Piotr i Hana

Piotr i Hana

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział XI



Żadne z jej wesel nie było wielką pompą. Pierwszy ślub- z Piotrem, był bardzo spontaniczny. Zdecydowali się na niego i pobrali niespełna dwa tygodnie później. Nie było czasu na przygotowywanie sal weselnych, załatwianie kucharek, kwiaciarek, zespołów itd. Nie wiedziała w ogóle, czy mogła swoje poślubne przyjęcie nazwać weselem. Po prostu zebrali wszystkich gości i postawili im obiad w restauracji. Podczas ślubu z Krzysztofem była w 6 miesiącu ciąży. Nie miała nawet ochoty na całonocne zabawy, nie mówiąc już o siłach na nie. Tym bardziej, że w ciąży przytyła całe 23kg i w pewnym momencie miała już trudności z poruszaniem się. Także Krzysztof zafundował jej powtórkę z rozrywki. Kameralny ślub, obiad, trochę muzyki i do domu. Zazdrościła wszystkim kobietom, które miały śluby jak z bajki Disneya. Dwukrotnie zamężna, już niedługo dwukrotna rozwódka, a nie miała wesela jak trzeba. A teraz jeszcze została zaproszona na „bajkowy ślub Joanny i Piotra”. Co jak co, ale zatytułowanie zaproszenia „bajkowy ślub…”, było jej zdaniem lekką, przesadą. No dobra, uważała, że to czysta wiocha. Czy zamierzała tam iść? Oczywiście, że nie. Bo po co? Patrzeć, jak jej ukochany odchodzi już na zawsze? Owszem, popełniła wiele błędów w swoim życiu. Niektóre były wręcz karygodne. Ale nie uważała, żeby zasłużyła od niebios, aż na taką karę. Bolało. Bardzo. Rzuciła zaproszeniem na stół i wstała z sofy. Dochodziła 23. Dzieciaki już dawno spały. Ona nie mogła. Zakręciła się po salonie aż w końcu usiadła na parapecie. Może czas się pogodzić z myślą o samotności? Może powinna znaleźć sobie jakie hobby? Wtedy nie czuła by się aż taka… No właśnie. Jaka? Skrzywdzona? Porzucona? Samotna? Przecież nikt jej nie skrzywdził. Nikt nie porzucił. Przecież miała dzieci i nie była sama. Czemu to wszystko było takie skomplikowane?
-Mamo… Miałem zły sen…-  Ksendek pociągnął ją za nogawkę. Spojrzała na niego lekko nieprzytomnym wzrokiem.
-Słucham?- zapytała po chwili.
-Miałem zły sen… Mogę z tobą spać?- złapał ją za rękę i pociągnął w stronę jej sypialni. Poszła za nim bez wahania. Położyła się koło synka i nawet nie wiedziała kiedy zasnęła…

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Minął dokładnie miesiąc odkąd Hana wróciła do domu. Dwa tygodnie, od jej powrotu do pracy. Było trochę ciężko pogodzić obowiązki matki z obowiązkami lekarza. Zapisała dzieciaki do żłobka, jednak nie chciała, żeby spędzały tam całe dnie. Czasem podrzucała je Przemkowi, czasem Lenie… Miała wielu przyjaciół gotowych przyjść jej z pomocą. Chętni do pomocy byli też Piotr i Krzysztof, jednak Hana wolała trzymać się od nich z daleka. Tego dnia wstała rano jak zwykle, żeby wyrobić się ze wszystkim. Była sobota. Ta sobota. Dzień ślubu Piotra. Radwan  nie zamierzała tam iść. Ani wjeść tam swoich dzieci. Nie chciała się tak po prostu przyznać do porażki. Poszła zobaczyć, czy jej dzieci jeszcze śpią, i czy czasem się nie rozkopały. Potem zaczęła robić naleśniki. Wiedziała, że Ksendek je uwielbia… Około 9 wszystko już było gotowe, więc poszła obudzić maluchy. O dziwo nie sprawiło jej to większych problemów. W sumie nie planowała nic wielkiego na ten dzień, więc po śniadaniu ubrała dzieciaki i włączyła im bajkę. Sama usiadła przy stole i zaczęła uzupełniać jakieś zaległe papiery. W sumie, to powinna się zająć organizowaniem przyjęcia dla Itki. Tak, jej malutka córeczka, już wkrótce miała obchodzić swoje pierwsze urodziny. Kobieta z niedowierzaniem na nią spojrzała. Przecież niedawno przywieźli ją z Krzysztofem do domu. A teraz siedziała koło Ksendka i myślała co złego jeszcze może zrobić. Radwan uśmiechnęła się z niedowierzaniem. Wstała od stołu i usiadła między swoje dzieciaki. Ucałowała oboje w czoła.
-Maaaamoooo…- zaczął jej synek.
-No?- spojrzała na niego, przeczesując ręką jego loczki.
-A jak tata będzie miał dzieci z ciocią Asią, to już nie będzie chciał nas?- mały przycisnął brodę do szyi i spuścił usta w podkówkę.
-Ale Kochanie… O czym ty mówisz? Przecież tata zawsze będzie was kochał. Kto Ci naopowiadał takich głupot?
-Tak sam…- rzucił i wtulił się w nią.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Trzynasta… To jeszcze godzina. Czy cieszył się że się żeni? Znowu… Może trochę… Na pewno nie tak jak wtedy, gdy brał ślub z Haną. Ale nie mógł się już wycofać. Wszystko było gotowe. Sala, zespół, kucharki, goście. Asia wyglądała naprawdę pięknie. Miała długą, dopasowaną suknię w kolorze ecru. Była uśmiechnięta od samego rana. W przeciwieństwie do niego…

~*~*~*~*~*~*~*~*~
Dzień minął jej w sumie szybko. Była 22, a więc pewnie już po wszystkim. Dzieciaki już od dwóch godzin spały. A ona? Ona świętowała swój „sukces”. W ruch szła już druga butelka czerwonego wina. Była już przyzwoicie wstawiona. Nalała sobie kolejny kieliszek
-Twoje zdrowie, Piotr. Obyś z nią był szczęśliwszy- powiedziała, po czym ciurkiem wypiła alkohol. Położyła nogi za stole i znowu napełniła swój kieliszek. Cudowny dzień… Naprawdę, świetny… Może jakby poszła, na to cholerne wesele, to teraz nie musiałaby pić sama… Ale nie chciała patrzeć, na tą fałszywą… na Aśkę. Było jej tu dobrze. Samej. Dokończyła butelkę i wzięła z barku następną. Otworzyła ją i napełniła kieliszek. Usłyszała dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegar i skrzywiła się.
-Czego oni chcą o tej porze…- rzuciła i powlokła się do drzwi, mało się nie wywalając. Otworzyła je i spojrzała na swojego gościa.- A ty co? Nie bawisz się na „bajkowym ślubie”? –powiedziała z nutą kpiny.
-Piłaś?- położył jej rękę na ramieniu. Zrzuciła ją.
-Co chcesz?
-Hana… Ja nie mogłem tego zrobić. Nie mogłem się z nią ożenić…- podszedł bliżej i objął ją w talii.
-I co? Przyszedłeś się pocieszyć? Przykro mi, ale trafiłeś pod zły ad…- nie dokończyła mówić, ponieważ zamknął jej usta pocałunkiem. Zamknął drzwi i przyparł ją do ściany na początku trochę się opierała, jednak kiedy poczuła jego dłoń pod swoją koszulką od piżamy, przestała się stawiać. Odwzajemniła pocałunek. Czuł od niej alkohol, jednak nie przeszkadzało mu to. Była teraz jego, i tylko to się liczyło. Podskoczyła, by mógł wziąć ją na ręce. Zaniósł ją prosto do sypialni. Wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Całą drogę trwali w namiętnym pocałunku. Położył ją na łóżku. Oderwała się od niego. Dopiero teraz zobaczyła, że wciąż miał na sobie elegancki garnitur z krawatem. Natychmiast go poluzowała i zsunęła z jego ramion marynarkę. Całował ją po szyj. Tęsknił za jej smakiem, zapachem. Ukląkł przy niej i zaczął rozpinać swoją koszulę.  Ściągnął ją razem z krawatem. Uniosła ręce, by mógł ściągnąć jej koszulkę. Nigdy do spania nie zakładała bielizny. Strasznie go to podniecało. Pocałował ją w rowek między piesiami, a ona westchnęła. Wiedział że to uwielbia. Przejechał dłonią w tym miejscu i jeszcze raz złożył tam pocałunek. Zagryzła dolną wargę. Założył jej włosy za ucho. Odepchnęła go lekko siadając. Złapała go za pasek. Ręce trochę jej się trzęsły, ale w końcu poradziła sobie. Pociągnęła go i rzuciła gdzieś na podłogę. Usiadł na brzegu łóżka i zdjął swoje buty i skarpetki. Potem wstał. Wyjął z kieszeni portfel i położył go na szafce nocnej. Zdjął spodnie i bokserki. Radwan „tylko zerknęła” i zachichotała. Oboje wiedzieli, że to wpływ alkoholu. Ponownie się położył. Tym razem obok niej.
-Nogi do góry…- rzucił i zdjął jej szorty. Wturlał się na nią i zaczął całować jej ciało. Usta, policzki, szyję, ramiona, piersi, brzuch… potem wrócił do jej twarzy. Złożył krótkie pocałunki na kącikach jej ust, a potem sięgnął po portfel. Wyjął z niego gumkę. Niedługo potem poczuła go w sobie. Jęknęła.-Ciii- przyłożył jej palec do ust.- Obudzisz łobuzy- uśmiechnął się lekko i zaczął poruszać biodrami. Nie potrzebowała wiele… On zresztą też. Tak bardzo za sobą tęsknili. Położył się obok niej i pocałował w szyję.

~*~*~*~*~*~*~*~*~
Otworzyła oczy. Tak strasznie bolała ją głowa. Spojrzała na zegarek. 8. No tak… czas wstawać i robić dzieciom śniadanie. Odrzuciła kołdrę na bok.
-Hej… nie przywitasz się?- poczuła na swoim ciele czyjeś ręce. Doskonale wiedziała czyje. Jedna masowała ją w talii, a druga przesuwała się niebezpiecznie od jej brzucha w górę. Odwróciła głowę.
-Co tu robisz, Piotr?- rzuciła zrzucając obie jego dłonie.-O Boże… Czy my??
-Tak, kochaliśmy, się…
-Ale przecież wczoraj był twój ślub, i ja… o Boze…
-Hej… Spokojnie. Nie było żadnego ślubu…
-Jak to?? Czemu??
-Bo nie kocham Aśki… Tylko Ciebie, Hana…








Z małą obsuwą, ale jest :D




W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
 

 
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!



Pozdrawiam,
Alex

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział X



Patrzyła na swojego męża z niedowierzaniem. Chciał ją zostawić?? Pokręciła z niedowierzaniem głową.
-Myślisz, że nie wiem, że miałaś romans?- rzucił po długim milczeniu.
-Krzysztof…
-Nie musisz się tłumaczyć. Najlepiej już idź.- kiwnęła głową. Miał racje. Nie miała powodu by mu się tłumaczyć. Nie musiała. Odwróciła się na pięcie i wyszła. Po prostu. A on nawet nie próbował jej zatrzymać. Może to i dobrze. Szła przed siebie. Co raz zatrzymywał ją ktoś, żeby zapytać jak się czuje, co u dzieciaczków. Wiedziała, że musi zamienić z każdym choć parę słów, żeby nie wyjść na nieuprzejmą, jednak robiła to naprawdę niechętnie. Spotkała też Przemka. Na jej widok chirurg lekko się uśmiechnął i ruszył w jej kierunku. Ona również wyszła mu naprzeciw. Kiedy stanęli naprzeciwko siebie Zapała lekko obiją siostrę i przytulił ją do siebie. Poczuła się niepewnie. Nie spodziewała się takiego gestu ze strony brata.
-Hej, siostrzyczko.- szepnął jej na ucho i odsunął się.
-Hej.- lekko się do niego uśmiechnęła.
-Myślałem, że masz zwolnienie, po tym całym wypadku. I że cały dzień spędzisz ze smykami…- spojrzał na nią oczekując wyjaśnień.
-Mam zwolnienie. Wpadłam na chwilę zobaczyć co z Krzyśkiem.- na jej słowa, usta Przemka zacisnęły się w cienką linię. Radwan położyła mu dłoń na ramieniu. Wiedziała, że jej brat absolutnie nienawidzi jej męża. Już wkrótce byłego. Ale stwierdziła, że nie powie mu jeszcze o tym, że rozstała się z Krzysztofem. Zacząłby zadawać za dużo niepotrzebnych pytań.- A po dzieciaki jadę o 7.
- Czyli jednak poszłaś za radą młodszego braciszka.- uśmiechnął się do niej. Pokiwała głową z lekkim uśmiechem. Spojrzała na zegarek.
-Wiesz, musze już iść. chciałam jeszcze wstąpić do sklepu, a jest już 18. Matko, jak ten czas szybko leci…- pokręciła głową z niedowierzaniem. Pożegnała się z bratem i ruszyła do wyjścia. Wsiadła do samochodu i powoli wyjechała z przyszpitalnego parkingu. Miała już nauczkę, że nie należy szaleć na drodze. Szczególnie w tak deszczową pogodę, jaka była dziś. Jechała przepisową sześćdziesiątką, i nic nie robiła sobie z kierowców, którzy trąbili na nią , a następnie wyprzedzali. Postanowiła wstąpić do marketu koło bloku Piotra. Weszła do sklepu i wzięła wózek. Miała w planach kupić tylko pieczywo na kolacje i coś do picia, jednak skończyło się jak zawsze. Z pięcioma torbami pełnymi zakupów i paragonem na 200zł wyszła ze sklepu. Wrzuciła zakupy do bagażnika. Wsiadła do auta i odpaliła silnik. Spojrzała na zegar na monitorze pokładowym. Było już pięć po siódmej. Do przejechania miała jeszcze jakieś pięć minut. Napisała Gawryle SMS’ a „Zaraz będę.”. Wrzuciła tylny bieg i odciągnęła ręczny. Niedługo potem stała pod drzwiami Piotra. Zadzwoniła dzwonkiem. Nie czekała długo, by mężczyzna jej otworzył. Na rękach miał jej córeczkę. Była już ubrana w jesienną kurteczkę.
-To nie jest dobry pomysł Hana. Oni nie są gotowi, żeby do Ciebie wrócić.- zaczął na „dzień dobry”.- W miał nadzieję wybić jej z głowy pomysł zabrania dzieci.
-Wiesz co nie jest dobrym pomysłem? Żeby moje dzieci wychowywała obca kobieta. Przyniesiesz mi ich rzeczy?- wzięła od niego małą. Wbrew oczekiwaniom obojga, mała zamiast zacząć płakać, tak jak dzień wcześniej, szeroko uśmiechnęła się do swojej mamy, pokazując trzy białe ząbki. Kobieta z ulgą także się do niej uśmiechnęła i pogłaskała ją po główce.
-Hana… Proszę cię.- Gawryło złapał ją za rękę. Natychmiast mu się wyrwała.
-A ja Cię proszę, żebyś przyprowadził Ksendka i przyniósł rzeczy dzieci.- kiwnął głową i odwrócił się na pięcie. Chwilę później wrócił trzymając za rączkę ich synka, i drugą ręką ciągnąc walizkę. Chłopiec też był już gotowy do wyjścia, więc Hana wyciągnęła do niego rękę, czule się przy tym uśmiechając. Malec niepewnie chwycił ją za dłoń.
-Pomóc Ci?- zapytał Gawryło wskazując na walizkę, którą wciąż trzymał.
-Byłoby miło. – spojrzała na niego i ruszyła razem z dziećmi w stronę windy. Zamknął drzwi i ruszył za nimi. Po chwili całą czwórką byli już na dole. Hana pomogła dzieciom wsiąść do samochodu, a Piotr włożył walizkę do jej bagażnika, obok toreb z zakupami. Potem pożegnał się jeszcze raz z dziećmi i wrócił do domu. Kobieta odpaliła samochód.
-Jak się czujesz, kochanie?- zaczęła zagadywać Ksendka, który wyraźnie czuł się nieswojo. Chłopiec spojrzał tylko na jej odbicie w lusterku, jednak nie odpowiedział. Kobieta westchnęła cicho. Wyjęła telefon z kieszeni i wybrała numer swojego brata. Włączyła głośnik i położyła telefon na fotelu obok.
-Hej Hana. Stało się coś?- Zapała odebrał po kilku sygnałach.
-Nie… Masz chwilę?- uśmiechnęła się na myśl o troskliwości brata.
-Pewnie. A co?
-Potrzebuje pomocy, przy rozładowaniu samochodu. Nie mogę zostawić dzieciaków samych, a wszystkiego na raz nie zabiorę… Poza tym, myślę, że dzieciaki stęskniły się za wujkiem.- powiedziała  patrząc w tylne lusterko.
-No pewnie, że przyjadę. Będę za jakieś 20 minut.
-Ok., trzymaj się.
-No pa.- rozłączyła się i zaparkowała pod blokiem. Wysiadła z samochodu zabierając swoje rzeczy. Podeszła do tylnich drzwi i najpierw pomogła wysiąść Ksendkowi, a potem wzięła na ręce małą. Chwilę potem byli już w mieszkaniu. Ksendek od razu poznał „swój” dom i nie czekając, aż Hana zdejmie mu kurtkę popędził do swojego starego pokoju. Kobieta w tym czasie rozebrała małą i posadziła ją do łóżeczka turystycznego w salonie. Dała jej parę zabawek.
-Zaraz do ciebie wrócę, królewno, tylko zajrzę do twojego braciszka.- pocałowała ją w czoło. Poszła po śladach ubłoconych małych bucików. Weszła do pokoju swojego synka. Usiadła koło niego na podłodze. Bawił się samochodzikami, które kiedyś kupił mu Krzysztof.-Hej, przystojniaku. Mogę zdjąć Ci kurtkę?- uśmiechnęła się do niego, ściągając mu z głowy czapkę. Spojrzał na nią brązowymi oczkami, co odebrała za zgodę. Zdjęła jego kurtkę, a potem buciki. – Odezwiesz się do mnie, dziś?- spojrzała na malca prosząco.
-Dlaczego nas zostawiłaś, mamusiu?- w końcu usłyszała jego piskliwy głosik.
-Nie zostawiłam was, kochanie. Byłam trochę chora i nie mogłam się wami zajmować przez jakiś czas, więc mieszkaliście u taty. Ale już jestem.- wyciągnęła w jego stronę ręce, a on usiadł jej na kolana.
-Ale ciocia Asia powiedziała, że już nas nie chcesz, i że już nie wrócisz- powiedział ze łzami w oczach.
-Heej… To przecież nie prawda. Kocham was najbardziej na świecie. I nie zostawiłabym was. A ciocia Asia, nie mówiła prawdy. Poza tym, teraz już nigdzie się nie wybieram. I może niedługo polecimy we trójkę do babci. Do Izraela. Co ty na to?- pogłaskała go po główce. Pierwszy raz od bardzo dawna, zobaczyła na jego twarzy uśmiech. Tak bardzo za tym tęskniła.
-Chcę!- krzyknął chłopiec.
-No dobrze- ona także się do niego uśmiechnęła.- To teraz się pobaw, a ja pójdę do twoje siostry. Zgoda?- Ksendek kiwnął głową, ponownie siadając na kolanie. Kobieta lekko pocałowała jego policzek i wyszła. Miała nadzieję, że wszystko wróci do normy. Podeszła do swojej córeczki i wzięła ją na ręce.- Ciebie też kocham najbardziej na świecie, księżniczko!- powiedziała, lekko nią zakręcając. Mała zaczęła się głośno śmiać. Wbrew obawom Hany, żadne z jej dzieci nie zanosiło się płaczem , jak podczas wczorajszego spotkania. Po krótkiej zabawie z Itką, kobieta usłyszała dzwonek do drzwi.
-Proszę!- krzyknęła. Usłyszała dźwięk otwieranych, a chwilę później zamykanych drzwi.
-To ja- krzyknął z przedpokoju jej brat.
-Słyszysz malutka? Wujek przyjechał.- uśmiechnęła się do córeczki. Na progu salon staną Przemek.
-To co mam przynieść?- zapytał bez większych wstępów.
-Tam leżą kluczyki. W bagażniku mam walizkę dzieciaków i trochę zakupów. Zrobię herbatę- uśmiechnęła się i wstała. Wzięła małą na ręce i ruszyła do kuchni.
-Widzę, że humor ci się poprawił- rzucił Zapała.- zaraz wrócę- krzyknął i chwilę potem zamknął drzwi. Hana wstawiła czajnik i wyjęła z szafki kubki. Na ręku trzymała swoją córeczkę, która bawiła się jej włosami. Wrzuciła do kubków torebki z herbatą i zalała je wrzątkiem. Drzwi ponownie się otworzyły.
-Małe zakupy- krzyknął od progu Przemek. Chwile później wszedł do kuchni z torbami. Położył je na blacie i wziął na ręce swoją siostrzenice.- Hej, piękna. Urosłaś.- uśmiechnął się. Hana w tym czasie zaczęła rozpakowywać  zakupy. – jest podobna do Ciebie, zresztą tak samo jak młody- Zapała puścił siostrze oczko.
-Lepiej siadaj i pij herbatę. Chcesz kanapkę? Musze zrobić kolacje Ksendkowi. – mówiła rozkrajając bułkę.
-Nie, dzięki nie jestem głodny… A jak tam twoje sprawy z Piotrem?- spytał nie pewnie.
-Nijak. Piotr się żeni…- szepnęła smutno. Wiedziała, że już nie uda jej się go odzyskać. Do tej pory wciąż się łudziła, że razem z Gawryłą na nowo zbudują szczęśliwą rodzinę. Że razem będą wychowywać ich dzieci. Jednak on widocznie nie miał takich planów. Trudno. Musiała przestać się łudzić.



______________________________________________________________

Przepraszam, za ten przestój, ale miałam problemy z kompem. Mam nadzieję, że część wam się podobała :P Jednak bezsenne noce, są najlepsze na pisanie ;) 


W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
 
Co będzie dalej między HaPi? Zejdą się jeszcze? Czekam na wasze pomysły w kom i zapraszam do lajkowania mojej stronki na fb ;)
 
Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!



Pozdrawiam,
Alex

 


czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział IX



W końcu next :P Jest trochę krótki, ale trochę się w nim dzieje ;) Miłego czytania :P


Nie miała żadnych planów na ten dzień. Miała cały miesiąc urlopu zdrowotnego. Mimo iż była dopiero 8, to nie miała ochoty już spać. Nie po tym śnie. Postanowiła się ubrać i pojechać do Krzysztofa. W końcu był jej mężem i go kochała. Chyba. Zaczynała mieć coraz większe wątpliwości. Sambor powiedział jej, że jak wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym tygodniu będą wybudzać jej męża. Czy na pewno tego chciała? Podniosła się z łóżka i podeszła do szafy. Otworzyła drzwi i wzięła głęboki oddech. Co ma na siebie założyć? Wydawało jej się, że na dworze jest całkiem ciepło. Wzięła do ręki dwa wieszaki. Jeden z sukienką w kwiatki do kolan, a drugi z czarną skórzaną spódniczką z wysokim stanem. Spódniczka. Zdecydowanie. Dobrała do tego białą bokserkę i ruszyła do łazienki. Problemy zaczęły się, gdy chciała zapiąć spódniczkę, ponieważ suwak w po prostu stanął w połowie i ani myślał drgnąć wyżej. Czy to możliwe, żeby aż tak przytyła? Po pięciu minutach walki ze spodniczką poddała się i wróciła do swojej sypialni po sukienkę… tu też wystąpiły małe komplikacje, jednak tym razem kobieta dała sobie radę. Zadowolona wyszła z łazienki, by zrobić sobie coś do jedzenia. Jak można się było spodziewać, w jej lodówce znajdowało się niewiele poza jajkami i keczupem. Świetnie. Po prostu świetnie. Nawet nie miała chleba… A jej brzuch coraz głośniej zaczynał się domagać o jedzenie. Kawa to jedyne, co mogła sobie teraz zaserwować. Wstawiła czajnik z wodą i włączyła sobie telewizor. Gdy czajnik zaczął gwizdać, ktoś zadzwonił do drzwi. Wyłączyła gaz i powlokła się otworzyć. przed jej mieszkaniem stał Piotr z walizką w ręku.
-Co tu robisz?- spojrzała na niego z nie małym zdziwieniem. Nie było jeszcze 10, i nie spodziewała się gości o tej porze.
-Umówiliśmy się wczoraj, że przywiozę Ci twoje rzeczy… Poza tym pomyślałem, że twoja lodówka świeci pustkami i kupiłem małe co nie co.- uśmiechnął się.
-Ale jest jeszcze wcześnie… Poza tym miałeś przyjechać z dzieciakami.
-No tak… Ale razem z Asią stwierdziłem, że lepiej będzie, jak zostaną w domu. Widziałaś jak wczoraj na ciebie zareagowały.
-Dlaczego nie zapytałeś mnie o zdanie. W końcu to są moje dzieci, a nie jej.- wiedział, że będzie miała do niego pretensję. I wcale się nie mylił. Patrzyła na niego czekając na wyjaśnienia, chociaż doskonale wiedziała, że nie ma nic na swoją obronę. Głupio mu było nawet się uśmiechnąć. Po kilku minutach stania w milczeniu kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła w głąb mieszkania. Poszedł za nią ciągnąć wielką walizkę. Postawił ją koło kanapy w salonie i przeszedł do kuchni ze sporą reklamówką zakupów. Kobieta kończyła parzyć kawę, a on wyją z torebki bułki i szynkę i zaczął przygotowywać kanapki.
-Jest jeszcze coś o czym chciałem z tobą pogadać.- rzucił nieśmiale. Nawet na niego nie spojrzała. Podniosła do ust swój kubek i złapała łyk ciepłej kawy.- Żenię się…- spojrzał na nią niepewnie. Zaczęła się krztusić. Upuściła kubek, przez co wylała cały wrzątek na swoją wcześniej białą sukienkę. Naczynie uderzyło o płytki, roztrzaskując się na tysiące kawałeczków. Nie wiedziała czy najpierw ma starać się łapać oddech, czy też zdjąć sukienkę, która parzyła jej ciało. Piotr stał jak wryty. Nie łapał co się dzieje. Kobieta odzyskała dech i biegiem ruszyła do sypialni. Gdy tylko tam dotarła zaczęła siłować się z sukienką. W końcu ją ściągnęła. Jej ciało było zaczerwienione. Wyjęła z szafy nowe ciuchy i szybko w nie wskoczyła. –Nie wiedziałem, że tak zareagujesz…- szepnął Gawryło, który od dłuższej chwili stał w drzwiach i przyglądał się kobiecie.
-Zaskoczyłeś mnie… Myślałam… Z resztą nie ważne.- machnęła na niego ręką.
-Nie to chciałem ci powiedzieć. Znaczy nie tylko to.
-Już chyba nic mnie nie zaskoczy.- podeszła do okna.
-Zamierzam z Asią…- zawahał się przez moment.- Ubiegać się o pełne prawo, do opieki nad dziećmi.- dokończył ledwo słyszalnie. Goldberg odwróciła się natychmiast. Twarz miała kamienną, jednak oczy wszystko zdradzały. Widział, że była na niego wściekła.- Tak będzie najlepiej. Przecież oboje wiemy, że nie odnajdujesz się w roli mamy…
-Masz jeszcze jakieś ciekawe wiadomości?!- rzuciła histerycznie.
-Nie.
-Więc się stąd wynoś- w jej oczach zobaczył łzy.
-Hana…
-O 19 przyjadę po dzieciaki. Mają być wtedy spakowane.
-Nie możesz ich zabrać.
-Mogę bo są moje! A nie tej twojej panienki! Wynoś się z mojego domu!!!- podszedł do niej z wyciągniętymi rękoma. Chciał ją przytulić, otrzeć jej łzy. Ona jednak natychmiast go odepchnęła. Zrezygnowany odwrócił się i opuścił jej mieszkanie. Usiadła na łóżku. Otarła łzy cieknące jej po policzku. Nie rozumiała jak Piotr mógł chcieć zrobić jej coś takiego…

~*~*~*~*~*~
-Hana… Wiedziałem, że przyjdziesz.- Radwan weszła do Sali męża, a ten od razu przywitał ją z uśmiechem. Dwie godziny po konfrontacji z Piotrem zadzwonił do niej Sambor i powiedział, że Krzysztof się wybudził. Postanowiła do niego pojechać. I tak nie miała nic lepszego do roboty.
-Jak się czujesz?- usiadła koło jego łóżka. Złapał ją za rękę.
-W porządku.
-Posłuchaj Krzysztof… Może to nie jest najlepszy moment. Ale muszę z tobą porozmawiać… O naszym małżeństwie.
-Mów.- szepnął.
-Nie ma sensu tego dłużej ciągnąć. Nie kocham cię...- wbiła wzrok w podłogę. Długo się nad tym zastanawiała. Rozpatrzyła wiele scenariuszy z Krzysztofem, jednak każdy kończył się rozwodem. W końcu zebrała się na odwagę i spojrzała na męża. Lekko kiwał głową.
-Chciałem ci powiedzieć to samo, przed wypadkiem…








Mam nadzieję, że wam się podobało ;) Wyraźcie swoją opinię w komentarzach
W razie pytań zapraszam was na:
Maila: al0998@wp.pl
GG: 52803613
Aska: http://ask.fm/CobraAleks
  FB: https://pl-pl.facebook.com/pages/Hapi-forever/811541645528597
Na mojej facebook'owej stronce "Łatwo jest stracić, trudno odzyskać." będą pojawiały się spoilery i informacje dotyczące opo ;)  
 Jak myślicie? Jak teraz ułożą się stosunki między Haną, a Piotrem? I co z Przemkiem? ;) Chętnie poczytam wasze pomysły w komentarzach.
 Czytajcie, komentujcie, udostępniajcie!

PS. Jak tam mijają wakacje? ;) Wyjeżdżacie gdzieś? :P


Pozdrawiam,
Alex