Piotr i Hana

Piotr i Hana

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Witajcie Kochani,
Przepraszam Was za kolejny przestój, ale po prostu nie mam czasu nic napisać. Myślę, że następne opo dopiero po 26, bo teraz dopiero moi kochani nauczyciele uświadomili sobie, że nie mają wystarczająco ocen żeby wystawić oceny i tak oto w tym tygodniu mam jeszcze trzy sprawdziany i parę kartkówek <3 A w następnym mam "wycieczkę" (jedzie ktoś może na przystanek PaT, 23-24 czerwca? :P). Tak więc wtorek-środa odpada, a w czwartek i piątek mam parę spotkań ze znajomymi, żeby świętować przeżycie kolejnego roku szkolnego :P Ale obiecuje zrekompensować Wam to długiiiim rozdziałem, i mam spoiler na zachętę ;)


"Ale ja nie potrafiłem się cofnąć. Nie mogłem, chociaż próbowałem." 
"Myślisz, że teraz pstrykniesz palcami i już wszystko będzie w porządku?[...] To tak nie działa"
"Zachowujesz się, jak dzieciak! Daj mi to wytłumaczyć, nie przerywając, ok?!"
"-Przepraszam...

"-Zniszczę cię! Zniszczę was oboje."


Zapraszam już w najbliższe wakacje :)


Pozdrawiam,
Aleks

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział VII



-Hanie się pogorszyło...-rzuciła bez ogródek.
-Jak to się pogorszyło? Czemu? Przecież jak wychodziłem było wszystko ok.- usiadłem na fotelu. Aśka spojrzała na mnie pytająco.
-Nie wiem czemu... Nagle zbladła, a potem zemdlała. Nie mogliśmy jej ocucić więc zabraliśmy ją na tomografię. Wykryliśmy krwiaka. Widocznie wcześniej był zbyt mały, żeby go zauważyć. Ale prawdopodobnie pod wpływem jakiegoś stresu musiał się powiększyć. Piotr… Możesz przyjechać? Dobrze by było, żeby był przy niej ktoś bliski.- wziąłem głęboki oddech. Za dużo informacji na raz.
-Mogę wziąć dzieci? Bardzo za nią tęsknią.- nie chciałem tam jechać sam. Poza tym, już niedługo moje dzieciaczki zapomną jak wygląda ich mama.
-Piotr… przecież wiesz, że nie możesz. To wbrew zasadom.
-Lena... a jeżeli to będzie ostatnia szansa, żeby ją zobaczyły?
-Nie mów tak. Przyjeżdżaj szybko.- rzuciła i się rozłączyła.
-Muszę jechać.- powiedziałem Aśce wstając z fotela.
-Gdzie? Co jest, Piotr?
-Z Haną jest bardzo źle. Jak dzieciaki wstaną to nakarm je. Nie wiem czy wrócę na noc.
-Jak to nie wrócisz?! Przecież wiesz, że Ksendek bez ciebie nie zaśnie.
-Musisz sobie poradzić. Na razie- rzuciłem i wyszedłem. Jechałem jak szalony. Dziękować Bogu, że nie zatrzymała mnie policja. I tak wydawało mi się, że jechałem wieczność. Do szpitala wbiegłem tempem, które wydawałoby się niemożliwe. Biegłem na OIOM. Hana leżała na swoim łóżku. Jakby spała, ale oddychała bardziej spokojnie niż snu. Z daleka wyglądało, jakby wcale nie oddychała. Podszedłem do niej. Była blada jak ściana. Pogłaskałem ją po głowie. Na sale weszła Lena. Spojrzałem na nią.
-Jeżeli do pojutrza krwiak się nie wchłonie będą ją operować.- usiadła na brzegu łóżka Hany. Złapała ją za dłoń.
-Kto ją będzie operował?
-Sambor i Tretterem…
-To moja wina?
-To nie jest niczyja wina…
~*~*~*~*~*~*~*~

Mój pierwszy dzień w nowej pracy dobiegł końca. Rano strasznie się go bałam, tak strasznie, że nawet śniadania nie zjadłam. W szpitalu byłam całe pół godziny przed czasem. Jak weszłam do pokoju lekarskiego czekał na mnie komitet powitalny. Mój ukochany braciszek- Przemek i jego dziewczyna- Wiktoria, mój nowy szef-Stefan i jeszcze jeden lekarz. Chyba chirurg, bo ubrany był w niebieski uniform. Nie widziałam jego twarzy, bo stał twarzą w stronę okna.
-Hej, Hana!- rzuciła Wiki, gdy tylko mnie zobaczyła i uścisnęła mnie z uśmiechem. W tym momencie tajemniczy mężczyzna odwrócił się przez co mogłam ujrzeć jego twarz. Jedyne co wtedy pomyślałam to było „WOW!!!”.  Takie ciacho… i będę z nim pracować w jednym szpitalu??? Taaaak! Podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Cześć, jestem Piotr.- uśmiechnął się pokazując cały rządek białych zębów. Był wręcz cudowny, jak nie z tego świata. Te jego słodkie brązowe oczy… I ta siwizna na skroniach, która tak bardzo dodawała mu uroku. Miał drobne zmarszczki tu i ówdzie, ale mimo to cholernie mi się spodobał. Mogę powiedzieć więcej… zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia… Podałam mu dłoń. Gdy nasze palce się zetknęły przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-A ja Hana, miło mi cię poznać- uśmiechnęłam się lekko. I tak właśnie go poznałam. Potem się dowiedziałam, że cały dzień ma być moim „aniołem stróżem”. Bardzo mnie to cieszyło… Ale mojego brata chyba nie. No ale cóż… to nie był ciężki dzień. Spodziewałam się czegoś gorszego. A fakt, że przez cały dzień Piotr chodził za mną krok w krok jeszcze bardziej napawał mnie optymizmem. W przerwie poszliśmy na kawę do szpitalnego bufetu. Piotr kazał mi usiąść i poszedł zamówić dla nas napój. Uśmiechnęłam się do niego gdy wrócił. On także się uśmiechnął. Postawił przede mną filiżankę. Mmm… to było pyszne.
-Smakuje?- uniósł lekko kąciki ust.
-Bardzo…- zaśmiałam się.
-To bardzo się cieszę- puścił mi oczko. Bawiło mnie to. Tak samo, jak bawiło mnie moje zachowanie, zakochanej nastolatki. Ale naprawdę czułam w brzuchu te motyle…
-Słuchaj… Może dasz się dziś wyciągnąć wieczorem na jakąś kolacje? Może pokazałbym ci kawałek Warszawy?- zaraz, zaraz… czy on mnie właśnie zaprosił na randkę? No oczywiście słodziaku, że z tobą pójdę…
-Wiesz… Z przyjemnością… tylko powiedz gdzie i o której…- uśmiechnęłam się. On także się uśmiechał. Było tak słodko, że aż chyba za bardzo… Ale nie mogłam się opanować.
-Mmm…O 19 po ciebie przyjadę. Masz, napisz mi swój adres- podał mi mały notatniczek i długopis. Napisałam najwyraźniej jak tylko umiałam i podałam mu powrotem jego „gadżety”. Będę miała randkę z największym przystojniakiem jakiego kiedykolwiek widziałam…

~*~*~*~*~*~*~

-Wiesz czego najbardziej żałuje? Że cię zostawiłem kiedy potrzebowałaś mnie najbardziej. Że traciłem czas na ciąganie cię po sądach, a nawet nie zapytałem jak się czujesz, czy nie trzeba ci jakoś pomóc, że nie przytuliłem cię… widziałem, że cała ta sytuacja cię przerasta. Przepraszam cię, Hana. Zakochałem się w tobie, jak zobaczyłem cię wtedy pierwszy raz, twojego pierwszego dnia w pracy. Tak pięknie się do mnie uśmiechałaś. Nigdy nie przestałem cię kochać…- mówiłem do niej, jak kazała mi Lena. Wciąż była nieprzytomna. Wciąż blada i zimna. Zastanawiałem się, czy czuje ten chłód, albo czy słyszy co do niej mówię. Leżałem koło niej i przytulałem ją do siebie. Uświadomiłem sobie, że jednak nie powinienem przywozić tu dzieci. To nie jest mama, jaką powinny oglądać. Jeżeli coś się jej stanie, to lepiej, żeby zapamiętały ją, jeżeli w ogóle, taką jaka zawsze była. Uśmiechniętą i beztroską. Cieszącą się z każdego drobiazgu, ceniącą każde małe stworzonko. Teraz nawet jej blond włosy przybrały mysio-szarą barwę. Miałem nadzieję, że krwiak się wchłonie. Nie chciałem, by musiała przechodzić tak ciężką operacje. Bałem się o nią. A co jeżeli jej zabraknie? Co z naszymi dziećmi? Za jakąś godzinę miała mieć kolejną tomografie.


~*~*~*~*~*~

Obudziłam się, bo zrobiło mi się chłodno. Otworzyłam oczy. Piotr już nie spał. Przyglądał mi się. Nic nie powiedziałam, tylko złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
-Mmm. Dzień dobry- szepną cicho.
-Dzień dobry…- odpowiedziałam wtulając się w jego tors. Pogłaskał mnie po głowie, a następnie przykrył mnie dokładniej.
-Wyspałaś się?
-Powiedzmy…- zaśmiałam się. Tej nocy mieliśmy nasz pierwszy raz.

~*~*~*~*~*~*~*~

Druga doba po operacji, a ona wciąż spała. Tak bardzo chciałem, żeby otworzyła oczy. Albo chociaż ścisnęła moją rękę. Czekałem, bo cóż innego mogłem zrobić. Musi się w końcu obudzić. Dzieci za nią tęsknią. Z resztą ja też.
-Piotr… Jedź do domu. Wykąp się, bo naprawdę nie przyjemnie się tu wchodzi, stary- usłyszałem Przemka. Stał w drzwiach.
-Nie mogę jej zostawić samej…
-Ja z nią zostanę…- powiedział po czym niemal wyrzucił mnie z Sali… cóż innego mogłem zrobić, jak tylko jechać do domu.

~*~*~*~*~*~*~

Moja malutka siostrzyczka leżała tu taka bezbronna. Podszedłem do jej łóżka. Leżała tu już tyle czasu, a ja dopiero teraz zebrałem się na odwagę, żeby do niej przyjść. Kiedyś byliśmy nie rozłączni…  A potem? Potem padło między nami za dużo złych słów i za dużo krzywd sobie wyrządziliśmy.
-Kocham cię, mała… i przepraszam- szepnąłem. Dlaczego tylko jak spała? Zamknąłem oczy. Położyłem jej dłoń na ramieniu.
-Też cię przepraszam, Przemek…




Hej:) sorry, że tak późno, ale dopadła mnie wena ;) mam nadzieję, że wam się podobało? :P jak tak to komentujcie ;)


Pozdrawiam Aleks

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział VI



Znowu nawaliłam. Sorka, ale tak niestety wyszło :/ Teraz tylko oby do końca kwietnia, potem w szkole będą już większe luzy i będę miała więcej czasu dla was :P Dzięki za wejścia!!! Jesteście cudowni :*  Zapraszam na opo ;)




Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat…Brat… Osoba, która jest przy nas całe życie. Która nas wspiera, ale i dołuje. Której nikomu nie pozwolimy poniżyć, chociaż sami robimy to prawie codziennie. Ktoś, kogo kochamy, ale mu o tym nie mówimy. Młodszy brat… Osoba, która uważa nas za wzór do naśladowania. Która nas szanuje i jednocześnie nie szanuje. Ale jest kimś, komu możemy powierzyć nasze tajemnice… Kimś, kto zna nas lepiej, niż my sami… A ja poznałem mojego brata dopiero w wieku 42 lat. Nie wiedziałem jakim cudem mam brat. Kiedy moi rodzice się rozwiedli miałem 7 lat. Od tamtej pory nie widziałem mojej matki. Ale nie przypominam sobie, żebym miał brata. Mimo iż Krzysztof rzekomo był moim młodszym bratem to ja wciąż go nienawidziłem. Cieszyłem się, że prawdopodobnie już nigdy się nie obudzi, chociaż wiedziałem, że nie powinienem tak życzyć nawet obcemu. On odebrał mi żonę… Dzieci…
-Piotr… Piotr… Budzimy się…- usłyszałem głos Hany.
-Co jest?
-Zemdlałeś…- zamrugałem pare razy. Leżałem na szpitalnym łóżku obok Hany.- Dobrze się czujesz?
-Nie.
-To dobrze… Jak to nie?
-Nie! Nagle dowiaduje się, że mam brata! Jak ty byś się czuła?!- uniosłem głos.
-Nie krzycz na mnie Piotr… Nic nie zrobiłam.- wstałem z łóżka. Zakręciło mi się w głowie.
-Nic nie zrobiłaś…- spojrzałem na nią z lekką pogardą… no może trochę bardziej niż lekką. Ruszyłem w stronę drzwi.
-Piotr… zaczekaj…-złapała mnie za ramię. Wyrwałem się.
-Zostaw mnie.- wyszedłem. Byłem niemiły. Wiem. Ale nie umiałem inaczej. Byłem bardzo rozczarowany… wyszedłem ze szpitala. Usiadłem na ulubionej ławce i zapaliłem papierosa. Jednego, drugiego… gdy zrobiło mi się niedobrze, uświadomiłem sobie, że Hana została tam zupełnie sama. Ale nie zamierzałem wracać. Może jutro. Wsiadłem do samochodu. Prawie godzinę stałem w korku. Jednak w końcu udało mi się dotrzeć do domu. Drzwi były zamknięte. Wygrzebałem z kieszeni klucze i wszedłem do środka. Od progu usłyszałem śmiech Ksendka. Mała pewnie spała. Zdjąłem bluzę i przeszedłem do salonu. Aśka i Ksendek układali puzzle. Mały jak tylko mnie zobaczył zeskoczył z kolan mojej dziewczyny i podbiegł do mnie. Wziąłem go na ręce i ucałowałem.
-Czesc tattoooo
-Cześć… Jak się bawiłeś?- uśmiechnąłem się do niego. Położył mi głowę na ramieniu i zamknął oczy. Chyba był zmęczony. Zaniosłem go do pokoju. Położyłem go na jego łóżku. Uśmiechnął się do mnie, a chwilę potem zasnął. Poszedłem zobaczyć do Itki. Słodziutko spała. Jak jej mamusia… Nie, stop. Nie będę myśleć o Hanie. Pogłaskałem maleństwo po głowie. Odwróciłem się. U drzwiach stała Aśka. Uśmiechała się. Podeszła do mnie i mnie objęła. Schyliłem się i pocałowałem ją.
-Idę wziąć prysznic…- szepnąłem jej na ucho.
-Iść z tobą?- zagryzła wargę.
-Kuszące, ale pójdę sam.- założyłem jej za ucho kosmyk włosów i minąłem ją.
~*~*~*~*~
Znowu byłam sama… Piotr wyszedł ponad półtorej godziny temu. Miałam nadzieję, że wróci, ale chyba jakby miał wrócić to już by to zrobił. Nie powinnam była mu tego mówić. I nie powinnam tyle tego ukrywać. Byłam na siebie wściekła. Znowu zraniłam faceta, którego kochałam najbardziej na świecie.
Idiotka.
Idiotka.
Idiotka.
Zadzwonić do niego? A jak nie odbierze? A jak odbierze? Kurcze… Zaczęłam zachowywać się jak zakochana nastolatka. Wzięłam telefon i wybrałam jego numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci, szósty. W końcu ktoś odebrał.
-Cześć Piotr. Słuchaj, przepraszam…- zaczęłam mówić nie czekając zanim ktoś się odezwie po drugiej stronie.- Ja chciałam ci powiedzieć już dawno, ale nie wiedziałam jak…
-Przepraszam, że pani przerywam, ale Piotr jest pod prysznicem. Mogę jakoś pomóc?- usłyszałam głos jakiejś kobiety. Zapewne tej ze zdjęć.
-Yyyyy… Może mu pani przekazać, żeby oddzwonił?
-Oczywiście… A kto mówi?- no tak… mam zastrzeżony.
-Hana. Hana Goldberg.- szepnęłam. Zastanawiałam się, czy już się nie rozłączyć…
-Hana? Ta Hana?- zapytała po chwili
-Zależy o jaką pani pyta- odpowiedziała trochę nie miło.
-Masz wspaniałe dzieci.- od kiedy jestem z nią na TY? Zaczynała mnie coraz bardziej denerwować.
-Mogę porozmawiać z Ksendkiem?- nie miałam ochoty słuchać tej kobiety. Też mi odkrycie, że moje dzieci są wspaniałe…
-Śpi… Przekażę Piotrowi, że dzwoniłaś…
-Dziękuję… Dowidzenia.- rzuciłam i rozłączyła, się. Zaraz… Co się ze mną działo? Przecież zwykle starałam się być miła dla ludzi. A wobec niej nie miałam ochoty nawet udawać. Położyłam komórkę na szafce koło łóżka. I co teraz? Byłam sama. Nie miałam nawet książki, żeby poczytać. Może poprosić Lenkę, żeby przyszła. Albo Przemka. No fakt Przemek odpada. Odkąd wyszłam za Krzysztofa nie żyjemy ze sobą najlepiej. Owszem, jest wujkiem dla moich dzieci, ale ja nie mogę liczyć na wspólny wyskok na kawę, czy też całonocne pogaduchy. Kiedyś nienawidził Piotra, jednak w końcu się zaprzyjaźnili. Tak bardzo, że koniec końców, mój własny brat mnie znienawidził. Nie dość, że straciłam faceta to i brata. Po moim rozstaniu z Piotrem przez długi czas nie odbierał ode mnie telefonu. Unikał mnie w  szpitalu. Aż w końcu nie wytrzymałam i poszłam do niego do domu.

~*~*~*~*~

Ciepły sierpniowy wieczór. W ciągu dnia trochę padało, ale koło 16 wszystko zaczęło powoli wracać do normy. No prawie wszystko. Tak na prawdę to tylko pogoda… Dzwoniłam dziś do Przemka już pięć razy. I nic. Nie odebrał ani razu. Nie mogłam już tego wytrzymać. W ciągu trzech ostatnich miesięcy nie odezwał się do mnie ani słowem. A ja go teraz potrzebowałam. Zostałam sama… W ciąży… Od równo tygodnia nie jestem żoną Piotra. Poważnie rozważam wyjazd do Izraela. Tu moje życie już nie ma sensu. Nie poradzę sobie sama z dzieckiem. Zawsze marzyłam, żeby zostać mamą. Ale teraz? Wychowywałam się przez jakiś czas w niepełnej rodzinie. I nie było to fajne. Nie chciałam, żeby mój synek też musiał to przeżywać. Cały czas miałam nadzieję, że Piotr mi wybaczy. Kochałam go. Zawszę będę go kochać.  Tak samo jak kocham mojego brata. Jednak żaden z nich nie chciał mnie znać. Zrobiłam Piotrowi straszne świństwo. Wiem. Ale jestem pewna, że to jego dziecka się spodziewam. Musiałam teraz porozmawiać z Przemkiem. Potrzebowałam, żeby mnie przytulił, pocieszył. Prawie byłam już pod hotelem, kiedy zawahałam się. Nie. Muszę z nim pogadać. Przyspieszyłam kroku. Po chwili stanęłam przed drzwiami domu mojego brata. Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze. Nacisnęłam dzwonek. Po chwili otworzył mi mój brat. Spojrzał na mnie i zrobił sobie swoją charakterystyczną zrezygnowaną minę.
-Cześć. Mogę wejść?- zapytałam patrząc na niego prosząco.
-Oli ani Wiktorii nie ma.- rzucił oschle. Mimo tego tak miło było słyszeć jego głos.
-Wiesz przecież, że przyszłam do ciebie.
-My chyba nie mamy o czym rozmawiać.
-Przemek, proszę… Potrzebuję cię.
-Ostatnio jak kogoś potrzebowałaś, to znalazłaś sobie kochanka. Więc możesz iść do niego.
-Przemek…
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, jasne?
-Ale…
-Idź już. I nie przychodź więcej.- zamkną mi przed nosem drzwi. Po moim policzku spłynęła łza.

~*~*~*~*~*~

Po moim policzku spłynęła łza. I jeszcze jedna. A za nią kolejne. Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Zrobiło mi się bardzo zimno. Drzwi do sali się otworzyły. Stanęła w nich Starska. Spojrzałam na nią. Kręciło mi się w głowie.
-Lena… Słabo mi…

~*~*~*~*~*~

Wyszedłem spod prysznica. Trochę mi to pomogło. Mój synek dalej spał, a Aśka karmiła Itkę.
-Dzwonił do ciebie telefon- rzuciła moja kobieta jak mnie zobaczyła.
-Kto?- zdziwiłem się lekko.
-Hana. Prosiła żebyś oddzwonił. – odstawiła bulkę małej. Podszedłem i wziąłem moją córeczkę. –Oddzwonisz?
-Nie…
-Czemu? Wydaje mi się, że jej na tym bardzo zależało- spojrzałem na nią karcąco. – Dobra, już dobra. Mam się nie wtrącać. – gdy skończyła mówić zadzwonił mój telefon.- mówiłam, że jej zależało.
-To nie ona. To Lena.- rzuciłem i odebrałem telefon.- Halo?
-Piotr. Przyjeżdżaj szybko. Hanie się pogorszyło- rzuciła bez ogródek.






Co dalej? 
Może 20 kom? :P 
Tylko bez spamu :D
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie 

Pozdrawiam,
Aleks

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 5


W końcu... Mam nadzieję, że tęskniliście :P Część krótka (jak zwykle), ale sporo się w mniej dzieje. mam nadzieję że Wam się spodoba :D


-Hana? Hana? Słyszysz mnie?- ktoś trzymał dłoń na moim ramieniu. Słyszałam damski głos. Dopiero po chwili zorientowałam się, że mam otwarte oczy i patrzę w biały sufit. Przekręciłam głowę w parawą stronę i zobaczyłam nad sobą Lenkę. Uśmiechnęłam się do niej, bo nie bardzo wiedziałam co innego mogę zrobić. Nagle zdałam sobię sprawę, że jestem w szpitalu. Chyba na Biomie
-Hana, słyszysz?- kiwnęłam lekko głową
-Co się stało? Czemu tu jestem?- ocknęłam się. Przecież jechaliśmy samochodem…
-Hana… mieliście wypadek.-powiedziała po chwili namysłu
-Jaki wypadek?! Co z moimi dziećmi?- przerażona podparłam się na łokciach.
-Połóż się. – przytrzymała mnie.- Wszystko z nimi w porządku. Są z Piotrem.
-Jak to z Piotrem? Co się stało? Co Z Krzysztofem?- zaczęłam zarzucać moją przyjaciółkę pytaniami, które wpadły mi do głowy.
-Hana, Hana, zwolnij.- przerwała mi siadając na moim łóżku.- Po kolei. Jak wracaliście z urlopu mieliście wypadek pod Leśną Górę.- mówiła bardzo powoli.- Z twoimi maluchami wszystko jest w porządku. Piotr zabrał je do siebie. A Krzysztof… jest w śpiączce. Ma dużego krwiaka na mózgu i nie zapowiada się na to, żeby się szybko obudził. Ale się nie denerwuj, kochanie…- powoli analizowałam jej słowa. Wypadek. Z dziećmi ok. Krzysztof jest w śpiączce?!
-Co z moim mężem?!
-Hana, spokojnie. Będzie dobrze…- przytuliła mnie. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Możesz zadzwonić do Piotra?- zapytałam, zanim się rozkleiłam.
-Oczywiście, że zadzwonię.- mówiła gładząc mnie po włosach. Chciałam zobaczyć moje dzieci. Całe i zdrowe. I chciałam zobaczyć Piotra. Gdy trochę się uspokoiłam Lenka zostawiła mnie samą, żeby zatelefonować. Wiedziałam, że Piotrowi nie uda się przemycić na oddział Ksendka i Itki, ale dalej się łudziłam. Nie wiem ile spałam, ale bardzo się stęskniłam za moimi maluchami. Zamknęłam oczy i położyłam się. Po moich policzkach wciąż spływały łzy. Zauważyłam, że na szafce przy moim łóżku leżał telefon. Wzięłam go i sprawdziłam datę. Był początek września. To nie możliwe. Spałam ponad miesiąc! Ale… Ale jak? Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Nie minęło 20 minut, a do Sali wszedł Gawryło.
-Hana… Czemu płaczesz?- od razu do mnie podszedł i objął, jak wcześniej zrobiła to Starska.
-Co z moimi dziećmi?- szepnęłam, gdy całował mój policzek.
-Wszystko dobrze. Bardzo szybko rosną. Szczególnie Itka. Mogę ci pokazać. Mam zdjęcia i filmiki.- kiwnęłam głową. Usiadłam i wtuliłam się w jego klatę. Pachniał cudownie. Jak zawsze z resztą. Wyjął z kieszeni telefon. Miał zdjęcie dzieciaków na tapecie. Faktycznie się zmieniły. Pokazywał mi zdjęcia na których Ksendek budował zamki z klocków, Itka miała całą buzię ubrudzoną kaszą, na których byli we trójkę. Było też pare zdjęć, na których moją córeczkę karmiła jakaś kobieta. Ta sama, która przytulała Ksendka. To ona przez ostatni miesiąc była matką dla moich dzieci. Znowu zachciało mi się płakać, jednak musiałam się powstrzymać. Nie chciałam tłumaczyć się z tego przed Piotrem. Potem Gawryło włączył mi filmik. Itka pięknie się uśmiechała. A Ksendek powiedział „Kocham cię, mamo.” Wtedy po moich policzkach popłynęły łzy, których mimo starań nie mogłam powstrzymać.
-Hejjj… Hana, nie płacz. Niedługo ich zobaczysz. Wiesz, że Itce wyżyna się ząb? Zrobiła się tak nieznośna jak ty- zaśmiał się. Ja mimo łez także zaczęłam się śmiać. Piotr pocałował mnie w czoło. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
-Chce je przytulić…
-Bardzo za tobą tęsknią.
-Ja z nimi też.- spojrzałam mu w oczy. Byłam zaskoczona kiedy mnie pocałował, jednak bardzo mi się to spodobało. Tak dawno nie czułam smaku jego ust, że zapomniałam jakie są słodkie. Kiedy zabrakło mi powietrza oderwałam się od niego.-Mieliśmy z tym skończyć, Piotr…
-Przecież nie zrobiliśmy nic złego. To tylko pocałunek.
-Ja mam męża… ty też kogoś masz.
-Ciii… nie myśl teraz o tym. Najlepiej nie myśl o niczym.- założył i za ucho kosmyk włosów.
-Wiesz co jest moim największym marzeniem?- przejechałam dłonią po jego policzku. Nie czekałam na odpowiedź.- Żeby móc cofnąć czas. I żeby walczyć o ciebie. Nie pozwolić ci odejść.
-To także moje marzenie.
-Wyjedźmy stąd razem… Zabierzmy dzieci i ucieknijmy.
-Nie możemy, kochanie…
-Proszę…
-A powiesz mi prawdę?
-O czym?
-O Itce…
-Piotr… to skomplikowane
-Powiedz..
-Nie…- położyłam się i odwróciła do Gawryły plecami. A on bardzo mnie zaskoczył. Położył się obok i wtulił w moje plecy.
-Powiedz tylko tak, albo nie…
-Piotr… ja nie wiem.- pokręciłam głową. Miałam wszystkiego dość…
~*~*~*~*~*~*~
-Co znaczy „ja nie wiem”?- przekręciłem jej twarz w swoją stronę. Miała łzy w oczach. Nic nie mówiła. Leżała i patrzyła się na mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Uniosłem ją lekko i położyłem jej głowę na swoim ramieniu.-Wytłumacz mi…- szepnąłem.
-To nie jest chyba moja sprawa…
-Jak to?- zdziwiła mnie trochę.
-Piotr… Krzysztof to twój brat…



Hmmm... może 30 kom?
Tylko bez spamu :P

Pozdrawiam 
Aleks

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 4


Znowu krótka część, ale zależało mi, żeby było dziś.


Od tej sytuacji minęło już około miesiąca. Nie widziałem przez ten czas Hany. Byłem kilkakrotnie u nich w mieszkaniu ale nikt mi nie otwierał. Radwana także nie widziałem. W szpitalu chodziły plotki, że wziął urlop. I prawdopodobnie była to prawda. Nie odbierali moich telefonów. Nie wiedziałem co się dzieje z Haną, ani z moim synem… ani córką. Czułem się strasznie. Oszukany, zdradzony… To znanie na jej ramieniu. Miałem takie samo… Mój ojciec też… I Ksendek. Jak to się stało, że Radwan nic nie zauważył? I dlaczego do cholery Hana mi o niczym nie powiedziała?! Byłem wściekły. Na siebie, że się niczego nie domyśliłem. Na Hanę, że ukrywała przede mną tak ważną sprawę. Na Krzysztofa… na niego za wszystko. Że zabrał mi żonę, dzieci, dom. Słowem wszystko. Chciałem dać im spokój, pozwolić żyć w spokoju. Ale teraz? Teraz wiedziałem, że muszę odzyskać Hanę i dzieciaki… Był tylko jeden problem, Aśka… Moja narzeczona… Co miałem jej powiedzieć? Że bardzo mi przykro, ale to koniec, bo dalej kocham moją żonę? Nie mogłem jej tego zrobić. Ją też kochałem, ale nie tak jak Hanę… z rozmyślań wyrwał mnie głos przełożonej.
-Piotr… Słuchasz mnie?- rzuciła z lekkim oburzeniem Wiki.
-Tak… Nie do końca.- zrobiłem słodką minkę mając nadzieję, że ją udobrucham. Zaśmiała się i pokręciła głową. Udało się…
-Operujesz z Samborem nowotwór ślinianek. Za karę sam zapoznasz się z historią choroby…
-O nie… Na pewno nie podołam temu okropnemu zadaniu- zaśmiałem się, przez co oberwałem teczką z wynikami badań.
-Nie wiem co będzie, jak Hana szybko nie wróci…
-Nie bardzo rozumiem- zmarszczyłem brwi.
-Przecież wszyscy zauważyli, że zrobiłeś się rozkojarzony, po tym jak wyjechała.
-Idź już….

~*~*~*~*~*~*~*~

Byłam rozdarta… Piotr nie mógł poznać prawdy. Chyba że już ją znał… Wiem, że moja ucieczka nie była żadnym rozwiązaniem, ale to było jedyne co przyszło mi wtedy do głowy. Ale nadszedł już czas, żeby wracać i stawić czoła problemom. Siedziałam na plaży z dziećmi, a Krzysztof kończył pakować nasze rzeczy. To wszystko było naprawdę bardzo zagmatwane… Moje życie w tym momencie przypominało jakąś meksykańską telenowele. W ogóle, to gdyby to zależało ode mnie, wcale byśmy nie wracali do domu. Zostałabym tu na zawsze. Albo w ogóle  wróciła do Izraela. Ale Krzysztof się uparł. Ksendek już usypiał w moich ramionach… miałam nadzieję, że Itka szybko się nie obudzi i będę miała chwilę dla siebie. Bardzo mi się podobało to miejsce. Plaża była dzika, tylko ja i moje dzieci. Zdjęłam Ksendka z kolan i położyłam go na kocu. Przykryłam go pieluszką i wstałam. Podeszłam do morza. Uniosłam moją sukienkę do kolan i zrobiłam dwa kroki do wody. Była zimna. Lodowata. Wróciłam na brzeg i zrzuciła z siebie sukienkę. Cała zanurzyłam się w zimnej wodzie, która choć na moment zmyła ze mnie wszystkie troski. Nie mogłam odpłynąć zbyt daleko. Musiałam mieć oko na moje maluchy. Z każdą chwilą robiło mi się coraz cieplej. Zamoczyłam włosy. Było mi dobrze. Ale oczywiście jak zawsze musiał to koś popsuć.
-Hana! Hana, musimy już jechać!- krzyczał w moją stronę mój mąż.
-Zamknij się bo mi dzieci obudzisz!- odkrzyknęłam mu i zaczęłam płynąć w jego stronę. Jak zwykle musiał mi przeszkodzić. Wyszłam na brzeg, a mój mąż zjechał mnie wzrokiem.
-Nie boisz się, że ktoś przyjdzie i cię nakryje?-  rzucił mi ręcznik.
-Nie dawno mówiłeś, że nie ma szans, żeby ktoś się tu zjawił.
-To nie powód, żebyś spacerowała tu nago…
-Daj spokój.- ucięłam, zakładając swoją sukienkę.
-Budzić ich, czy przenieść na śpiąco?- zapytał kucając koło Ksendka.
-Na śpiąco. Skoro mamy jechać, to jedźmy…- Krzysztof wziął małego, a ja pchnęłam wózek z Itką w stronę samochodu.
-Dlaczego jesteś dla mnie taka nie przyjemna ostatnio?- w pewnym momencie zapytał mój mąż.
-Nie wiem, o czym mówisz.- spojrzałam na niego.
-Wiesz… Wiem, że martwisz się TĄ sprawą, ale dlaczego jednocześnie mnie odpychasz?
-Nie odpycham…- wyjęłam malutką z wózka i wsadziłam ją do fotelika w samochodzie. Krzysztof złożył wózek i włożył go do bagażnika. Wsiadłam i zapięłam pasy. Czekała nas długa podróż. Mój mąż wsiadł i odpalił silnik.
-Porozmawiaj ze mną…- położył dłoń na moim udzie.
-Zapnij pasy…- związałam swoje mokre jeszcze włosy.
-Hana… Musisz ze mną porozmawiać!
-Rozmawiam. A ty nie krzycz, bo jak obudzisz któreś z moich dzieci, to cię zamorduję.- powiedziałam obracając się w stronę okna. Krzysztof zrezygnowany wypuścił powietrze.- nie chcę wracać.-szepnęłam.
-Ale wrócisz- był wściekły. Przez resztę drogi nie odzywałam się do niego. On zadawał jakieś pytania, ale nawet nie słuchałam. W pewnym momencie zasnęłam. Nie wiem nawet kiedy. A potem długo nie mogłam się obudzić… 



Może 20 kom? ;P
 

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 3





Taka krótka część... Mam nadzieję, że wam się spodoba. Myślę, że już niedługo uda mi się w miarę regularnie dodawać, ale nie obiecuję...


-Hana… Hana, czas wstawać.- poczułam, jak ktoś trzącha mną, trzymając mnie za ramię. Lekko uniosłam powieki. Nade mną siedział Krzysztof.
-Która godzina?- rzuciłam na wpół przytomna.
-Po ósmej… wychodzę do pracy… Itka śpi. nakarmiłem ją i przewinąłem.- założył mi włosy za ucho i pocałował mnie w czoło. Odwróciłam się do niego plecami.- idę… Pamiętaj, że za godzinę ma przyjść Piotr, i wolę, żeby nie widział cię w samej piżamie.
-Mhmmm…idź już…- szepnęłam. Wstał z łóżka, potem słyszałam już tylko trzaśnięcie drzwiami. Zamknęłam oczy i powrotem zasnęłam. Po chwili znowu poczułam trząchnięcie.
-Krzysztof! Idź już...- warknęłam. Wkurzył mnie… to że on musi wcześnie wstawać, to nie znaczy, że ja też… To ja w nocy wstaje do Itki. To ja całe dnie zabawiam dzieci… On jak tylko wróci z pracy, to idzie spać.
-Jesteś bardzo Niemiła dla swojego męża…- usłyszałam głos Piotra. Odwróciła się do niego twarzą i lekko uśmiechnęłam.
-Miałeś przyjść dopiero za godzinę…
-To widać godzina już minęła. Dzwoniłe i pukałem, ale na nic. Drzwi były otwarte, więc wszedłem. Dzieciaki jeszcze śpią…- oparłam się na łokciach i pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek.-Mmmm… Nie boisz się, że twój mąż czegoś zapomniała i zaraz tu wróci?
-Nie… podnieś ręce- szepnęłam mu na ucho.
-Hana…- spojrzał na mnie karcąco.
-Nic nie mów… Po prostu podnieś ręce.- zrobił to o co prosiłam. Ściągnęłam przez głowę jego T-shirt. Przejechałam dłonią po jego torsie. Przygryzłam wargę. Uśmiechnął się do mnie i podniósł moje ręce. Zdjął mi koszulkę od piżamy i położył mnie. Gdy dotykał moich piesi… mmm… To było nie do opisania. Całował moją szyję… schodził coraz niżej… Doszedł do rowka między moimi piersiami, a dalej jechał językiem, aż do mojego pępka. A potem wrócił do moich ust. Przygryzał moje wargi. Złączyłam ręce na jego plecach i przekręciłam go, kładąc się na nim…
Rozpięłam jego pasek… potem rozporek… potem guzik… Ściągnęłam jego spodnie. Byliśmy już tyko w dolnej bieliźnie. Oboje.
-Hana… Nie mamy dużo czasu…
-No dobrze, już dobrze…- powrotem leżał na mnie. Nim się zorientowałam rozebrał nas i wszedł we mnie. Reszta już nie trwała długo. Po wszystkim wtuliłam się w niego.
-Hana…- wymruczał moje imię, po jakimś czasie.
-Słucham, kochanie…- spojrzałam na niego.
-Hana… musimy z tym skończyć…- głaskał mnie po włosach.
-Z czym?- spojrzałam na niego zdziwiona
-Musimy przestać ze sobą sypiać…
-Jak to? Piotr.. O czym ty mówisz?
-Masz męża, kochanie… I ja też kogoś mam -szepnął
-Słucham?!- rzuciłam wstając z łóżka. Zebrałam szybko swoje ubrania.
-Hana… Czekaj… To nie tak…- złapał mnie za rękę. Wyrwałam mu się. Biegiem ruszyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz. Oparłam się o nie i wzięłam głęboki wdech. Jak to ma kogoś?!

~*~*~*~*~*~*~*~
Usiadłem na kanapie w salonie. Musiałem powiedzieć Hanie. I tak by się w końcu dowiedziała, a jak nie ode mnie, to od kogoś innego. A teraz zamknęła się w łazience.
-Tatuś!!!- usłyszałem krzyk mojego syna. Biegł w moją stronę, złapałem go w biegu i uniosłem do góry.
-Cześć synku…- pocałowałem go w czoło. Był taki podobny do Hany. To oczka, oliwkowa skóra… kochałem tego małego urwisa. Tak samo jak kochałem jego matkę. Ale nie wystarczało mi bycie dla niej chwilową odskocznią. Siedziałem z synkiem na kolanach, kiedy Hana wyszła z łazienki.
-Cześć, kochanie…- podeszła i wzięła ode mnie Ksendka.
-Nie powinnaś go dźwigać… jeszcze nie doszłaś do siebie, po porodzie…- spojrzałem na nią karcąco.
-A ty nie powinieneś wracać do domu? Nikt tam na ciebie przypadkiem nie czeka?- jej ton był bardzo chłodny. Nie spodobało mi się to.
-Nie… Daj mi go… Ubiorę go i nakarmię- wziąłem od niej małego. Spojrzała na mnie wściekle i odwróciła się na pięcie. Poszła do pokoju Itki. Nie szedłem za nią mimo, iż bardzo chciałem. Miałem nadzieję, że jej przejdzie. Ruszyłem z Ksendkiem do jego pokoju. – Co chcesz założyć, synku?
-Bfuuum…- powiedział mój synek, sygnalizując mi tym samym, że chce założyć bluzkę z samochodzikiem. Ubrałem go i przygotowałem kaszkę. Nie chciał jeść. Po jakimś czasie moich męczarni z młodym, do pokoju weszła Hana z Itką.
-Potrzymaj ją…- podała mi małą. Odstawiłem kaszę i wziąłem malutką. Hana szybko nakarmiła naszego synka.
-Porozmawiamy?- spojrzałem na nią błagalnie.
-Nie wiem, czy mamy o czym….
-Mamy…- mówiłem, kołysząc małą, która zasypiała w moich ramionach.
-Wolę, żebyś naprawdę już poszedł.
-Miałem spędzić dziś z wami cały dzień…- zacząłem protestować.
-Nie potrzebuję, żebyś tu na siłę siedział, myślę, że na pewno masz już coś w planach…
-Tak!- uniosłem głos- mam w planach spędzić dzień z moim synem i mi tego nie zabronisz!- trochę się zagalopowałem, przez co obudziłem Itkę. Malutka zaczęła płakać w moich ramionach. Dynamicznie poruszała rączkami, przez co rękawek jej body się obsunął. Zobaczyłem coś dziwnego, więc podwinąłem go jeszcze wyżej. To znanie… Spojrzałem na Hanę, a gdy ona zobaczyła moje odkrycie, posadziła Ksendka i szybko zabrała ode mnie Itkę.
-Idź już…
-Hana…
-Wynoś się!- krzyknęła na mnie.




Dacie radę 10 kom?

czytajcie, komentujcie, udostępniajcie...

Pozdrawiam, 
Aleks

sobota, 21 lutego 2015

ROZDZIAŁ II


Chodziliśmy po ogrodzie zoologicznym już dobrą godzinę. Ale nie narzekałam. Uwielbiałam zwierzęta, tak samo zresztą jak mój synek. Piotr też wyglądał na zadowolonego. No właśnie… Piotr… od wyjścia z mieszkania nie rozmawialiśmy zbyt dużo… padały takie kwestie jak pogoda, zdrowie moich dzieci, czy też moje. Był uprzejmy, ale zdystansowany. Ksendek szedł metr przed nami, a Piotr pchał wózek w którym, mój malutki chłopczyk nie chciał siedzieć.
-Usiądziemy?- zapytałam Piotra, wskazując na ławkę. Kiwnął lekko głową i podszedł do młodego. Wziął go na ręce, mimo protestów Juniora. Usiedliśmy z Piotrem na ławce, przed czym Gawryło wsadził małego do wózka. Dałam mojemu synkowi batonika, i spojrzałam na Piotra. Patrzył tępo przed siebie. Położyłam mu dłoń na ramieniu, jednak on nie zareagował. Lekko go objęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Uniosłam twarz do góry, żeby zobaczyć jego reakcję. Lekko się uśmiechnął.
-Hejj… stało się coś?- zapytałam głaszcząc go po jego uroczym zaroście.
-Nie.- szepnął tak, że ledwo usłyszałam
-To czemu jesteś taki… apatyczny?
- Nie wyspałem się dziś troszkę, wiesz?- szepnął mi do ucha.
-Buuuziiiii- krzyknął mój synek, przez co oboje z Piotrem zaczęliśmy się śmiać. Wyjęłam go z wózka i posadziłam sobie na kolanach. Wtulił się w moje piersi uważnie obserwując Piotra. Wyjęłam z torebki paczkę chusteczek i wytarłam mu buzię, którą ubrudził od batona.
-Jest taki do ciebie podobny…- rzucił niespodziewanie Piotr, głaszcząc brązowe kędziorki naszego synka. Uśmiechnęłam się tylko, ponieważ nic innego nie przychodziło mi do głowy.- Słyszałem, że Krzysztof jedzie w jakąś delegację…- spojrzał na mnie pytająco.
-Niestety… Tretter wysłał go na szkolenie do Berlina… Ma go nie być cały miesiąc- skrzywiłam się.
-Przykro mi…- wziął ode mnie Ksendka.- Wracamy?- kiwnęłam głową. Szliśmy powoli do wyjścia. Niosłam Ksendka, a Gawryło pchał wózek.- Nie powinnaś go dźwigać. Nie dawno urodziłaś, a on już nie waży trzech kilo…- uśmiechnął się Piotr.
-Nie waży też pięćdziesięciu… - pokazałam mu język. Zanim się spostrzegliśmy wyszliśmy z ZOO. Nie wiem jakim cudem Piotrowi udało się zaparkować tak blisko bramy, ale bardzo się cieszyłam, że nie musimy iść przez następne pół godziny do samochodu. Zapięłam Ksendka w jego foteliku. Pocałowałam go w czoło i zamknęłam drzwi. Wsiadłam z przodu. Zapięłam pasy, a po chwili Piotr ruszył z miejsca. Jechaliśmy w milczeniu. Od tej ciszy bolała mnie głowa. Postanowiłam włączyć radio. Gdy wyciągnęłam dłoń w stronę urządzenia, ręce moje i Piotr się spotkały. Złapałam jego dłoń i lekko ją ścisnęłam. Uśmiechnął się do mnie, a ja złożyłam delikatny pocałunek na zewnętrznej części dłoni. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, przecież miałam męża, ale nie mogłam się powstrzymać. Wiedziałam, że nie powinnam wysyłać mu tak wyraźnych sygnałów. Spojrzałam w tylnie lusterko. Ksendek już zdążył zasnąć. Spojrzałam na Gawryłę lekko przechylając głowę. On także na mnie spojrzał.
-Zjedź na pobocze…- rzuciłam niemalże szeptem.
-Ale Hana…- spojrzał na mnie z nie małym zdziwieniem.
-Powiedziałam zjedź…
-Wiesz jak to się skończyło ostatnio…
-Chcę cię tylko pocałować. To chyba nic złego…- lekko wydęłam usta. Piotr na moment zamknął oczy. Po chwili skręcił, wjeżdżając w leśną dróżkę.
-A jak mały się obudzi?
-Nie obudzi… ma twardy sen, jak jego tatuś…- mówiłam głaszcząc go po policzku. Odpięłam pasy. Przygryzłam wargę i nachyliłam się. Widziałam, jak Gawryło spojrzał się na mój dekold, który w tym momencie wiele pokazywał. Zaśmiałam się, a następnie namiętnie go pocałowałam. Przygryzałam jego wargę. Moje dłonie czochrały jego włosy. Byłam w niebie, gdy on odwzajemnił mój pocałunek. Uwielbiałam, gdy to robił. Całował mnie z taką pasją i namiętnością… po chwili odsunął mnie od siebie. Spojrzał mi w oczy.
-Jedziemy już…- szepnął. Skrzywiłam się. Zaśmiał się z mojej miny. Założył mi za ucho kosmyk włosów. Pocałowałam go jeszcze raz, bardzo delikatnie.
-Już teraz możemy jechać…- usiadłam prosto i zapięłam pasy. Do końca drogi nie patrzyłam na Piotra. Gdy dojechaliśmy pod mój blok wysiadłam z samochodu. Wzięłam wciąż śpiącego Ksendka z tylnego siedzenia.- Do zobaczenia, Piotr…- uśmiechnęłam się do niego. Ruszyłam w stronę bloku, nie odwracając się za siebie. Gdy weszłam do mieszkania, panowała tam straszna cisza. Zaniosłam Ksendka do jego pokoju i zdjęłam z niego wierzchnie ciuchy. Zaczęłam szukać Krzyśka i Itki. Mój mąż spał w sypialni, a obok niego leżała moja malutka księżniczka. Ona nie spała… leżała na łóżku i poruszała się uroczo. Podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce.
-Cześć, słodziaku… Opiekowałaś się tatusiem? – mówiłam do niej, przenosząc ją do salonu. Usiadłam z moim aniołkiem na kanapie i zaczęłam ją karmić. Była taka malutka. Głaskałam ją po główce. Szybko zasnęła. Zaniosłam ją do kołyski. Postanowiłam także się położyć. Zdjęłam swoje szpilki, i poszłam do łóżka. Mój mąż spał jak zabity. Objęłam go i przytknęłam czoło do jego pleców. Mmm… pachniał tak ładnie.  Pocałowałam go w kark. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.





Taka krótka część... mam nadzieję, że wam się podoba... ;)

czytajcie, komentujcie udostępniajcie :P

Pozdrawiam,
Aleks