położyła na brzuchu. Był prawie płaski. Z jej ust wydobył się szloch, którego nawet ona się nie spodziewała. Piotr podniósł na nią wzrok. Miał załzawione oczy.

-Piotr… powiedz, że to nie prawda- szepnęła głosem przepełnionym goryczą.

-Kochanie… Tak mi przykro…- powiedział, a po jego policzku spłynęła kolejna łza.

-Powiedz mi, że moje dziecko żyje!- powiedziała najgłośniej jak tylko dała radę.

-Darek z Radwanem robili wszystko co mogli, ale nie udało się. Ona nie żyje- mówił coraz wyższym głosem. Nie hamował łez. Przytulił jej dłoń do swojego policzka. Natychmiast ją zabrała.

-Idź stąd. Chcę zostać sama.

-Hana… Nie zostawię cię teraz.

-Nie potrzebuję twojej litości- powiedziała patrząc mu w oczy. Widział w nich ból, żal, a przede wszystkim łzy.

-To nie jest litość. To tez było moje dziecko.- otarł dłonią jej mokry policzek, chociaż jego był tak samo załzawiony.- Przejdziemy przez to razem…- zanim zdążył powiedzieć coś więcej kobieta uniosła się na łokciach i wtuliła w jego tors. Przysunął bliżej krzesełko. Obią ją płakała mocząc łzami jego uniform. Nie przeszkadzało mu to. Głaskał ją po włosach w których schował swoją twarz. Słyszał jak zanosiła się płaczem. Czuł, że trzyma rękę na swoim brzuchu. Pocałował ją w czubek głowy i pochylił głowę by wytrzeć łzy w swoje ramie. Niedługo potem przyszła pielęgniarka i Hana dostała leki nasenne. Zasnęła w ramionach Piotra. Mimo iż Gawryło o tym wiedział nie odłożył jej na łóżko. Dalej trzymał ją w ramionach. On także potrzebował jej bliskości. Przychodzili znajomi, przyjaciele… Proponowali mu, że przy niej posiedzą. Żeby chociaż napił się kawy. On tylko przyciskał jej głowę mocniej do siebie i mówił, że chce być jak się obudzi.  W końcu Wójcik musiał go wyprowadzić na siłę. Po nim przyszedł do niej Przemek. Siedział tam około godziny, a potem musiał wracać do pracy. Potem Wiki, Lena, Radwan przyszedł ją odwiedzić. Tłumaczył się tym, że chciał sprawdzić jej stan, chociaż tak naprawdę chciał wiedzieć jak się trzyma. Potem wrócił Piotr. Siedział na brzegu jej łóżka, dopóki się nie obudziła. Przez resztę pobytu w szpitalu kobieta prawie nic nie mówiła. Gdy dostała wypis Piotr chciał jej pomóc. Jednak ona była uparta. Nie chciała jego pomocy.





Od utraty dziecka przez Hanę minęło 4 miesiące. Kobieta niemal od razu po wyjściu ze szpitala wróciła do pracy. Ich stosunki z Piotrem się nie poprawiły. Wręcz przeciwnie. Kobieta jeszcze bardziej go odpychała. Tego dnia Piotr miał wolne. Postanowił zabrać Tosie do Aquaparku. Z samego rana spakowali się do samochodu i ruszyli. Tosia upatrzyła basen na drugim końcu miasta. Po przeszło godzinie „jazdy” wyjechali z korku. Byli już prawie na miejscu, kiedy zadzwonił telefon chirurga. Sięgnął do kieszeni i go wyciągnął. Spojrzał na wyświetlacz. Usłyszał głośny huk. Potem była już tylko ciemność…





Obudził się i poraziło go jasne światło. Otworzył jedno oko.  Stała nad nim Wiki. Coś mówiła jednak nie słyszał co. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Dopiero wtedy ją usłyszał.

-Piotr… Nie zasypiaj. Słyszysz mnie? Nie zasypiaj…

-Jasne- szepnął.

-Jak się czujesz?

-Jakbym dostał młotkiem w łeb.

-No prawie tak było…

-Co się stało? Czemu tu jestem?- zapytał zdziwiony.

-Miałeś wypadek.

-Jaki wypadek?!

-Jechałeś z córką. Wjechał w was pijany kierowca.

-Jezu… Co z Tosią?!- podniósł się gwałtownie.

-Piotr, spokojnie. Połóż się.- przytrzymała go.

-Powiedz mi co z moją córką?!!

-Spokojnie. Zbadam cię do końca i pójdziesz do niej jak wszystko będzie dobrze.- zaczęła dotykać jego brzucha. Po 15 minutach przyszła pielęgniarka i podała chirurg wyniki badań krwi. – Wygląda na to, że wszystko z tobą ok.

-Powiesz mi w końcu gdzie jest moja córka?

-Tosia jest operowana- powiedziała patrząc mu w oczy. Natychmiast wstał i wybiegł z pomieszczenia.




Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...
Już niedługo będzie cukier ;)


Pozdrawiam 
Aleks

Rozdział 21 "To moja wina"



Hej, tak jak obiecałam dodaję opo... Dziekuję za ponad 18000 wyświetleń ;)



Siedział przy niej całą noc. I całą noc odrzucał kolejne połączenia od Magdy. Sekund trwały godziny. Nie wiedział nawet kiedy zasnął. Obudził go jęk. Otworzył oczy. Hana zwijała się z bólu trzymając rękę na brzuchu.
-Hana… oddychaj…- rzucił i wybiegł z Sali. Zwiedził całą ginekologię, jednak jak na nieszczęście nie mógł nigdzie znaleźć Wójcika. Zajrzał do każdej Sali, każdego gabinetu. Ginekolog jakby zapadł się pod ziemię. Nagle na drugim końcu korytarza dostrzegł Radwana dyskutującego z pielęgniarką. Chwilę się zawahał. Wiedział, że jego stosunki z Haną nie są najlepsze. Jednak uświadomił sobie, że tu chodzi o życie jego córki. Ruszył biegiem w jego stronę. Zatrzymał się przed Krzysztofem.
-Doktorze… z Haną coś się dzieje, a nigdzie nie mogę znaleźć Wójcika.- zaczął zaniepokojony. Radwan spojrzał na niego ze zdziwieniem i ruszył w kierunku Sali Goldberg. Podszedł do jej łóżka. Dotknął jej brzucha.
-Spokojnie, Pani doktor…- powiedział odkrywając jej kołdrę.- Siostro! Proszę mnie połączyć z doktorem Wójcikiem. I dać pani doktor leki przeciw bólowe i tokolityki.- Mówił osłuchując jej brzuch. Pielęgniarka podała mu telefon. Odszedł w róg Sali i zaczął coś szeptać do słuchawki.  Po chwili się rozłączył- Proszę przygotować salę operacyjną. Natychmiast.
-Jak to salę operacyjną?!- wtrącił Piotr.
-Doktorze Gawryło… Z tego co mi wiadomo to nie jest pan nikim z rodziny Pani doktor, więc…
-Jestem ojcem jej dziecka- przerwał mu. Radwan spojrzał najpierw na niego potem na Hanę. Kiedy miał zacząć mówić, na salę wbiegł Darek.
-Krzysztof… Sala gotowa. Zabieramy ją.- we dwóch zaczęli pchać jej łóżko w stronę drzwi. Piotr został sam. Usiadł na krzesełku i schował twarz w dłoniach. Chciało mu się płakać. Bał się o Hanę i bał się o ich dziecko. Po chwili się ocknął.  Wstał i ruszył w stronę bloku. Usiadł na jednym z krzesełek pod drzwiami. Jego telefon znowu się rozdzwonił. Spojrzał na wyświetlacz. Magda. Po raz kolejny odrzucił połączenie. Teraz Hana była najważniejsza. Wydawało mu się, że czas zatrzymał się w miejscu. Zamknął oczy i zaczął intensywnie myśleć. Nie miał pojęcia kiedy zasnął. Obudził się dopiero gdy ktoś położył mu dłoń na ramieniu. Gwałtownie otworzył oczy. Stała nad nim Wiktoria.
-Piotr… od godziny masz dyżur na izbie. Zastąpić cię?- Dyżur. Kompletnie o nim zapomniał. W głowię miał teraz tylko Hanę i maleństwo. Wziął głęboki oddech.
-Nie… Już tam idę. Przepraszam, zapomniałem. Ale już idę.- podniósł się z krzesełka.
-Piotr… to chyba nie jest dobry pomysł. Może zostań, a ja pójdę za ciebie. Potem pójdziesz do Hany.
-Nie… Praca dobrze mi zrobi.- powiedział wyjmując z kieszeni dzwoniący telefon.- mogę prosić cię o przysługę?
-Co mam jej powiedzieć?- powiedziała ruda, jakby czytała w jego myślach.
-Że od wczoraj operuję.
-Uuu… to mega ekstremalna operacja. Ponad 12 godzin.
-Spokojnie. Uwierzy.- powiedział podając jej telefon. Ruszył w kierunku izby. Miał nadzieję, że podczas pracy choć na chwilę zapomni o tym wszystkim. Po dwóch godzinach spędzonych na izbie do sali wpadła Lena. Miała łzy w oczach. Piotr gdy tylko to zobaczył wstał od biurka.
-Co się stało, Lena?- zapytał zaniepokojony.
-Nic. Hana jest na pooperacyjnej.  Idź do niej- powiedział i lekko pociągnęła nosem.- Zastąpię cię. No idź.
-Coś jest nie tak. Widzę to.
-Idź już.- powiedziała. Niemal wybiegł z izby. Biegł prosto do Hany. Miał złe przeczucie. Dotarł na miejsce. Nad jej łóżkiem stali Radwan, Wójcik i van Graff. Stanął przed drzwiami. Wiedział, ze i tak będą mu kazali wyjść, więc stwierdził, że zaczeka. Lekarze o czymś zawzięcie dyskutowali. Usłyszał trzask drzwi na odział. Przekręcił głowę w lewo. Zobaczył Wiktorię. Chwilę potem ta stanęła obok niego.
-Wiki… Ja wiem, że powinienem być na izbie… Ale przyszła Lena. Powiedziała, że mnie zastąpi. Więc…- zaczął się tłumaczyć.
-Spokojnie, Piotr. Wiem. Sama ją o to prosiłam. Wiesz co z dziewczynami?- zapytała wskazując głową w kierunku łóżka Hany.
-Nie… Jeszcze nie…
-Nie wejdziesz tam?
-Zaczekam.- potem na małym korytarzu nastała cisza. Gdyby nie ciche tykanie ściennego zegara, Piotr byłby pewien, że ogłuchł. Wiki zawsze tyle mówiła, a teraz stała razem z nim i bez słowa wpatrywała się w jego ukochaną. Po upływie jakichś 10 minut wyszedł do nich Wójcik.
-Darek… co z nimi?- od razu „zaatakował” go Piotr.
-Spokojnie. Usiądź.- rzucił cicho wskazując na krzesło.
-Nie ma czasu… Po prostu powiedz mi jak operacja.- Ginekolog spojrzał na Wiktorie, potem znowu na Piotra.
-Przykro mi… Ale nie udało nam się uratować dziecka- mówił spuszczając głowę. Potem wrócił z powrotem na salę. Gawryło opadł na jedno z krzesełek. Odchylił głowę do tyłu. Po jego policzkach spłynęło kilka łez. Czuł się, jakby jego życie straciło kompletny sens. Jeszcze wczoraj trzymał rękę na brzuchu Hany czując ruchy swojej kruszyny, a teraz dowiedział się, że ona odeszła. Nie zdążył jej nawet zobaczyć, poznać. Wiki usiadła obok niego. Od razu się w nią wtulił. Zaczął płakać jak małe dziecko. Zaczęły wracać do niego obrazy z dzieciństwa. To jak dowiedział się, ze będzie miał rodzeństwo. Jak się wtedy cieszył. Potem to szczęście kiedy Hana powiedziała, że pozwoli mu wychowywać ich dziecko. A potem ten, kiedy znalazł swojego martwego braciszka. I ten przed chwilą. Kiedy Darek mu powiedział, że jego dziecka już tu nie ma. Oderwał się od przyjaciółki i otarł łzy.
-Dziękuję, Wiki. Dziękuję, ze jesteś.
-Od tego ma się przyjaciół.- na jej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech. Ona też czuła się okropnie. Bardzo się cieszyła, kiedy okazało się, że Hana jest w ciąży. Były w końcu przyjaciółkami. A teraz… Miała wrażenie, że gdyby była podczas tej operacji mogłaby coś zrobić. Mogłaby pomóc. Nie wiedziała czemu, ale czuła się odpowiedzialna, za śmierć tego maleństwa. Gdy drzwi do sali się otworzyły obydwoje wstali. Pierwszy wyszedł Wójcik. Miał spuszczoną głowę. Gdyby ją uniósł wszyscy mogli by zobaczyć jego wyraźnie załzawione oczy. Czuł się podle. Ciągle zarzucał sobie, że wcześniej niczego nie dostrzegł. Że nie zlecił, żadnych badań.  Albo chociaż, że wczoraj od razu nie skierował Hany na operację. Przecież było tyle sposobów, by uratować to dziecko… Za nim szedł Radwan. I jemu udzielił się posępny nastrój wszystkich dookoła. Było mu też strasznie żal Hany. Trochę z nią pracował i widział niejednokrotnie jak pomagała wielu kobietom. Jak ratowała wiele maluchów. Ale on nie mógł pomóc jej. W jego głowie krążyła myśl, że może gdyby operował ją inny lekarz, skończyłoby się inaczej… Na końcu był Ruud. On także miał poczucie winy. Także był przy tej operacji. Gnębiło go to, że może gdyby podawał inne leki, serce Hany by nie stanęło w trakcie operacji. A wtedy dziecko miałoby jakieś szanse. Pamiętał jak Hana pomogła kiedy Bożenka była w ciąży. A teraz on nawalił po całości.
-Mogę do niej iść?- zapytał Gawryło.
-Tak… Będziesz jej teraz potrzebny…- powiedział ciągnąc nosem Wójcik. Piotr wyminął ich i wszedł do Goldberg. Usiadł przy jej łóżku. Zastanawiał się co jej powie, jak się obudzi. Wiedział, że to od niego musi się dowiedzieć.



Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...


Next= 35 kom (skoro tak dobrze wam idzie ;P) ((Może dodam jeszcze dziś))

Pozdrawiam
Aleks

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 20



Mijały miesiące. Stosunki między Haną i Piotrem wciąż były chłodne. Jednak po rozmowie z Gawryłą kobieta postanowiła póki co zostać w kraju. Jednak nie chciała dopuszczać do siebie Piotra. Miała wokół siebie wiele osób. Lenę, Przemka, Olę… Radziła sobie bez Gawryły.  Coraz większymi krokami zbliżała się do porodu. W szóstym miesiącu ciąży jej jedynym zajęciem było siedzenie w domu. Wójcik już dwa miesiące temu wysłał ją na urlop. Tego dnia miała przyjść do niej Lena. Umówiły się na plotki około 12. Goldberg obudziła się o 10. Chwilę poleżała, a następnie wybrała ciuchy i skierowała się do łazienki. Położyła wszystko na pralce. Jej ręka spoczęła na pokaźnych rozmiarów brzuchu. Jej córeczka od jakiegoś czasu mocno dawała jej popalić. Dziś nie było inaczej. Hana wzięła głęboki oddech i głośno wypuściła powietrze. Oparła się o ścianę i zjechała na podłogę. Poczuła mocny skurcz. Skrzywiła się. miała takie co najmniej od dwóch tygodni.
-Spokojnie, malutka… Będzie dobrze…- mówiła głaszcząc się po brzuchu. Po chwili ból ustał. Wzięła jeszcze kilka głębszych oddechów. Wstała. Wzięła prysznic i ubrała się.  Poszła przygotować jakieś kanapki, na spotkanie z Leną. Przyjaciółka miała być za 15 minut, więc Hanie nie zostało dużo czasu. Wyjęła z lodówki wszystko co się nadawało. Punktualnie o 12 zadzwonił dzwonek do drzwi. Ociężała Goldberg powlokła się, żeby otworzyć.
-Heej, Hana… Jak się macie?- przytuliła ją Starska
-Nie najgorzej- zaśmiała się- wchodź do środka. Zrobię nam herbatkę.
Kobiety skierowały się do kuchni. Hana wstawiła wodę i przygotowała kubki.
-A jak twój maluch? Kopie?
-Oj, Lenka…  I to jeszcze jak
- Wiesz już jak będzie miała na imię?
-Nie… nie myślałam o tym.- rzuciła zalewając herbatę wrzątkiem. Odstawiła czajnik i wzięła kubki. Po chwili jednak je postawiła.
-Hana, co jest?- zapytała zmartwiona Starska, patrząc na skrzywienie na twarzy Hany.
-Skurcz… ale zaraz przejdzie- wyjąkała kładąc dłoń na brzuchu.
-Chodź, zawiozę cię do szpitala.- wzięła ją pod ramie.
-Nie trzeba, wszystko jest ok.
-Hana… Wójcik cię obejrzy, zbada… chodź.
-No dobrze…- po chwili siedziała w samochodzie Starskiej. Skurcz dalej nie odpuszczał. Trzymała się za brzuch delikatnie go masując. Nie zauważyła kiedy auto pokonało drogę od jej domu do szpitala. Lena otworzyła jej drzwi i pomogła wysiąść. Zaprowadziła ją prosto do gabinetu Wójcika.
-Hana? A co ty tu robisz?- zdziwiony ginekolog, aż wstał od biurka.
-Boli ją brzuch… Ma skurcze…- zaczęła tłumaczyć za nią Starska.
-Posadź ją na fotelu.- powiedział pomagając internistce.  Hana cały czas zwijała się z bólu. Darek odpalił ultrasonograf i zaczął robić jej USG.- Lena… zawołaj Radwana. – powiedział poważnym tonem. Starska wybiegła z gabinetu, żeby za chwilę do niego wrócić z ordynatorem ginekologii.
-Niech pan, na to spojrzy, ordynatorze.- zaczął Wójcik, pokazując jakiś punkt na monitorze.
-A jak serce?- powiedział niespokojnie Radwan. Darek przejechał głowicą trochę w dół.- Zabierzemy panią doktor na patologię ciąży. Proszę zlecić pielęgniarce podawanie tokolityków i leków rozkurczowych. Jeśli nic się nie polepszy, będziemy operować.
-Darek… co z moim dzieckiem…- rzuciła przez łzy Hana.
-Spokojnie… Teraz o tym nie myśl… zaraz dostaniesz coś na uspokojenie i potem pójdziesz spać. Resztę zostaw w naszych rękach.
-Powiedz mi prawdę!
-Nie wiem, co jest. Ale się dowiem… - spojrzał jej w oczy.-siostro… Proszę coś na sen, dla pani doktor.- zwrócił się do pielęgniarki. Niedługo potem, Hana została przyjęta do szpitala. Cały czas był przy niej ktoś bliski…

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Piotr wszedł do umywalni. To była potwornie ciężka operacja. Oparł się o umywalkę i zamknął oczy. Był już po dyżurze. W końcu mógł jechać do domu. Zdjął maskę i rękawiczki wrzucając je do pojemnika. Zaczął się myć. Do pomieszczenia weszła Wiki z Przemkiem. Mieli następną operację razem. Obydwoje spojrzeli na Gawryłe ze zdziwieniem.
-A… a co ty tu robisz?- zaczęła Wiki.
-Dopiero co skończyłem operować…
-Myślałem, że jesteś przy Hanie- wtrącił Zapała.
-Jak to przy Hanie. Coś się stało?- spojrzał na nich zaniepokojony.
-Nic nie wiesz?
-Gdzie ona jest?
-Na ginekologii… sala 16.- powiedział młody chirurg, a Piotr natychmiast wyszedł z umywalni. Biegł jak szalony, nie patrząc, że obija się o kogoś na każdym kroku. Dystans pokonał w niespełna 2 minuty. Hana leżała sama w Sali. Spała. Nad jej łóżkiem stał Wójcik i coś notował.
-Darek… co z nią?- podszedł i położył rękę na jej brzuchu.
-O którą pytasz?
-O obie!
-Hana dostała leki nasenne… nie wiem jeszcze dokładnie co z małą… ale na pewno nic dobrego.
-Powiedz mi, że z tego wyjdą…
-Przepraszam, ale nie mogę.- spojrzał na niego ponad okularami i wyszedł. Gawryło usiadł na krzesełku koło łóżka. Złapał Hanę za rękę. Delikatnie ją ucałował. Drugą dłoń położył na jej dużym brzuchu.
-Trzymajcie się dziewczyny…- szepnął


Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

25kom= next :D

Zapraszam na ASK'a

I na mojego drugiego bloga: http://gitarabyaleks.blogspot.com/

Pozdrawiam,
Aleks

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 19 "Na mnie nie licz"




Po skończonym dyżurze odebrała od Wójcika wszystkie papiery. Skierowała się w stronę lekarskiego, żeby się przebrać. A potem miała umówione spotkanie z Piotrem. Weszła do przebieralni. Położyła swoje wyniki koło torebki i zdjęła kitel. Odwiesiła go na miejsce i usiadła na krześle w rogu małego pomieszczenia. Wzięła do ręki stos kartek. Recepta, karteczka z tym jakie witaminy ma brać, opis rozwoju jej malucha i wydruk z USG. Spojrzała na czarno-białe fotografie. Było na nich JEJ dziecko. Jej i Piotra. Postanowiła, że dziś mu powie, że będą rodzicami. Schowała zdjęcia do kieszeni, a resztę wrzuciła do torebki. Spojrzała na zegarek. Piotr pewnie już na nią czekał. Złapała torbę i wyszła. Na korytarzu spotkała jeszcze Radwana, ale szybko go zbyła. Wyszła przed szpital. Piotr siedział na ICH ławeczce. Podeszła do niego.
-Hej- uśmiechnęła się
-Cześć, jedziemy?- spojrzał na nią smutnym wzrokiem, jednak ona tego nie zauważyła.
-Tak, chodź.- powiedziała, a on wstał. Poszli na piechotę do pobliskiej herbaciarni. Weszli do środka i zajęli wolny stolik pod oknem. Piotr poszedł złożyć zamówienie, a ona spojrzała na ulicę, było jeszcze jasno. Sięgnęła do swojej kieszeni i wyciągnęła z niej zdjęcia swojego maluszka. Spojrzała na nie delikatnie się uśmiechając.  Położyła je na kolanach i spojrzała na Piotra. Właśnie odbierał ich napoje. Po chwili już szedł w jej kierunku. Uśmiechnęła się do niego. Postawił przed nią filiżankę.
-Dziękuję, Piotr…
-Nie ma za co- usiadł naprzeciwko niej.- więc o czym chcesz ze mną rozmawiać?
-Może ty podrzucisz jakiś temat?- zapytała przekręcając głowę na bok. Uniosła filiżankę i zatopiła usta w swoim napoju.
-Niestety nie mam pomysłu.- spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
-Piotr… bo jest coś….- zaczęła niepewnie.
-Co się dzieje Hana masz jakieś kłopoty?
-Nie, po prostu… a z resztą sam spójrz.- powiedziała i podała mu wydruk USG. Przyglądał się mu zdziwiony.
-Co to jest?- zapytał po chwili.
-NASZE dziecko, Piotr…
-Jak to nasze dziecko?- pytał. Widać było że jest coraz bardziej skołowany.
-Udało na się. Będziemy rodzicami…- mówiła ożywiona. On zamknął oczy. Do jego głowy wróciły jej słowa „Obudziłeś się w porę”, sprawiła mu nimi straszną przykrość. Chociaż sam przed sobą nie chciał się do tego przyznać to wiedział, że zraniła jego ego.
-Będę płacić ci takie alimenty jakie będziesz chciała… I będę chciał się z nim widywać. Chcę, żeby wiedziało, że jestem jego ojcem.- mówił spokojnie patrząc na poważniejącą twarz Goldberg.
-O czym ty mówisz, Piotr?- zapytała ze łzami w oczach.
-Chyba słyszysz o czym mówię. Nie zostawię teraz Mojej rodziny, bo ty masz takie „widzi mi się”.- mówił sam się sobie dziwiąc, że jest do tego zdolny. Przecież ją kochał.  Jednak w głębi serca czuł coś dziwnego. Jakby strach… strach, że Hana znów go zrani. Wiedział, że to jest nie fair wobec niej, i wobec dziecka, ale nie miał innego wyjścia.- dostaniesz tyle pieniędzy ile będziesz chciała.
-Nie chcę twoich pieniędzy.- powiedziała wstając. Gawryło widział, że jest bliska płaczu. Zabrała od niego zdjęcia i wyszła z herbaciarni.  Szła, a nawet biegła w stronę szpitala. Ledwo powstrzymywała łzy. Dobiegła do swojego samochodu. Zaczęła w torebce szukać kluczyków. Poczuła na swoich policzkach łzy. W końcu wygrzebała pęk kluczy z dna torebki. Otworzyła auto i wsiadła. Próbowała włożyć kluczę do stacyjki, jednak ręce zbyt jej się trzęsły. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
-Goldberg… ogarnij się. To nie koniec świata- mówiła do siebie.  Zaczęła myśleć ile jej pacjentek jest samotnymi matkami i jakoś dają sobie radę. Czemu z nią miałoby być inaczej. Zakończy wszystkie sprawy tu i wróci do Izraela. Będzie tam mogła liczyć na pomoc rodziców, sióstr… wypuściła głośno powietrze i sięgnęła po swój telefon.  Chwilę się zastanowiła. Potem rzuciła go powrotem do torebki. Powoli włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła auto. Spojrzała w lusterko. W stronę jej samochodu szedł Gawryło. Położyła drżące ręce na kierownicy i wyjechała z miejsca parkingowego. Gawryło przyspieszył. Jednak ona opuściła teren szpitala.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………..........

Spojrzał za nią przez okno kiedy niemalże biegiem wracała pod szpital. Czuł coś w rodzaju kaca moralnego. Nie powinien jej tak zostawiać. Przecież ją kocha. I jeszcze teraz będą mieli dziecko.  Wstał i wyszedł z lokalu. Ruszył w kierunku swojego miejsca pracy. Kiedy wszedł na parking jej samochód jeszcze tam był. Uchwycił jej spojrzenie w lusterku. Ruszyła.  Przyspieszył kroku. Chciał jej wszystko wyjaśnić. Przeprosić.   Był już prawie przy jej samochodzie, kiedy odjechała. Wściekły usiadł na ławce i schował twarz w dłoniach. Przecież  nie powinien jej teraz denerwować. Zaczął się zastanawiać, czy jechać za nią. A co jeśli go nie wpuści? Trudno. Będzie czekał pod jej drzwiami tak długo, aż mu otworzy i pozwoli porozmawiać. Jak zdecydował tak zrobił.



Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

15 kom= next ;)

Pozdrawiam 
Aleks