Piotr i Hana

Piotr i Hana

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 4


Znowu krótka część, ale zależało mi, żeby było dziś.


Od tej sytuacji minęło już około miesiąca. Nie widziałem przez ten czas Hany. Byłem kilkakrotnie u nich w mieszkaniu ale nikt mi nie otwierał. Radwana także nie widziałem. W szpitalu chodziły plotki, że wziął urlop. I prawdopodobnie była to prawda. Nie odbierali moich telefonów. Nie wiedziałem co się dzieje z Haną, ani z moim synem… ani córką. Czułem się strasznie. Oszukany, zdradzony… To znanie na jej ramieniu. Miałem takie samo… Mój ojciec też… I Ksendek. Jak to się stało, że Radwan nic nie zauważył? I dlaczego do cholery Hana mi o niczym nie powiedziała?! Byłem wściekły. Na siebie, że się niczego nie domyśliłem. Na Hanę, że ukrywała przede mną tak ważną sprawę. Na Krzysztofa… na niego za wszystko. Że zabrał mi żonę, dzieci, dom. Słowem wszystko. Chciałem dać im spokój, pozwolić żyć w spokoju. Ale teraz? Teraz wiedziałem, że muszę odzyskać Hanę i dzieciaki… Był tylko jeden problem, Aśka… Moja narzeczona… Co miałem jej powiedzieć? Że bardzo mi przykro, ale to koniec, bo dalej kocham moją żonę? Nie mogłem jej tego zrobić. Ją też kochałem, ale nie tak jak Hanę… z rozmyślań wyrwał mnie głos przełożonej.
-Piotr… Słuchasz mnie?- rzuciła z lekkim oburzeniem Wiki.
-Tak… Nie do końca.- zrobiłem słodką minkę mając nadzieję, że ją udobrucham. Zaśmiała się i pokręciła głową. Udało się…
-Operujesz z Samborem nowotwór ślinianek. Za karę sam zapoznasz się z historią choroby…
-O nie… Na pewno nie podołam temu okropnemu zadaniu- zaśmiałem się, przez co oberwałem teczką z wynikami badań.
-Nie wiem co będzie, jak Hana szybko nie wróci…
-Nie bardzo rozumiem- zmarszczyłem brwi.
-Przecież wszyscy zauważyli, że zrobiłeś się rozkojarzony, po tym jak wyjechała.
-Idź już….

~*~*~*~*~*~*~*~

Byłam rozdarta… Piotr nie mógł poznać prawdy. Chyba że już ją znał… Wiem, że moja ucieczka nie była żadnym rozwiązaniem, ale to było jedyne co przyszło mi wtedy do głowy. Ale nadszedł już czas, żeby wracać i stawić czoła problemom. Siedziałam na plaży z dziećmi, a Krzysztof kończył pakować nasze rzeczy. To wszystko było naprawdę bardzo zagmatwane… Moje życie w tym momencie przypominało jakąś meksykańską telenowele. W ogóle, to gdyby to zależało ode mnie, wcale byśmy nie wracali do domu. Zostałabym tu na zawsze. Albo w ogóle  wróciła do Izraela. Ale Krzysztof się uparł. Ksendek już usypiał w moich ramionach… miałam nadzieję, że Itka szybko się nie obudzi i będę miała chwilę dla siebie. Bardzo mi się podobało to miejsce. Plaża była dzika, tylko ja i moje dzieci. Zdjęłam Ksendka z kolan i położyłam go na kocu. Przykryłam go pieluszką i wstałam. Podeszłam do morza. Uniosłam moją sukienkę do kolan i zrobiłam dwa kroki do wody. Była zimna. Lodowata. Wróciłam na brzeg i zrzuciła z siebie sukienkę. Cała zanurzyłam się w zimnej wodzie, która choć na moment zmyła ze mnie wszystkie troski. Nie mogłam odpłynąć zbyt daleko. Musiałam mieć oko na moje maluchy. Z każdą chwilą robiło mi się coraz cieplej. Zamoczyłam włosy. Było mi dobrze. Ale oczywiście jak zawsze musiał to koś popsuć.
-Hana! Hana, musimy już jechać!- krzyczał w moją stronę mój mąż.
-Zamknij się bo mi dzieci obudzisz!- odkrzyknęłam mu i zaczęłam płynąć w jego stronę. Jak zwykle musiał mi przeszkodzić. Wyszłam na brzeg, a mój mąż zjechał mnie wzrokiem.
-Nie boisz się, że ktoś przyjdzie i cię nakryje?-  rzucił mi ręcznik.
-Nie dawno mówiłeś, że nie ma szans, żeby ktoś się tu zjawił.
-To nie powód, żebyś spacerowała tu nago…
-Daj spokój.- ucięłam, zakładając swoją sukienkę.
-Budzić ich, czy przenieść na śpiąco?- zapytał kucając koło Ksendka.
-Na śpiąco. Skoro mamy jechać, to jedźmy…- Krzysztof wziął małego, a ja pchnęłam wózek z Itką w stronę samochodu.
-Dlaczego jesteś dla mnie taka nie przyjemna ostatnio?- w pewnym momencie zapytał mój mąż.
-Nie wiem, o czym mówisz.- spojrzałam na niego.
-Wiesz… Wiem, że martwisz się TĄ sprawą, ale dlaczego jednocześnie mnie odpychasz?
-Nie odpycham…- wyjęłam malutką z wózka i wsadziłam ją do fotelika w samochodzie. Krzysztof złożył wózek i włożył go do bagażnika. Wsiadłam i zapięłam pasy. Czekała nas długa podróż. Mój mąż wsiadł i odpalił silnik.
-Porozmawiaj ze mną…- położył dłoń na moim udzie.
-Zapnij pasy…- związałam swoje mokre jeszcze włosy.
-Hana… Musisz ze mną porozmawiać!
-Rozmawiam. A ty nie krzycz, bo jak obudzisz któreś z moich dzieci, to cię zamorduję.- powiedziałam obracając się w stronę okna. Krzysztof zrezygnowany wypuścił powietrze.- nie chcę wracać.-szepnęłam.
-Ale wrócisz- był wściekły. Przez resztę drogi nie odzywałam się do niego. On zadawał jakieś pytania, ale nawet nie słuchałam. W pewnym momencie zasnęłam. Nie wiem nawet kiedy. A potem długo nie mogłam się obudzić… 



Może 20 kom? ;P
 

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 3





Taka krótka część... Mam nadzieję, że wam się spodoba. Myślę, że już niedługo uda mi się w miarę regularnie dodawać, ale nie obiecuję...


-Hana… Hana, czas wstawać.- poczułam, jak ktoś trzącha mną, trzymając mnie za ramię. Lekko uniosłam powieki. Nade mną siedział Krzysztof.
-Która godzina?- rzuciłam na wpół przytomna.
-Po ósmej… wychodzę do pracy… Itka śpi. nakarmiłem ją i przewinąłem.- założył mi włosy za ucho i pocałował mnie w czoło. Odwróciłam się do niego plecami.- idę… Pamiętaj, że za godzinę ma przyjść Piotr, i wolę, żeby nie widział cię w samej piżamie.
-Mhmmm…idź już…- szepnęłam. Wstał z łóżka, potem słyszałam już tylko trzaśnięcie drzwiami. Zamknęłam oczy i powrotem zasnęłam. Po chwili znowu poczułam trząchnięcie.
-Krzysztof! Idź już...- warknęłam. Wkurzył mnie… to że on musi wcześnie wstawać, to nie znaczy, że ja też… To ja w nocy wstaje do Itki. To ja całe dnie zabawiam dzieci… On jak tylko wróci z pracy, to idzie spać.
-Jesteś bardzo Niemiła dla swojego męża…- usłyszałam głos Piotra. Odwróciła się do niego twarzą i lekko uśmiechnęłam.
-Miałeś przyjść dopiero za godzinę…
-To widać godzina już minęła. Dzwoniłe i pukałem, ale na nic. Drzwi były otwarte, więc wszedłem. Dzieciaki jeszcze śpią…- oparłam się na łokciach i pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek.-Mmmm… Nie boisz się, że twój mąż czegoś zapomniała i zaraz tu wróci?
-Nie… podnieś ręce- szepnęłam mu na ucho.
-Hana…- spojrzał na mnie karcąco.
-Nic nie mów… Po prostu podnieś ręce.- zrobił to o co prosiłam. Ściągnęłam przez głowę jego T-shirt. Przejechałam dłonią po jego torsie. Przygryzłam wargę. Uśmiechnął się do mnie i podniósł moje ręce. Zdjął mi koszulkę od piżamy i położył mnie. Gdy dotykał moich piesi… mmm… To było nie do opisania. Całował moją szyję… schodził coraz niżej… Doszedł do rowka między moimi piersiami, a dalej jechał językiem, aż do mojego pępka. A potem wrócił do moich ust. Przygryzał moje wargi. Złączyłam ręce na jego plecach i przekręciłam go, kładąc się na nim…
Rozpięłam jego pasek… potem rozporek… potem guzik… Ściągnęłam jego spodnie. Byliśmy już tyko w dolnej bieliźnie. Oboje.
-Hana… Nie mamy dużo czasu…
-No dobrze, już dobrze…- powrotem leżał na mnie. Nim się zorientowałam rozebrał nas i wszedł we mnie. Reszta już nie trwała długo. Po wszystkim wtuliłam się w niego.
-Hana…- wymruczał moje imię, po jakimś czasie.
-Słucham, kochanie…- spojrzałam na niego.
-Hana… musimy z tym skończyć…- głaskał mnie po włosach.
-Z czym?- spojrzałam na niego zdziwiona
-Musimy przestać ze sobą sypiać…
-Jak to? Piotr.. O czym ty mówisz?
-Masz męża, kochanie… I ja też kogoś mam -szepnął
-Słucham?!- rzuciłam wstając z łóżka. Zebrałam szybko swoje ubrania.
-Hana… Czekaj… To nie tak…- złapał mnie za rękę. Wyrwałam mu się. Biegiem ruszyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o nie i wzięłam głęboki wdech. Jak to ma kogoś?!

~*~*~*~*~*~*~*~
Usiadłem na kanapie w salonie. Musiałem powiedzieć Hanie. I tak by się w końcu dowiedziała, a jak nie ode mnie, to od kogoś innego. A teraz zamknęła się w łazience.
-Tatuś!!!- usłyszałem krzyk mojego syna. Biegł w moją stronę, złapałem go w biegu i uniosłem do góry.
-Cześć synku…- pocałowałem go w czoło. Był taki podobny do Hany. To oczka, oliwkowa skóra… kochałem tego małego urwisa. Tak samo jak kochałem jego matkę. Ale nie wystarczało mi bycie dla niej chwilową odskocznią. Siedziałem z synkiem na kolanach, kiedy Hana wyszła z łazienki.
-Cześć, kochanie…- podeszła i wzięła ode mnie Ksendka.
-Nie powinnaś go dźwigać… jeszcze nie doszłaś do siebie, po porodzie…- spojrzałem na nią karcąco.
-A ty nie powinieneś wracać do domu? Nikt tam na ciebie przypadkiem nie czeka?- jej ton był bardzo chłodny. Nie spodobało mi się to.
-Nie… Daj mi go… Ubiorę go i nakarmię- wziąłem od niej małego. Spojrzała na mnie wściekle i odwróciła się na pięcie. Poszła do pokoju Itki. Nie szedłem za nią mimo, iż bardzo chciałem. Miałem nadzieję, że jej przejdzie. Ruszyłem z Ksendkiem do jego pokoju. – Co chcesz założyć, synku?
-Bfuuum…- powiedział mój synek, sygnalizując mi tym samym, że chce założyć bluzkę z samochodzikiem. Ubrałem go i przygotowałem kaszkę. Nie chciał jeść. Po jakimś czasie moich męczarni z młodym, do pokoju weszła Hana z Itką.
-Potrzymaj ją…- podała mi małą. Odstawiłem kaszę i wziąłem malutką. Hana szybko nakarmiła naszego synka.
-Porozmawiamy?- spojrzałem na nią błagalnie.
-Nie wiem, czy mamy o czym….
-Mamy…- mówiłem, kołysząc małą, która zasypiała w moich ramionach.
-Wolę, żebyś naprawdę już poszedł.
-Miałem spędzić dziś z wami cały dzień…- zacząłem protestować.
-Nie potrzebuję, żebyś tu na siłę siedział, myślę, że na pewno masz już coś w planach…
-Tak!- uniosłem głos- mam w planach spędzić dzień z moim synem i mi tego nie zabronisz!- trochę się zagalopowałem, przez co obudziłem Itkę. Malutka zaczęła płakać w moich ramionach. Dynamicznie poruszała rączkami, przez co rękawek jej body się obsunął. Zobaczyłem coś dziwnego, więc podwinąłem go jeszcze wyżej. To znanie… Spojrzałem na Hanę, a gdy ona zobaczyła moje odkrycie, posadziła Ksendka i szybko zabrała ode mnie Itkę.
-Idź już…
-Hana…
-Wynoś się!- krzyknęła na mnie.




Dacie radę 10 kom?

czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

Pozdrawiam, 
Aleks

sobota, 21 lutego 2015

ROZDZIAŁ II


Chodziliśmy po ogrodzie zoologicznym już dobrą godzinę. Ale nie narzekałam. Uwielbiałam zwierzęta, tak samo zresztą jak mój synek. Piotr też wyglądał na zadowolonego. No właśnie… Piotr… od wyjścia z mieszkania nie rozmawialiśmy zbyt dużo… padały takie kwestie jak pogoda, zdrowie moich dzieci, czy też moje. Był uprzejmy, ale zdystansowany. Ksendek szedł metr przed nami, a Piotr pchał wózek w którym, mój malutki chłopczyk nie chciał siedzieć.
-Usiądziemy?- zapytałam Piotra, wskazując na ławkę. Kiwnął lekko głową i podszedł do młodego. Wziął go na ręce, mimo protestów Juniora. Usiedliśmy z Piotrem na ławce, przed czym Gawryło wsadził małego do wózka. Dałam mojemu synkowi batonika, i spojrzałam na Piotra. Patrzył tępo przed siebie. Położyłam mu dłoń na ramieniu, jednak on nie zareagował. Lekko go objęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Uniosłam twarz do góry, żeby zobaczyć jego reakcję. Lekko się uśmiechnął.
-Hejj… stało się coś?- zapytałam głaszcząc go po jego uroczym zaroście.
-Nie.- szepnął tak, że ledwo usłyszałam
-To czemu jesteś taki… apatyczny?
- Nie wyspałem się dziś troszkę, wiesz?- szepnął mi do ucha.
-Buuuziiiii- krzyknął mój synek, przez co oboje z Piotrem zaczęliśmy się śmiać. Wyjęłam go z wózka i posadziłam sobie na kolanach. Wtulił się w moje piersi uważnie obserwując Piotra. Wyjęłam z torebki paczkę chusteczek i wytarłam mu buzię, którą ubrudził od batona.
-Jest taki do ciebie podobny…- rzucił niespodziewanie Piotr, głaszcząc brązowe kędziorki naszego synka. Uśmiechnęłam się tylko, ponieważ nic innego nie przychodziło mi do głowy.- Słyszałem, że Krzysztof jedzie w jakąś delegację…- spojrzał na mnie pytająco.
-Niestety… Tretter wysłał go na szkolenie do Berlina… Ma go nie być cały miesiąc- skrzywiłam się.
-Przykro mi…- wziął ode mnie Ksendka.- Wracamy?- kiwnęłam głową. Szliśmy powoli do wyjścia. Niosłam Ksendka, a Gawryło pchał wózek.- Nie powinnaś go dźwigać. Nie dawno urodziłaś, a on już nie waży trzech kilo…- uśmiechnął się Piotr.
-Nie waży też pięćdziesięciu… - pokazałam mu język. Zanim się spostrzegliśmy wyszliśmy z ZOO. Nie wiem jakim cudem Piotrowi udało się zaparkować tak blisko bramy, ale bardzo się cieszyłam, że nie musimy iść przez następne pół godziny do samochodu. Zapięłam Ksendka w jego foteliku. Pocałowałam go w czoło i zamknęłam drzwi. Wsiadłam z przodu. Zapięłam pasy, a po chwili Piotr ruszył z miejsca. Jechaliśmy w milczeniu. Od tej ciszy bolała mnie głowa. Postanowiłam włączyć radio. Gdy wyciągnęłam dłoń w stronę urządzenia, ręce moje i Piotr się spotkały. Złapałam jego dłoń i lekko ją ścisnęłam. Uśmiechnął się do mnie, a ja złożyłam delikatny pocałunek na zewnętrznej części dłoni. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, przecież miałam męża, ale nie mogłam się powstrzymać. Wiedziałam, że nie powinnam wysyłać mu tak wyraźnych sygnałów. Spojrzałam w tylnie lusterko. Ksendek już zdążył zasnąć. Spojrzałam na Gawryłę lekko przechylając głowę. On także na mnie spojrzał.
-Zjedź na pobocze…- rzuciłam niemalże szeptem.
-Ale Hana…- spojrzał na mnie z nie małym zdziwieniem.
-Powiedziałam zjedź…
-Wiesz jak to się skończyło ostatnio…
-Chcę cię tylko pocałować. To chyba nic złego…- lekko wydęłam usta. Piotr na moment zamknął oczy. Po chwili skręcił, wjeżdżając w leśną dróżkę.
-A jak mały się obudzi?
-Nie obudzi… ma twardy sen, jak jego tatuś…- mówiłam głaszcząc go po policzku. Odpięłam pasy. Przygryzłam wargę i nachyliłam się. Widziałam, jak Gawryło spojrzał się na mój dekold, który w tym momencie wiele pokazywał. Zaśmiałam się, a następnie namiętnie go pocałowałam. Przygryzałam jego wargę. Moje dłonie czochrały jego włosy. Byłam w niebie, gdy on odwzajemnił mój pocałunek. Uwielbiałam, gdy to robił. Całował mnie z taką pasją i namiętnością… po chwili odsunął mnie od siebie. Spojrzał mi w oczy.
-Jedziemy już…- szepnął. Skrzywiłam się. Zaśmiał się z mojej miny. Założył mi za ucho kosmyk włosów. Pocałowałam go jeszcze raz, bardzo delikatnie.
-Już teraz możemy jechać…- usiadłam prosto i zapięłam pasy. Do końca drogi nie patrzyłam na Piotra. Gdy dojechaliśmy pod mój blok wysiadłam z samochodu. Wzięłam wciąż śpiącego Ksendka z tylnego siedzenia.- Do zobaczenia, Piotr…- uśmiechnęłam się do niego. Ruszyłam w stronę bloku, nie odwracając się za siebie. Gdy weszłam do mieszkania, panowała tam straszna cisza. Zaniosłam Ksendka do jego pokoju i zdjęłam z niego wierzchnie ciuchy. Zaczęłam szukać Krzyśka i Itki. Mój mąż spał w sypialni, a obok niego leżała moja malutka księżniczka. Ona nie spała… leżała na łóżku i poruszała się uroczo. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-Cześć, słodziaku… Opiekowałaś się tatusiem? – mówiłam do niej, przenosząc ją do salonu. Usiadłam z moim aniołkiem na kanapie i zaczęłam ją karmić. Była taka malutka. Głaskałam ją po główce. Szybko zasnęła. Zaniosłam ją do kołyski. Postanowiłam także się położyć. Zdjęłam swoje szpilki, i poszłam do łóżka. Mój mąż spał jak zabity. Objęłam go i przytknęłam czoło do jego pleców. Mmm… pachniał tak ładnie.  Pocałowałam go w kark. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.





Taka krótka część... mam nadzieję, że wam się podoba... ;)

czytajcie, komentujcie udostępniajcie :P

Pozdrawiam,
Aleks

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział I



Wstałam gdy dotarł do mnie dźwięk budzika. Podniosłam lekko powieki i spojrzałam na zegarek. 10.38. byłam pewna, że ustawiłam budzik najpóźniej na 9. Pewnie znowu Krzysztof mi go przestawił. Był taki kochany… Przetarłam oczy i przeciągnęłam się. Wstałam z łóżka i narzuciłam szlafrok na ramiona. Ruszyłam do salonu. Na kanapie siedział mój synek i malował kredkami.
-Hej Kseduś, wyspałeś się?- usiadłam obok niego i pocałowałam go w te kochane brązowe loczki. Spojrzał na mnie i pokiwał lekko głową. Uśmiechnęłam się do niego wciągając go do siebie na kolana. Po chwili poczułam jak ktoś odgarnia moje włosy. Potem delikatny pocałunek na mojej szyi. Uśmiechnęłam się. Uwielbiam, jak ten mój romantyk sprawia mi takie powitania. Położył dłonie na moich ramionach i zaczął mnie delikatnie masować. Odwróciłam się do niego twarzą i namiętnie go pocałowała.
-Bleee…- skrzywił się Ksendek na moich kolanach. Faktycznie na moment o nim zapomniałam.  Oderwaliśmy się od siebie. Krzysztof się zaśmiał i wziął go na ręce.
-Itka śpi… a ty masz jajecznice na patelni.- założył mi za ucho kosmyk włosów.- A my, z tym dżentelmenem idziemy na kasze- spojrzał na Ksedka i połaskotał go po brzuchu.
-Jesteś kochany…- uśmiechnęłam się do niego. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni, co raz oglądając się na moich chłopców. Śniadanie było przepyszne, zresztą jak zawsze w wykonaniu Krzysia. Jak tylko skończyłam jeść usłyszałam płacz mojej córeczki. Nie wstawiając nawet talerza do zlewu ruszyłam za jej płaczem.  Weszłam do jej pokoju. Podeszłam do kołyski i ją wyjęłam. Lekko ją kołysałam nucąc cicho kołysankę. Jednak to jej nie uspokajało. Usiadłam na fotelu i wyjęłam z podgrzewacza butelkę, którą wcześniej przygotował Krzysztof. Cudownie jest mieć tak przewidującego faceta. Sprawdziłam temperaturę mleka. Była idealna. Moja księżniczka od razu się uspokoiła. Niedługo potem zasnęła. Położyłam ją powrotem. Postanowiłam, że teraz wezmę prysznic. Bardzo dłuuuugi prysznic. Ruszyłam niespiesznym krokiem. Przechodząc przez salon zobaczyłam ten okropny bałagan, który najprawdopodobniej powstał podczas zabawy Krzysztofa z Ksendkiem. Chciałam już go sprzątnąć, ale stwierdziłam, że najpierw prysznic. Doszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Puściłam wodę. Było mi cholernie dobrze. Zwłaszcza, gdy poczułam na sobie męskie dłonie. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to Piotruś. Przechodziły mnie dreszcze, gdy jego chłodne dłonie jeździły po moim ciele… wzdychałam cicho, gdy dłonie zbliżały się do moich piersi, lub dotykały ud. Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że Piotra tu nie ma… Tylko Krzysztof… To nie tak, że nie kocham męża. Kocham go i to bardzo… Jednak nigdy nie był on w stanie zapewnić tak cudownych miłosnych uniesień jak Piotr. Odwróciłam się do niego twarzą.
-Co z młodym?- uśmiechnęłam się zarzucając ręce na jego szyje.
-Przedpołudniowa drzemka- szepnął mi na ucho przygryzając je lekko.
-Jesteś moim aniołkiem… wiesz?- pocałowałam go w policzek. Zaraz potem przekręcił głowę przez co nasze usta się spotkały. Całował mnie bardzo delikatnie, jakby bał się, że jak da się ponieść namiętności, to zrobi mi krzywdę. Zawsze mnie tak całował. Często bywało to nudne i monotonne, jednak starałam się nie dać po sobie znać. Oderwał się ode mnie kiedy zabrakło mu powietrza.
-Idź zobacz, czy Itka jeszcze śpi, bo wydawało mi się, że płacze…- powiedziałam głaszcząc go po policzku.
-Ale Hana…- zaczął, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
-Idź, idź- cmoknęłam go w usta. Zrezygnowany wyszedł z pod prysznica. Dokończyłam kąpiel sama. Po około pięciu minutach zakręciłam wodę. Złapałam za ręcznik i owinęłam się nim. Wyszłam z kabiny. Usiadłam na sedesie i zaczęłam suszyć włosy. Starałam się oczyścić swój umysł. Przejechałam włosy dłonią. Były jeszcze trochę wilgotne, jednak stwierdziłam, że doschnął same. Rozejrzałam się po łazience. No tak… zapomniałam wziąć ubrań. Wyszłam z pomieszczenia owinięta w niezbyt długi ręcznik, który więcej odsłaniał niż zakrywał. Skierowałam się prosto do sypialni, jednak na moje nieszczęście była ona na drugim końcu mieszkania. Gdy weszłam do salonu, mając nadzieje, że szybko przez niego przebiegnę nie narażając moich dzieci na oglądanie ich półnagiej matki, zobaczyłam Piotra opartego o komodę. Z wrażenia aż się poślizgnęłam, na szczęście Gawryło złapał mnie w porę, bo inaczej nie wiadomo, co by zobaczył. Niemal natychmiast wypuścił mnie z objęć, gdy usłyszał jak Krzysztof siedzący na kanapie odchrząknął.
-Przepraszam- rzuciłam mijając go i jeszcze szybciej ruszając do mojej sypialni. Niestety nie ominęło mnie karcące spojrzenie Krzysztofa. Jak nic nie odezwie się do mnie do końca dnia. Gdy dotarłam do pokoju szczelnie zamknęłam drzwi. Zrzuciłam z siebie ręcznik i wzięłam głęboki oddech. Podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie, które stosunkowo szybko na siebie wrzuciłam. Nie chciałam ryzykować ponownej konfrontacji z Piotrem. Tym razem nago. Zaczęłam rozmyślać co Piotr może robić w moim domu  w niedziele o 11.30. o matko! Zapomniałam, że obiecałam Ksendkowi, że we trójke pójdziemy do ZOO. Dziś! O_O. spojrzałam na siebie. Chyba było ok. Miałam ciemnogranatowe dżinsy i białą bokserkę. Tak, było dobrze… Podeszłam do dużego lustra nad komodą i zrobiłam makijaż. Chyba byłam już gotowa, żeby wyjść i pokazać się światu. Ruszyłam do salonu. Miałam nadzieję, że Krzysztof z Piotrem jeszcze się nie pozabijali. Na szczęście, nawet się do siebie nie odzywali. Byli w takich samych pozycjach, jak wychodziłam z łazienki. Kiedy stanęłam w progu oboje na mnie spojrzeli.
-Skoro już mamy okazje, to cześć- uśmiechnął się Gawryło.
-Cześć- powiedziałam bez większego entuzjazmu. W głębi serca, cieszyłam się, że tu jest, ale nie mogłam okazać tego przy Krzysztofie.
-Mieliśmy iść razem z Ksendkiem do ZOO… chyba zapomniałaś…
-Nie, nie… usiądź.. zrobię ci herbatę, bo młody śpi…- wskazałam na kanapę, jednak po chwili zorientowałam się, jaką gafę popełniłam, każąc usiąść Piotrowi koło mojego męża. Gawryło jednak ruszył z uśmiechem w tamtym kierunku. Widziałam, że w Krzyśku się gotuje, jednak co ja teraz mogłam zrobić? Jedynym rozwiązaniem które mi przyszło do głowy, było ewakuowanie się. Tak! Kuchnia… Mimo iż obaj mężczyźni patrzyli na mnie wyczekująco, ja zamiast przysiąść się do nich odwróciłam się i po prostu wyszłam… wstawiłam wodę w czajniku i zrobiłam herbatę. Miałam nadzieję, że powietrze w salonie się trochę rozrzedziło, jednak okazało się, że nic z tego. Panowie dalej siedzieli bez słowa. Ciężkie jest to moje życie. Postawiłam przed nimi kubki.
-Obudzę Ksendka.- rzuciłam i znowu zostawiłam ich samych. Kochałam ich. Obu. I chciałam mieć ich obu. Ale nie na raz… weszłam do pokoju mojego synka. Położyłam się koło niego, na jego łóżeczku. Zaczęłam go głaskać po główce. Miał mokre od potu włosy, a jego policzki były rumiane. To akurat była nasza wspólna cecha… zawsze podczas spania niemiłosiernie się grzaliśmy. Pocałowałam go w czubek głowy i zaczęłam szeptać mu do ucha, że pora wstawać. Po paru minutach otworzył swoje brązowe oczka i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem. Prawdę powiedziawszy, jak na dziecko w jego wieku to bardzo mało mówił. Uśmiechnął się lekko do mnie, i przytulił się do moich piersi. Ponownie zamknął oczy. – Hejj synek… nie śpimy już… tata przyszedł- to natychmiast podziałało.
-Dzie?- podniósł głowę rozglądając się po pokoju. Zaśmiałam się, gdy mój zdezorientowany chłopczyk wodził oczami po całym pomieszczeniu.
-Jest w salonie…- ponownie pogłaskałam, tą jego kochaną główkę. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafki, żeby wyjąć mu jakieś wyjściowe spodnie i koszulkę. Normalnie, byłby już u ojca na kolanach, jednak tym razem jeszcze chyba do końca się nie rozbudził, i nie załapał o co mi chodzi. Tak więc ubrałam go, i wzięłam na ręce. Gdy tylko zobaczył Piotra, niemal wyskoczył z moich objęć i pobiegł do niego. Gawryło wyciągnął do niego ramiona i złapał malca podnosząc go do góry.
-Hej przystojniaku!- pocałował Ksendka w czoło. Gdy mój synek zrobił mu to samo zaczęłam się śmiać jak głupia. Krzysztof i Piotr z resztą też. To dziwne, że bawiło ich to samo, ale cieszyłam się z tego. – jesteście gotowi?- zapytał Piotr patrząc na mnie, gdy już trochę się uspokoił. Kiwnęłam głową cały czas szeroko się uśmiechając. Chłopcy wstali z kanapy. Wzięłam torebkę z komody i podeszłam do Krzysztofa. Pocałowałam go w policzek. Piotr spojrzał na Krzysztofa dziwnym wzrokiem. Był zazdrosny? Zarumieniłam się na tą myśl. Odsunęłam się od męża.
-Jak mała się obudzi…
-Mam ją nakarmić i przewinąć, przecież wiem- dokończył za mnie. Założył mi włosy za ucho. Cmoknęłam go jeszcze raz i odsunęłam się. Wzięłam na ręce Ksendka i wyszliśmy z domu.





Jak się podoba? 

 

piątek, 13 lutego 2015

Cześć :)

Więc krótko, szybko i na temat :P
Ostatnio dostałam duuuuży zastrzyk weny... Jeżeli chcecie to mogę zacząć dodawać inne opowiadania. Z tym, że od razu mówię, że nexty nie będą pojawiały się regularnie, ponieważ muszę się trochę podciągnąć w szkole i wgl :/ Zgadzacie się na coś takiego? :P Wrzucę wam teraz krótki prolog i decyzja należy do was :P











Prolog


Cześć! Nazywam się Hana Radwan. Mam 28 lat i jestem ginekologiem w Leśnej Górze. Tak samo z resztą jak mój mąż- Krzysztof. Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat. Mamy dwumiesięczną córeczkę- Itkę i prawie trzy letniego synka- Ksendra. To znaczy Ksendek nie jest synem Krzysztofa, tylko mojego poprzedniego męża- Piotra. Jednak Krzysztof traktuje go jak swojego. Zresztą Piotr też często do niego wpada. Owszem, denerwuje to Krzysztofa, ale przecież nie może mu tego zabronić. Większość naszych kłótni jest właśnie o Piotra. Mój mąż uważa, że wciąż coś czuje do Gawryły. Ile w tym prawdy? Niestety, ale wydaje mi się, że dużo…



I jak? ;)



Pozdrawiam 
Aleks


środa, 21 stycznia 2015

Hejjj wszystkim... Mam słabe wiadomości... Niestety ale kończe z pisaniem, przynajmniej na razie... W krótkim skrócie... Na to opo juz nie mam pomyslow, ale mam pomysly i wene na pare innych... No ale czasu brak :-( poza tym mam nie najlepszy okres w zyciu i nie mam nastroju na nic, nawet na pisanie. Przepraszam was, byliście naprawde super czytelnikami. Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia.... Zostawiam robote lepszym ode mnie...

Pozdrawiam, Aleks

sobota, 27 grudnia 2014

W końcu wracamy :-D Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale po prostu nie było czasu na opo :(  Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;)






Mały wtulił się w kobiete, a ona okryła go.
-Jak się spalo?-zapytała. Bardzo jej zależało aby mieć z chłopcem dobry kontakt przecież nazywał on jej ukochanego "tatą".
-Dobrze, proszę Pani
-A może zanim Piotr zrobi naleśniki to pomogę Ci wziąć prysznic?-wstała z kanapy i postawiła Szymka na niej.
-Tak, ale tylko z tatą...-trochę się zawstydził.
-Szymuś... Nie bój się mnie, ja nie zrobię Ci krzywdy. Obiecuje
-Wiem, proszę Pani. Chodzi o to że Pani jest dziewczyną a tata chłopcem.-wytłumaczył na co Hana tłumiła w sobie śmiech
-No dobrze, to zamienię się z Piotrem-ruszyła do kuchni, gdzie wytłumaczyła ukochanemu całą sytuację.
Piotr wziął chłopca na ręcę i zaniósł do łazienki. Tam go delikatnie rozebrał, uważając na opatrunki i zaczął go myć. Po 15 minutach Goldberg uchyliła trochę drzwi i podała Piotrowi ubranka dla małego, które dopiero wczoraj kupiła. Mężczyzna wyciągnal spod prysznica chłopca i delikatnie zaczął do wycierac, następnie zawinął w ręcznik i wziął na ręcę, a ubranka pod pache. Położył do w sypialni na łóżku. Zauważył że chłopcu zimno więc okrył go kołdrą.
-Młody, idę po apteczke i zmienie Ci opatrunek.-rzucił i pobiegł. Wrócił po około minucie.Odkrył chłopa i zaczął zmieniać bandarze. Widział że on się boli dlatego każdą czynność wykonywał powoli i bardzo delikatnie. Na koniec ubrał go w koszulkę z nadrukiem bajki Toy Story. Gawryło wiedział że Szymek lubi tą bajkę. Ubrał mu jeszcze bieliznę i spodnie, po czym oboje udali się do kuchni gdzie kobieta nakładała naleśniki na talerz.Usiedli do stołu zarówno Hana jak i Piotr zjedli śniadanie, natomiast chłopiec nawet nie tknął.
-Szymek, dlaczego nie jesz?-spytała kobieta
-Proszę Pani, ja poprostu nie jestem głodny-odparł smutno mały-Mogę iść się położyć?-zapytał
-Ja cię odprowadze...-podniósł się szybko Gawryło i poszedł z małym. Weszli do sypialni. Mężczyzna pomógł chłopcowi rozebrać się do samej bielizny. Okrył go jeszcze kołdrą i już miał wychodzić, ale...
-Tato! Zaczekaj...-odezwał się Szymek. Piotr wrócił się do łóżka i usiadł na brzegu.
-Ja nie chciałem sprawić przykrości Pani Hanie, przyrzekam...-zaczął- Ale ja się boję, że znów mnie zostawisz, że znów mnie tam zabiorą, ja nie chcę... Tam robili złe rzeczy, ja nie chcę tam wracać...-jego oczach zbierały się łzy.Gawryło natychmiast wziął go na ręcę i mocno do siebie przytulił. Całe zdarzenie obserwowała Hana. Wiedziała że Gawryło będzie idelnym ojcem. Może to już najwyższy czas aby i oni zostali rodzica. Oboje tego bardzo chcą.
-Szymuś... Nie zostawię cię, porozmawiam z Haną żebyś został u nas. Nie popełnię drugi raz tego samego błędu, nie pozwolę cię już skrzywdzic-mówi i tuli chłopca do swojej piersi a on wyciera swoje pojedyncze łzy do jego koszuli.
- Położ się a ja z Haną pomyślimy nad pokoikiem dla Ciebie, dobrze?- mały pokiwał twierdząco głową.
-A możesz przeczytać mi bajkę? Tak ja w tedy w szpitalu, pamiętasz?-zapytał z nadzieją
-Tak, pamiętam...-uśmiechnął cię do chłopca i sięgnął po bajkę. Zaczął ją czytać, a mały powoli zaczynał zasypiać aż całkiem jego oczy zamknąły się...
Pół roku później…

Usiedli na kanapie. Szymek już spał. Piotr trzymał w ręku kopertę. Bał się ją otworzyć. Hana też się bała. Położyła głowę na jego ramieniu.
-Otwórz w końcu…- rzuciła zniecierpliwiona.
-A jeśli…
-Po prostu to otwórz… potem pomyślimy co dalej.- spojrzał jej w oczy. Pocałowała go, a potem wskazała głową na tajemniczą kopertę. Mężczyzna zdecydowanym ruchem ją otworzył. Potem wyją zawartość. Oboje czytali w milczeniu. Na ich twarzach pojawiały się coraz większe uśmiechy. Zabrała z jego rąk kartkę i rzuciła ją na stół. Namiętnie go pocałowała.
-Kiedy mu powiemy?- uśmiechnął się do niej, kiedy się od siebie oderwali.
-Jak tylko się obudzi…
-Nie wiem czy wytrzymam.
-Musisz… a teraz leć się myć i idziemy spać- rzuciła wstając. Pociągnął ją za rękę.
-A ty gdzie idziesz?
-No do łóżka…
-Powiedzmy mu teraz- spojrzała na niego z dezaprobatą i pokręciła głową.
-Leć do mycia- powiedziała i weszła do sypialni. Gawryło ruszył do łazienki. Gdy wrócił kobieta już spała. Wyjął z jej rąk książkę i okrył ją kołdrą. Postanowił jeszcze zajrzeć do Szymka. Zgasił Hanie lampkę nocną i wyszedł z pokoju. Malec słodko spał. Piotr uśmiechnął się na Samą myśl, że w końcu zostali z Haną jego prawnymi rodzicami. Podszedł do jego łóżka i pogłaskał go po głowie. Potem okrył starannie kołdrą. Zgasił światło i wyszedł. Spojrzał na zegarek. Było krótko po 21. Postanowił załatwić jeszcze jedną sprawę. Wziął telefon i wybrał numer do swojego szefa. 

Przepraszam za błędy...

Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

Jak wam się podoba nowy wygląd? 

Odpowiadajcie na ankietę w prawym górnym rogu


Pozdrawiam 
Aleks